Modlitwa wdzięczności, zadowolenia z X wieku ( autor nieznany, hebrajskiego pochodzenia).

stycznia
22

Czasami jest dla nas sporym wyzwaniem okazać wdzięczność Bogu, podczas gdy nasze życie wydaje się tak niedoskonałe i tyle jeszcze do zmiany. Zadowolenie jest postawą serca, która tworzy się w nas, ponieważ znamy miłość Boga do nas i potrafimy trwać we wdzięczności, mimo iż jesteśmy w trakcie podróży i zmierzamy do naszej ziemi obiecanej i rzeczy czasami wcale nie układają się za pięknie. Bycie wdzięcznym jest wyborem kładzionym przed każdym z nas, jest wynikiem naszej perspektywy na życie, Boga, własne osiągnięcia i dary od Niego. Kluczem do przejścia pustyni przez Izraela była wdzięczność dla Boga za to, co już dobrego się wydarzyło, im się nie udało, jak wiemy ze Słowa, nam może się udać, dlatego okażmy się wdzięcznymi mimo braków, jakich nieraz doświadczamy i marzeń, które są w trakcie. Niech ten wiersz nieznanego autora zainspiruje Cię do właściwej postawy serca w życiu za Bogiem.

Magda

Jak wiele jest powodów, by okazać wdzięczność Wszechmocnemu!
1/Gdyby wyprowadził nas z Egiptu, lecz nie dokonał sądu nad nim
Wystarczy nam! (byśmy byli zadowoleni, wdzięczni, nasyceni)
2/Gdyby dokonał sądu nad nimi, lecz nie nad ich bogami
Wystarczy nam!
3/Gdyby dokonał sądu nad bogami Egiptu, lecz nie zabił pierworodnych
Wystarczy nam!
4/Gdyby zabił pierworodnych, lecz nie dał nam złota Egiptu
Wystarczy nam!
5/Gdyby dał nam złoto Egiptu, lecz nie otworzył Morza przed nami
Wystarczy nam!
6/Gdyby otworzył przed nami morze, lecz nie przeprowadził suchą nogą
Wystarczy nam!
7/Gdyby przeprowadził suchą nogą, lecz nie zatopił naszych oprawców
Wystarczy nam!

8/Gdyby zatopił naszych wrogów w morzu, lecz nie zaspokoił naszych potrzeb na pustyni przez 40 lat.
Wystarczy nam!
9/Gdyby zaspokoił nasze potrzeby na pustyni przez 40 lat, ale nie dał nam manny,
Wystarczy nam!
10/Gdyby karmił nas manną, ale nie dał nam Szabatu.
Wystarczy nam!

11/Gdyby dał nam Szabat, lecz nie przyprowadził do Góry Synaj,
Wystarczy nam!

12/Gdyby przyprowadził nas do Góry Synaj, lecz nie dał nam Tory
Wystarczy nam!
13/Gdyby dał nam Torę, lecz nie wprowadził nas do ziemi obiecanej
Wystarczy nam!
14/Gdyby wprowadził nas do ziemi obiecanej, lecz nie zbudował tam swego domu
Wystarczy nam!

Comments: (0)

Miłosierdzie góruje nad…………..

stycznia
21

 

Chwile łączą się w godziny
Wysupłane z plątaniny czasu.
Wspomnienia otwierają okna bólu, który rani zardzewiałym ostrzem przeszłości.
Dobre myśli uwalniają pokłady dobroci, próbując odpędzić to, co minęło.
Dusza pragnie uciec, roztrzęsiona zaczyna krzyczeć.
Ukojenie przynosi dopiero cichy głos.
Rozlewając olej łaski w każde miejsce odrzucenia.
W każde miejsce wzgardy.
Jest jednak większa moc- życie złożone za mnie.
Moralizka(16.01.08)

Comments: (0)

Uwikłana

stycznia
21

Mijają godziny, dni i lata.
Supłam się coraz bardziej w świecie.
Serce pragnie odrobiny wytchnienia.
Małej cząstki pokoju.
Delikatności.
Ciszy rodzącej życie.
Siły, by strząsnąć z siebie ból i po prostu zacząć od nowa.
Siły, którą mogę mieć tylko w Nim
Moralizka(16.01.08)

