Smak życia

Dodano Styczeń 12th, 2008
przez iza

Każdy z nas próbuje życia, jego smaku. Chce na tyle go skosztować, by w końcu spić samą śmietankę. Dogłębnie szuka również jego sensu. W końcu uświadamia sobie jak wiele czasu zmarnował, i że niewiele w ostateczności zrobił.
JAK MYŚLICIE, CO JEST LEPSZE: UŻYWAĆ ŻYCIA CZY SIĘ POŚWIĘCAĆ?
Dyskutowaliśmy z mężem, co będzie, jeśli wszyscy będą szukali swojego miejsca w życiu, jego sensu, wizji i niemal wyłącznie będę się realizować, ale dla samego siebie. Kto wtedy będzie służył?
Ja uważam, że można jeździć na desce, zdobywać biegun, można też starać się zrobić coś dobrego, jednak bez znalezienia sensu swojego istnienia, wciąż będziemy dochodzić do tego samego punktu, a mianowicie punktu zagubienia.

Przyjrzyjmy się historii dwóch braci i ich poszukiwaniom.
WERSJA NOWOŻYTNA.
Pierwszy syn: <<Gdybym już miał cały majątek, który mi przysługuje, poznałbym świat i zaszalał jak nigdy>>.
I niejedna z nas (córek niemarnotrawnch) powiedziałaby, że świat go wciągnął: imprezki, narty wodne, górskie, przyjaciele i to pragnienie zdobycia więcej.
Wiecie, kiedy człowiek już zakosztuje wszystkich w miarę fajnych rzeczy, to czasami zaczyna szukać na pograniczu: papieroski, trawka, tylko na imprach i dalej.
Wracając do syna… W końcu został z niczym. Upadł. I dopiero wówczas zaczął myśleć.
Wcale mu nie pomogła świadomość tego jak dużo wszystkiego zakosztował, i że zobaczył tyle, ile tylko można. I tak doszedł do punktu, w którym musiał przyznać, że sensu w tym wszystkim nie znalazł. To, co natomiast znalazł, to totalne zagubienie.
Postanowił wrócić tam, gdzie było mu dobrze, czyli do rodziny. Było to jedyne miejsce, gdzie mógł przynieść swoje zagubienie. Niestety, przyszedł z typowym nastawieniem kogoś, kto się zgubił, kto czuje się przegrany: << mogę nawet świnie karmić u ojca a będzie mi lepiej>>.
COŚ WAM TO MÓWI DZIEWCZYNY?

Drugi syn.

Pozostał w domu ojca, pewnie miał już własną rodzinę, wiernie pracował, służył… Jego życie wyglądało na stabilne i sensowne. Jednak tak naprawdę sensu w tym nie widział. Od urodzenia wiedział, co
mu przysługiwało i w tym żył. Być może dumał, że kiedy ojciec umrze, on odchowa dzieci, wówczas zacznie szukać czegoś więcej.
COŚ WAM TO MÓWI DZIEWCZYNY?
W momencie, kiedy okazało się, że jego brat marnotrawny postanowił wrócić i ojciec wbrew wszystkiemu, co wydarzyło się w przeszłości, tak po prostu przyjął go z otwartymi rękami, on się rozłościł. Służył ojcu tak wiernie, a tu się okazuje, że to temu „łazędze” wyprawia ucztę, zwraca pierścień. Bolało go, że ojciec nie docenił jego poświęcenia i służby. Zdanie, które wypowiada jego ojciec od razu pokazuje miejsce, w którym był syn. Mówi mianowicie: synu mój, przecież wszystko, co moje jest i twoje.
Co tutaj widzimy? On nigdy nie znalazł sensu życia, żył z dnia na dzień – od siania do żniw.
To był tak naprawdę jego sens albo wizja na życie, ale nie było to to, czego pragnął. Dlatego tak się zachowywał względem młodszego brata. Tak naprawdę pogodził się z sytuacją, ze swoim losem, żył tak jakby na nic, nie miał wpływu – totalne zagubienie. Może pocieszał się tym, że inni mają gorzej?
To jednak nie pomagało zupełnie, jeśli chodzi o zagubienie.
CO Z NAMI?
CZĘŚĆ Z NAS SZUKA SENSU W ZAKOSZTOWANIU MAXIMUM WSZYSTKIEGO:
A co tam, podpowiadają nam światowe normy:
- użyj życia
- spróbuj seksu, żebyś wiedziała, jak wybrać faceta,
- spróbuj faceta, żebyś wiedziała, czy dobrze wybrałaś,
- użyj życia zanim się ustabilizujesz, wyszalej się.
Wszystko podyktowane mądrością ludzką i logiką pod tytułem: dobry wybór najistotniejszy.
Czy to naprawdę daje nam możliwość dowiedzenia się, czego chcemy?
Wzięcia tego, co najlepsze?
Wypicia śmietanki życia. I życia z sensem?

Lądujemy więc w miejscu syna marnotrawnego, który sprzedał samego siebie, tłumacząc to bardzo logicznie: muszę spróbować użyć życia, a potem poszukam stabilizacji: żona, dom, dzieci.

