Z cylku Pauli pisarskie co nieco

Dodano Grudzień 12th, 2009
przez iza

Znamy się

                Ja : nudno zrobiło się ostatnio, nic się nie dzieje. Dzień za dniem. Dzień za dniem mija.

Wszystko spowszedniało. Wszystko jest takie od tak, tak po prostu. On przygląda mi się lekko mrużąc oczy. Kąciki ust układają się w uśmiech. Chodzę w kółko, macham rękami z bezczynności. W dywanie wydeptuję ścieżkę. Zbieram myśli. Próbuję sama siebie przed sobą wytłumaczyć. Samą siebie zrozumieć. Czuję się winna, ale nie dopuszczam tej myśli do siebie.

                 Po chwili zbieram się w sobie i nie patrząc na niego, mówię : ciągle to samo. Ci sami ludzie, te same miejsca i te same twarze. Czy coś jeszcze mnie zaskoczy? Chcę czegoś nowego! Innego! Chcę przygody! Szukam odpowiednich słów. On przygląda mi się w ciszy, a we mnie wzbiera złość.

               Nie muszę mu nic tłumaczyć. A jednak to robię. Jest lekko pochylony do przodu, w oczach ma ogień. Wiem co chce mi powiedzieć, więc odwracam głowę. Rozglądam się wokoło. Łapię głęboki oddech. Dopada mnie zniechęcenie. Czy to codzienność otula mnie chłodem? Staję w miejscu i wzrokiem błądzę po pokoju. Zegar tyka głośno, akurat dziś zachciało mu się odliczać czas wolniej. Zauważam listy miłosne. Kiedyś chłonęłam je jak zeschła ziemia wodę. Dziś – przykrywa je szara mgła zapomnienia. Złota zasłona opada z hukiem.

                Szybko odwracam wzrok, by nie zauważył smutku malującego się na mojej twarzy. Zaciskam usta. Ze wstydu spuszczam głowę. Tęsknota owija mnie kocem. Chcę odwrócić się w jego stronę. Walczę ze sobą, dławię się niemym krzykiem. Za oknem ciemne chmury zataczają koło, deszcz tańczy na liściach. Drut kolczasty ściska mi serce, poczucie pustki wbija mi się głębiej i głębiej, niczym wielka szpila wbijana stalowym młotkiem. To miała być zwykła rozmowa, spotkanie po latach. Stary znajomy, dawne dzieje. Mogłoby się zdawać, niewinne.

                 Chcę mu wszystko opowiedzieć. Czuję, jak pocą mi się ręce. Waham się. Poczucie winy szyderczo uśmiecha się do mnie. Czuję się jak na karuzeli, łapię się za głowę. Gram na zwłokę. Czuję jego wzrok na sobie. Opadam bez sił na fotel. Cisza. Cisza. Słyszę tylko swój oddech. Cisza. Wstyd spływa łzami na podłogę. Kap. Kap. Przerwana tama. Słyszę tylko kap i kap, które odbija się echem w mojej głowie. A potem cisza. Cisza. Między nami.

Moja twarz w jego dłoniach. Moje łzy na jego ustach. Moja głowa w jego ramionach. Oddycham głośno. Łapię powietrze. Czuję się lekka. Zostałam uniewinniona.

Posłowie od autorki:

Walnę prosto z mostu że, relacja z Jezusem jest czymś jak relacja z
ukochanym mężczyzną i że zdrada nie koniecznie oznacza pójścia z kimś do
łóżka. Tego właśnie doświadczyłam. Oddałam serce czemuś innemu.
Zamknęłam drzwi przed Bogiem, a wpuściłam do serca stary, bezpieczny
świat sprzed nawrócenia. To chyba gorsze niż bałwochwalstwo, bo tam się
oddaje cześć, a tu zamknęłam serce – zresztą nie znam się. I jak w
każdym związku są chwile ogromnej radości, znudzenia i zmęczenia. Nie
chcę powiedzieć, że JAK ZWYKLE Jezus mi wybaczył i przyjął do siebie, bo
nie chcę by Jezus był odbierany jako osoba, która tylko wybacza i się
uśmiecha. Jezus jest kimś, kogo bolą nasze złe wybory, który tęskni i
może się wkurzyć na kogoś ktoś nas rani. Który jest wierny i oczekuje
wierności, tak jak mężczyzna oczekuje wierności od kobiety. Jezus jest
osobą, która pozwala mi odejść kiedy (aż boli kiedy to piszę) się znudzę
i wyczekuje mnie tak samo żarliwie, jak zakochani czekają na powrót
ukochanej osoby. Chcę powiedzieć, że obecność Jezusa w moim życiu była
czymś tak normalnym, że aż nie zauważalnym. Jak stare małżeństwo, które
wie o sobie już chyba wszystko i oddala się od siebie. Z tym wyjątkiem,
że On mną się nie znudził..i kiedy odsunęłam się od niego by wpuścić w
swe ramiona innego, on ze złamanym sercem patrzył na to kochając mnie
dalej. A kiedy trwałam w tym grzechu i nie zapowiadało się że wrócę, On
zawalczył o mnie. Poczułam motylki w brzuchu, tak jak mają zakochani.
Powiedział mi, ze nie ważne co zrobiłam, On chce mnie z powrotem, bo nie
może beze mnie żyć. Jezus powiedział do mnie „znamy się”. „Znasz mnie”.
„Nie mogę przestać Cię kochać”. „Nie zgadzam się na życie bez ciebie”.
Powinnam przepraszać Go na kolanach za to co Mu zrobiłam, a to On
przyszedł do mnie i powiedział, że chce byśmy byli razem. Taki jest
Jezus.

Paulina