Comments: (0)

Dlaczego odczuwamy taki egoizm, gdy poświęcamy czas samej sobie?

stycznia
18

Kobieta poświęca wiele czasu pomagając innym ludziom, by stali się osobami, którymi mają być i dlatego czas dla niej samej zajmuje miejsce drugie, trzecie a z reguły dwudzieste trzecie! Problem by mieć czas dla samej siebie jest związany z tym, iż czujemy się winne, gdy go mamy. Dostrzegamy wówczas wszystkie rzeczy, które wymagają naszego wkładu pracy. Odczuwamy niewypowiedzianą presję od innych, by nieustannie uczestniczyć w jakichś czynnościach. Wiele z tego ma związek z oczekiwaniami: naszymi własnymi, jak i ludzi wokoło nas. Czasami oczekiwania te są wyimaginowane a czasami prawdziwe.

Jednak posiadanie czasu dla samej siebie jest nader konieczne. Tak jak paliwo dla auta i pokarm dla ciała - bez niego biegniemy, lecz na pustym baku. Męczymy się głęboko w naszym wnętrzu i stawiamy opór wszystkiemu i wszystkim.
Ale ta wina! Dlaczego odczuwamy taki egoizm, gdy poświęcamy czas samej sobie? Myślimy, że inni ludzie osądzą nas, jeśli zobaczą, iż mamy chwilkę dla siebie. Wydaje się nam, że musimy to usprawiedliwić.
Wiele z tej walki toczy się w naszym umyśle. Musimy zmienić nasze myślenie z: „Nie mam do tego prawa” na „Zasługuję na to”. Musimy przestać myśleć o wszystkich rzeczach, których jeszcze nie zrobiłyśmy, a zacząć myśleć o tych, które są już wykonane.
Spróbuj tego. Usiądź i napisz listę wszystkich osób, którym pomogłaś i za które czujesz się odpowiedzialna w ciągu trwania tego tygodnia. Podsumuj rzeczy, które już zrobiłaś lub jesteś w ich trakcie. Małe rzeczy, duże rzeczy, ale również projekty. Dla większości kobiet wszystko to nie ma końca. Dlatego, że rzeczy w jakie się angażujemy, jak również życie innych ludzi, to sytuacje, które są w trakcie rozwoju. Często odnosimy wrażenie, że one nie mają końca. I jest to prawda. Odczuwamy, że jest o wiele więcej do dania i uczynienia dla kogoś. Być może to nieegoistyczna i ofiarna miłość kobiecego serca jest dla niej więzieniem - wierzy, że jest egoistką, gdy poświęca czas samej sobie.
Kolejny problem to, co zrobić, gdy w końcu pokonało się poczucie winy i ma się czas dla samej siebie? Jest to tak wielki luksus, że nie chcemy go zmarnować. Niektóre z nas muszą się uczyć bycia dobrymi dla samych siebie i korzystania z tego błogosławieństwa.

Spójrz ponownie na swoją listę i przekonaj się, że prawdziwie zasługujesz na czas dla siebie. A potem weź kolejną kartkę papieru i spisz rzeczy, które chciałabyś robić. Małe rzeczy, takie jak: kąpiel, pójście do fryzjera i duże rzeczy, jak: osobiste sny i marzenia, może chęć nauki na instrumencie, odwiedzenia kilku nowych miejsc. To wszystko są twoje cele, krótko - i długodystansowe, duże i małe. Prawdziwie wierzę, że posiadanie osobistych celów i czynienie kroków w kierunku ich urzeczywistnienia jest niezwykle ważne dla zdrowej stabilności i rozwoju kobiety. Nie zawsze jest to trudne do uczynienia. Czasami powinnyśmy zaplanować to w naszym życiu, a czasami prosić o pomoc. Ja biorę moją listę i przedstawiam ją Bogu. Ty także spróbuj. Ale jest jeszcze jedna rzecz, której potrzebujemy. Jest nią pokój wewnętrzny. Odpoczynek i czas dla samej siebie zadziała dopiero wtedy, kiedy jest w nas miejsce pokoju, w którym możemy oddzielić się od oczekiwań innych ludzi, odpocząć i czuć się bezpieczne. To jedyne miejsce, które spełnia powyższe warunki wynika z mojej relacji z Bogiem. Poznanie Jezusa ucisza wszelkie moje lęki. On daje mi bezpieczeństwo. On mnie podnosi. A jego spokojny głos mówi, że mnie kocha, gdy okazjonalnie poświęcam czas samej sobie. Widzisz, życie to nie tylko działanie, ale również samo bycie.