CZĘŚĆ Z NAS SZUKA SENSU ŻYCIA:
w służeniu, poświęceniu się domowi, rodzinie. Ludziom. Jeśli jednak nie rozumiemy, co to jest sens życia, to nie będziemy potrafili go znaleźć. Cóż nam wtedy po poświęceniu? – nawet największym. Każdy wstrząs zachwieje naszym życiem.
Każda myśl o tym, że inni nas wykorzystują, nie okazują wdzięczności, jeśli
wyrośnie, spowoduje, że powiemy: mam dość, spadam. Nawet jeśli jesteś bardzo
wytrzymały, wiesz co to poświęcenie, masz jednak swoje granice i kiedyś w końcu nie wytrzymasz.
A CHODZI PRZECIEŻ O SENS ŻYCIA, O ZNALEZIENIE SWOJEJ WIZJI, O ŚWIADOMOŚĆ TEGO, KIM JESTEM, PO CO ŻYJĘ?
CO MOŻEMY ZROBIĆ?
ODPOWIEDZI NAPROWADZAJĄCE:
Początek jest w tym by:
- PSALM 34, 9
„Skosztujcie i zobaczcie, że dobry jest Pan: Błogosławiony człowiek,
który u niego szuka schronienia”.
Jezus jest radykalny. Mówi: jeśli chcecie wszystkiego spróbować jedzcie mój
chleb, czyli ciało moje i pijcie moją krew. Dlaczego? Bo poznacie smak
życia od tego, kto je zna, kto był we wszystkim doświadczony z wyjątkiem grzechu.

Krok drugi dla marnotrawnych córek

1Piotra 2, 2
„Jako nowonarodzone niemowlęta, zapragnijcie nie sfałszowanego duchowego mleka, abyście przez nie wzrastali ku zbawieniu. Gdy żeście zakosztowali, iż dobrotliwy jest Pan.
Przystąpcie do niego, do kamienia żywego, przez ludzi wprawdzie odrzuconego, lecz przez Boga wybranego jako kosztowny (uznajcie jako kosztowny). I wy sami jako kamienie żywe budujcie się w dom duchowy, w kapłaństwo święte…”, czyli poznajcie, jaka jest wysokość, szerokość, jakie bogactwo chwały jest wam dostępne, aby składać duchowe ofiary
przyjemne Bogu przez Jezusa Chrystusa.
A jeśli chcecie mu ofiary składać, to składajcie duchowe, czyli te ustalone przez
Niego. On niekoniecznie chce byście karmili świnie i jeszcze się cieszyli, że nic gorszego was nie spotkało.

Krok drugi dla niemarnotrawnych
- Kol. 2.20
„Jeśli tedy z Chrystusem umarliście dla żywiołów świata, to dlaczego się poddajecie takim zakazom jakbyście w świecie żyli: nie dotykaj, nie kosztuj, nie ruszaj? Przecież to wszystko niszczeje przez samo używanie, a są to tylko przykazania i nauki ludzkie”.
Czyżby Jezus zachęcał tu do kosztowania owoców zakazanych?
„Mają one pozór mądrości w obrzędach wymyślonych przez ludzi, w poniżaniu samego siebie i w umartwianiu ciała, ale nie mają żadnej wartości, gdy chodzi o opanowanie zmysłów”.
Co to jest? Po co sobie narzucasz: co możesz, a czego nie możesz?, po co wyznaczasz prawa, zasady?, po co poświęcasz się?
Synu mój wszystko, co moje jest twoje.
Widzicie dziewczyny, w naszym życiu jest dużo takich „sensików „ i smaków życia.
Hm mąż, hm dzieci, hm domek, hm dobra praca, wczasy, hm hm hm – miejsc i rzeczy dla których żyjemy.
Czy to złe? Nie, jeśli naprawdę czujemy, że to jest to, to wspaniale. Potrzebujemy jednak zawsze być poszukujące ,by chociażby nasze dzieci nie patrzyły na nasze życie jako na egzystencje a na głębokie spełnienie się w roli mamy i żony.
Dlaczego biblijna królowa Estera tak długo przygotowywała się do małżeństwa, tak go pragnęła, a potem była przerażona, że może ma iść dalej, głębiej? Obawiała się stanąć przed obliczem swego męża.

Ojciec chce byśmy zakosztowały tego, co ma dla nas, wyszły z miejsca zagubienia i spróbowały Boga. Pragnie, abyśmy dały się wprowadzić do jego ogrodu, pozwoliły sobie założyć królewski pierścień, ubrać płaszcz dziedzictwa, abyśmy ciągle go nie przycinały, bo za długi pewnie i w końcu zobaczyły wymiar jego łaski. Którą nam przeznaczył..

I może wtedy takie słowa przyjdą nam na usta: może jest więcej dla mnie, może nie muszę się brać z życiem za bary, może mam wystarczająco autorytetu mego ojca, może to jest miejsce, z którego mogę służyć? Może mogę zmienić ten świat, może mogę o wiele więcej? A być może nie doszłam jeszcze do granicy, nawet nie wbiłam ”palików mego dziedzictwa”, nie poznałam granic?
A ty, kiedy wołasz Ojcze, wciąż to powtarzasz: poszerz swoje paliki, poszerz swoje paliki, nie ograniczaj mnie córko………….

IZa