Izaj. 30:15 „W uciszeniu i zaufaniu do Boga będzie twoja moc i siła”

Andi

Comments: (0)

Smak życia

stycznia
12

Każdy z nas próbuje życia, jego smaku. Chce na tyle go skosztować, by w końcu spić samą śmietankę. Dogłębnie szuka również jego sensu. W końcu uświadamia sobie jak wiele czasu zmarnował, i że niewiele w ostateczności zrobił.
JAK MYŚLICIE, CO JEST LEPSZE: UŻYWAĆ ŻYCIA CZY SIĘ POŚWIĘCAĆ?
Dyskutowaliśmy z mężem, co będzie, jeśli wszyscy będą szukali swojego miejsca w życiu, jego sensu, wizji i niemal wyłącznie będę się realizować, ale dla samego siebie. Kto wtedy będzie służył?
Ja uważam, że można jeździć na desce, zdobywać biegun, można też starać się zrobić coś dobrego, jednak bez znalezienia sensu swojego istnienia, wciąż będziemy dochodzić do tego samego punktu, a mianowicie punktu zagubienia.

Przyjrzyjmy się historii dwóch braci i ich poszukiwaniom.
WERSJA NOWOŻYTNA.
Pierwszy syn: <<Gdybym już miał cały majątek, który mi przysługuje, poznałbym świat i zaszalał jak nigdy>>.
I niejedna z nas (córek niemarnotrawnch) powiedziałaby, że świat go wciągnął: imprezki, narty wodne, górskie, przyjaciele i to pragnienie zdobycia więcej.
Wiecie, kiedy człowiek już zakosztuje wszystkich w miarę fajnych rzeczy, to czasami zaczyna szukać na pograniczu: papieroski, trawka, tylko na imprach i dalej.
Wracając do syna… W końcu został z niczym. Upadł. I dopiero wówczas zaczął myśleć.
Wcale mu nie pomogła świadomość tego jak dużo wszystkiego zakosztował, i że zobaczył tyle, ile tylko można. I tak doszedł do punktu, w którym musiał przyznać, że sensu w tym wszystkim nie znalazł. To, co natomiast znalazł, to totalne zagubienie.
Postanowił wrócić tam, gdzie było mu dobrze, czyli do rodziny. Było to jedyne miejsce, gdzie mógł przynieść swoje zagubienie. Niestety, przyszedł z typowym nastawieniem kogoś, kto się zgubił, kto czuje się przegrany: << mogę nawet świnie karmić u ojca a będzie mi lepiej>>.
COŚ WAM TO MÓWI DZIEWCZYNY?

Drugi syn.

Pozostał w domu ojca, pewnie miał już własną rodzinę, wiernie pracował, służył… Jego życie wyglądało na stabilne i sensowne. Jednak tak naprawdę sensu w tym nie widział. Od urodzenia wiedział, co
mu przysługiwało i w tym żył. Być może dumał, że kiedy ojciec umrze, on odchowa dzieci, wówczas zacznie szukać czegoś więcej.
COŚ WAM TO MÓWI DZIEWCZYNY?
W momencie, kiedy okazało się, że jego brat marnotrawny postanowił wrócić i ojciec wbrew wszystkiemu, co wydarzyło się w przeszłości, tak po prostu przyjął go z otwartymi rękami, on się rozłościł. Służył ojcu tak wiernie, a tu się okazuje, że to temu „łazędze” wyprawia ucztę, zwraca pierścień. Bolało go, że ojciec nie docenił jego poświęcenia i służby. Zdanie, które wypowiada jego ojciec od razu pokazuje miejsce, w którym był syn. Mówi mianowicie: synu mój, przecież wszystko, co moje jest i twoje.
Co tutaj widzimy? On nigdy nie znalazł sensu życia, żył z dnia na dzień - od siania do żniw.
To był tak naprawdę jego sens albo wizja na życie, ale nie było to to, czego pragnął. Dlatego tak się zachowywał względem młodszego brata. Tak naprawdę pogodził się z sytuacją, ze swoim losem, żył tak jakby na nic, nie miał wpływu – totalne zagubienie. Może pocieszał się tym, że inni mają gorzej?
To jednak nie pomagało zupełnie, jeśli chodzi o zagubienie.
CO Z NAMI?
CZĘŚĆ Z NAS SZUKA SENSU W ZAKOSZTOWANIU MAXIMUM WSZYSTKIEGO:
A co tam, podpowiadają nam światowe normy:
- użyj życia
- spróbuj seksu, żebyś wiedziała, jak wybrać faceta,
- spróbuj faceta, żebyś wiedziała, czy dobrze wybrałaś,
- użyj życia zanim się ustabilizujesz, wyszalej się.
Wszystko podyktowane mądrością ludzką i logiką pod tytułem: dobry wybór najistotniejszy.
Czy to naprawdę daje nam możliwość dowiedzenia się, czego chcemy?
Wzięcia tego, co najlepsze?
Wypicia śmietanki życia. I życia z sensem?

Lądujemy więc w miejscu syna marnotrawnego, który sprzedał samego siebie, tłumacząc to bardzo logicznie: muszę spróbować użyć życia, a potem poszukam stabilizacji: żona, dom, dzieci.

CZĘŚĆ Z NAS SZUKA SENSU ŻYCIA:
w służeniu, poświęceniu się domowi, rodzinie. Ludziom. Jeśli jednak nie rozumiemy, co to jest sens życia, to nie będziemy potrafili go znaleźć. Cóż nam wtedy po poświęceniu? - nawet największym. Każdy wstrząs zachwieje naszym życiem.
Każda myśl o tym, że inni nas wykorzystują, nie okazują wdzięczności, jeśli
wyrośnie, spowoduje, że powiemy: mam dość, spadam. Nawet jeśli jesteś bardzo
wytrzymały, wiesz co to poświęcenie, masz jednak swoje granice i kiedyś w końcu nie wytrzymasz.
A CHODZI PRZECIEŻ O SENS ŻYCIA, O ZNALEZIENIE SWOJEJ WIZJI, O ŚWIADOMOŚĆ TEGO, KIM JESTEM, PO CO ŻYJĘ?
CO MOŻEMY ZROBIĆ?
ODPOWIEDZI NAPROWADZAJĄCE:
Początek jest w tym by:
- PSALM 34, 9
“Skosztujcie i zobaczcie, że dobry jest Pan: Błogosławiony człowiek,
który u niego szuka schronienia”.
Jezus jest radykalny. Mówi: jeśli chcecie wszystkiego spróbować jedzcie mój
chleb, czyli ciało moje i pijcie moją krew. Dlaczego? Bo poznacie smak
życia od tego, kto je zna, kto był we wszystkim doświadczony z wyjątkiem grzechu.

Krok drugi dla marnotrawnych córek

1Piotra 2, 2
“Jako nowonarodzone niemowlęta, zapragnijcie nie sfałszowanego duchowego mleka, abyście przez nie wzrastali ku zbawieniu. Gdy żeście zakosztowali, iż dobrotliwy jest Pan.
Przystąpcie do niego, do kamienia żywego, przez ludzi wprawdzie odrzuconego, lecz przez Boga wybranego jako kosztowny (uznajcie jako kosztowny). I wy sami jako kamienie żywe budujcie się w dom duchowy, w kapłaństwo święte…”, czyli poznajcie, jaka jest wysokość, szerokość, jakie bogactwo chwały jest wam dostępne, aby składać duchowe ofiary
przyjemne Bogu przez Jezusa Chrystusa.
A jeśli chcecie mu ofiary składać, to składajcie duchowe, czyli te ustalone przez
Niego. On niekoniecznie chce byście karmili świnie i jeszcze się cieszyli, że nic gorszego was nie spotkało.

Krok drugi dla niemarnotrawnych
- Kol. 2.20
“Jeśli tedy z Chrystusem umarliście dla żywiołów świata, to dlaczego się poddajecie takim zakazom jakbyście w świecie żyli: nie dotykaj, nie kosztuj, nie ruszaj? Przecież to wszystko niszczeje przez samo używanie, a są to tylko przykazania i nauki ludzkie”.
Czyżby Jezus zachęcał tu do kosztowania owoców zakazanych?
“Mają one pozór mądrości w obrzędach wymyślonych przez ludzi, w poniżaniu samego siebie i w umartwianiu ciała, ale nie mają żadnej wartości, gdy chodzi o opanowanie zmysłów”.
Co to jest? Po co sobie narzucasz: co możesz, a czego nie możesz?, po co wyznaczasz prawa, zasady?, po co poświęcasz się?
Synu mój wszystko, co moje jest twoje.
Widzicie dziewczyny, w naszym życiu jest dużo takich „sensików „ i smaków życia.
Hm mąż, hm dzieci, hm domek, hm dobra praca, wczasy, hm hm hm - miejsc i rzeczy dla których żyjemy.
Czy to złe? Nie, jeśli naprawdę czujemy, że to jest to, to wspaniale. Potrzebujemy jednak zawsze być poszukujące ,by chociażby nasze dzieci nie patrzyły na nasze życie jako na egzystencje a na głębokie spełnienie się w roli mamy i żony.
Dlaczego biblijna królowa Estera tak długo przygotowywała się do małżeństwa, tak go pragnęła, a potem była przerażona, że może ma iść dalej, głębiej? Obawiała się stanąć przed obliczem swego męża.

Ojciec chce byśmy zakosztowały tego, co ma dla nas, wyszły z miejsca zagubienia i spróbowały Boga. Pragnie, abyśmy dały się wprowadzić do jego ogrodu, pozwoliły sobie założyć królewski pierścień, ubrać płaszcz dziedzictwa, abyśmy ciągle go nie przycinały, bo za długi pewnie i w końcu zobaczyły wymiar jego łaski. Którą nam przeznaczył..

I może wtedy takie słowa przyjdą nam na usta: może jest więcej dla mnie, może nie muszę się brać z życiem za bary, może mam wystarczająco autorytetu mego ojca, może to jest miejsce, z którego mogę służyć? Może mogę zmienić ten świat, może mogę o wiele więcej? A być może nie doszłam jeszcze do granicy, nawet nie wbiłam ”palików mego dziedzictwa”, nie poznałam granic?
A ty, kiedy wołasz Ojcze, wciąż to powtarzasz: poszerz swoje paliki, poszerz swoje paliki, nie ograniczaj mnie córko………….

IZa

Comments: (0)

Twoja ziemia obiecana

stycznia
10

Egipt to z hebrajskiego “miejsce, w którym nie możesz prawdziwie uwielbić Boga”. Wychodzisz z niego i udajesz się w podróż po pustyni, by dojść do swej ziemi obiecanej. Jak wiemy ze Słowa, niektórym bardzo wiele czasu to zajęło i nie każdy doszedł i oglądał swoją ziemię. Wierzę jednak, iż w sercu Boga Ojca jest, byśmy doszli i zasmakowali życia takiego, które niesie ze sobą Boża ziemia obiecana. Zadajmy sobie pytanie - jaka ona jest? Jaki jest ten Boży rodzaj życia dostępny dla nas - nie kiedyś w niebie, ale tu na ziemi? Wiemy, iż Biblia mówi o ziemi obiecanej, jako o miejscu mlekiem i miodem płynącym. Mleko jest symbolem zaopatrzenia, utrzymania nas przy życiu w każdej jego sferze: duchowej, fizycznej, relacyjnej, emocjonalnej. Miód jest symbolem słodyczy. To taki rodzaj życia, kiedy wiesz, że żyjesz, jest w nim słodycz spełnienia, objawienia i wypełniającego się przeznaczenia. Bóg jest bardzo praktyczny i opisuje ziemię obiecaną w ST w 3 Mój. 26, 3 -13, żebyśmy wiedzieli, czego mamy się spodziewać i dokąd dążyć z Nim. Jest to miejsce/rodzaj życia pełne zaopatrzenia, plonów we właściwym czasie, jedzenia chleba do syta, miejsce BEZPIECZNE, pełne pokoju z obietnicą: “i nikt was już nie przestraszy” – czytamy w 6 wersecie. Pomyślmy, jaki to cudowny rodzaj życia, w którym nie masz strachu i lęku. Nie boisz się jutra, ani spraw minionych, podjętych, czy nie podjętych decyzji, nie boisz się choroby, starości, samotności, porażki czy zwycięstwa… Dalej ten werset mówi, iż miecz nie będzie przez ten kraj przechodził, a zaraz potem - jakby przecząc temu - mamy obietnicę zwycięstwa nad naszymi wrogami. Będziemy ich ścigać i pokonamy ich. Cóż to za ziemia, ta moja ziemia obiecana? Nie jest to miejsce bez konfliktów, problemów i nieraz wielkich wyzwań, lecz w tym wszystkim jest to miejsce, gdzie będziesz miała odwagę stawić im czoła, sięgniesz po mądrość i radę od Boga, co masz zrobić. Po prostu zwyciężysz w życiu, a nie polegniesz.
Ziemia obiecana jest miejscem stałego, nowego objawiania się Boga w Twoim życiu, świeżości relacji z Nim. Kolejne wersety mówią: “Jego przybytek będzie pośród was, będę się pośród was przechadzał, będę waszym Bogiem, a wy moim ludem”. Wers 10 mówi: żyjąc w niej “będziesz usuwał stare, by zrobić miejsce dla nowego”. Tak więc, twoja relacja z Bogiem będzie żywa, płynąca smakiem nieba, nie będziesz trzymała się tego, co już wiesz, lub z Nim przeżyłaś, ale będziesz czyniła miejsce w sobie na nowe spotkania z Najwyższym, nowe doświadczenia i przygody. Stale podróżując za Nim. Gdy rozważam tą ziemię obiecaną, wiem, iż w wielu miejscach jeszcze do niej nie dotarłam, ale rodzi się we mnie pragnienie, by oglądać ten rodzaj życia, który Bóg ma dla mnie. Nie ustawaj wraz ze mną i podróżuj!

Magda.

Comments: (0)

Malowany dzień

stycznia
08

Molowy dzień nasączony kroplami deszczu w mych oczach.
Molowy dźwięk przesycony bólem smutkiem i zdradą.
Durowy utwór, melodia mojego życia, w którym rytm serca wyznacza godziny przeżyte dla Ciebie.
Czasami zabrzmi molowy dźwięk, a po nim melodia nabierze głębi.
Serce przyspieszy chcąc nadrobić stracone chwile.
Czasami życie przejdzie w kaka fonię, niosąc mnie w dal.
Powrócę, twój utwór brzmi w głębi mego serca.
Gdy tylko zabrzmi usunie wszelki fałsz.
A serce przyspieszy
I znowu melodia nabierze głębi.
Moralizka (25.01.05)( z notesu biały kruk)

Tłumacząc: Czasami dotyka nas taki smutek, z powodu traumatycznych przeżyć.

A może dzięki temu co jest w naszym sercu nada ona tylko głębi naszemu życiu

i nie ma mocy, by nas pochłonąć.

Comments: (0)

W poszukiwaniu siebie

stycznia
06

Każdy z nas udaje się w drogę, w której próbuje odkryć czy też poznać, kim jest i dokąd zmierza. Poznaje wtedy swoje granice i przekracza je. Odkrywa również swoje możliwości. I tutaj okazuje się, że wbrew własnym przypuszczeniom jego granice leżą o wiele dalej. Może więcej.

Czasami myślę, że gdybyśmy do końca wiedzieli, co nas czeka, wielu z nas zostałoby w domu. Kto bowiem tak naprawdę jest gotów na przejście, np. przez ból, odrzucenie, zdradę, cierpienie? Przypomina mi się tu historia uczniów Jezusa, którzy prosili Go o możliwość zostania największymi w królestwie. Jezus nie zbeształ ich, powiedział natomiast: „Nie wiecie, o co prosicie”.

Poszukiwanie siebie jest zawsze powiązane z poszukiwaniem Boga. Bo kto zna prawdę o nas jak nie On! Prawda ta podawana jest jednak cząstkami. Być może całej nie bylibyśmy w stanie pojąć. Nawet cząstką prawdy często się „zadławiamy”. Jak dużo wolności zyskalibyśmy przyjmując tę odrobinę, jako objawienie tego, co właśnie Bóg chce nam pokazać… Ale o tym już pisałam.

W poszukiwaniu siebie i swojej drogi idziemy dalej, szukamy tych, którzy wyglądają na doskonałych, by mogli zostać naszymi nauczycielami, wzorami lub jak to niektórzy mówią „ojcami duchowymi”. Po czym zbliżamy się do nich i widzimy coś więcej niż moc, która nas zachwyciła. Widzimy ich błędy. I przestają być dla nas idealni. Być może dlatego, że dorastamy, albo dlatego, że Bóg chce byśmy je zobaczyli… Uf. To taki proces dorastania. Kiedyś już odkryliśmy, że nasi rodzice nie są tacy idealni; może nie dotrzymują słowa, nie mówią wszystkiego, być może oszukują. Mimo wszystko ciągle pozostają rodzicami. Wciąż nas kształtują. A tu znowu ta sama lekcja po narodzeniu na nowo. Ciekawe dlaczego?

Sama byłam, jestem i pewnie będę na drodze poszukiwań Bożych generałów: bez zmazy, skazy, chodzących w mocy. I wygląda na to, że tak bardzo pragnę doskonałości, że trudno mi będzie z tego poszukiwania zrezygnować.

Poprzyglądałam się ostatnio ludziom, którzy przez 20 lat mieli wpływ na moje życie i do których trafiłam na drodze takich poszukiwań. Tak naprawdę zrobiłam to, by zobaczyć skąd się wzięły moje wady, co można przypisać i które wynikają z ich wpływu.

Przy tych rozważaniach Bóg pokazał mi coś nowego. W każdym z tych ludzi On umieścił cząstkę siebie, żebyśmy mogli patrząc na nich, zapragnąć tego z ich życia. W każdym z nich jednak zostało trochę słabości albo grzechu - jak kto woli - byśmy wiedzieli, że nadal są ludźmi, którzy potrzebują Boga tak jak my.

Czym dalej zaszli, czym większe brzemię niosą, tym bardziej potrzebują bliskości Boga. Po to, żebyśmy oddali Bogu to, co Boskie, czyli chwałę, a nauczycielowi to, co ludzkie, czyli zwykłe poszanowanie, dobroć i miłość? Broń Boże nie, odwrotnie.

Co jednak z wadami? Mamy nad nimi przechodzić do porządku dziennego i modlić się z drżeniem, by nie miały na nas wpływu? Otóż kochane dziewczyny, widząc wady innych dokonujemy wyboru, przebaczamy i oglądamy jak wielką łaskę Bóg im okazuje, więc jakże wielką może okazać nam. Albo też gorszymy się i mówimy: ja nigdy tak nie będę robił, nigdy taki nie będę. A wtedy nasza sprawiedliwość i czyste motywacje przechodzą w religijny zakon potępienia i osądu, w którym bronimy Boga i jego królestwa. Pewnie przyznacie, że samo stwierdzenie w obronie Boga brzmi troszeczkę dziwnie. Czy nie kojarzy się po prostu z krucjatami krzyżowców? A gdzie jest napisane: obroń mnie - mówi Pan? Lub walcz z krwią i ciałem o swoje wartości?

Walczymy więc lub postanawiamy przebaczyć. Wybór przebaczenia okazuje się jednak bardzo trudny. Łatwo przebaczyć, jeśli czyjeś zachowanie tudzież wady nie dotykają i nie ranią nas. Ale jakże prawdziwe jest właśnie wtedy, gdy to my doświadczamy cierpienia.

Mój przyjaciel - skądinąd zakonnik i jeden z pierwszych liderów - pomagając mi zebrać się z dużego rozsypania, powiedział: „Widzisz, znacznie łatwiej nam przebaczać, jeśli coś głęboko nie dotyka naszego serca. Ale czy wtedy ta zdolność przebaczenia sięga do dna serca czy tylko bardzo płytko? A to zranienie, którego doświadczyłaś pokazuje te rejony zła w tobie, w których twoje serce nie jest oddane Bogu, w których nie potrafisz przebaczyć”. To znaczy, że Bóg przez takie sytuacje (sytuacje zranień), odsłania nam wszystkie rzeczy niezmienione w nas, byśmy mogli zrozumieć więcej i zbliżyć się do niego bardziej. Aby to nas zmieniło.

W końcu te rozważania o niedoskonałości, poprowadziły mnie do biblijnych poszukiwań nauczycieli.
Samuel wychowywał się w domu Heliego, który stracił już wtedy Bożą przychylność. Jednak to Heli uczył go jak rozpoznawać Boży głos, a także tego, że ma mówić całą prawdę, którą od Boga słyszy i nie bać się. Ponadto uczył go wyboru zbliżania się do Boga, wtedy, kiedy dotyka go ludzka niesprawiedliwość lub walczy w ciele. Dawid wzrastał w domu Saula, w momencie, kiedy Saul był już dość daleko od Bożego wzorca. Żaden z nich nie powielał wad i grzechów swoich nauczycieli. I nie stał się jak oni. A jednak do końca swojego życia cieszyli się przychylnością Boga. Być może Bóg uczył ich czegoś więcej, np. właściwych motywacji serca kształtowanych przez wybór przebaczenia.

Znajdujemy również przykład innego człowieka: Absaloma, uczącego się u człowieka, który był prawie doskonały - był według serca Bożego. Od kogoś, kto jest pozytywnym biblijnym przykładem. Nawet Jezus jest nazwany synem Dawidowym. Czy Dawid był doskonały? Na pewno nie. Był grzesznikiem; ukradł, zamordował, niejednokrotnie był niesprawiedliwy w swych wyrokach, zawsze jednak całym sercem kochał Boga i powracał do niego.

Absalom jednak skupił się nie na tym, co pokazywało Boga w Dawidzie, a na jego wadach i grzechach. Jako doskonalszy wziął sprawy w swoje ręce (zaczął bronić Bożych zasad). Przez to najpierw stracił właściwe motywacje, a potem stwierdził, ze już czas przejąć królestwo, gdyż z pewnością jest to Bożym planem.

Królestwo Boże ma jednak swoje prawa i zasady, i może nie trzeba go bronić.
Bo może w tym wszystkim nie chodzi o to, by nazbierać sobie doskonałych nauczycieli, ale stać się uczniem i to nie doskonałym a uczącym się, np. przebaczenia czy też łaski. Uczniem, który wie, że sam nie musi się bronić, że musi oddać prawo do obrony (tak jak zrobił Dawid, kiedy uciekał do Machanaim). Uczniem, który zna prawo pokuty i miłości, czy też uczniem, który nie widzi potrzeby pokonywać tych, których Bóg gdzieś postawił.

Zawsze się zastanawiałam, dlaczego Dawid nie zabił Saula, przecież dostał nawet takie proroctwo: “Pan dał go w twoje ręce” A może nie chodzi o wychodzenie przeciw namaszczonemu, które stałosię sloganem używanym do straszenia albo do znudzenia, ale o zrozumienie prawa przebaczenia i łaski, które nie tylko mówi, że to Bóg zaczął w życiu Dawida i to on może zadecydować, że już czas na koniec i tego nie rozpoznał Absalom. Bóg także zaczął w życiu Absaloma i pomimo jego niezbyt dobrych wyborów i rozgoryczenia w jakie popadł tylko Bóg miał prawo to życie zakończyć. I wtedy właśnie łaska miałaby szansę triumfować. A może inaczej potoczyłoby się życie Absaloma, gdyby nie gniewna ręka, która je zakończyła? Od zrozumienia tego zależy doświadczenie przebaczenia i łaski w naszym własnym życiu.

Być może też, to właśnie okazanie łaski i jej doświadczenie, są jedyną drogą do znalezienia siebie. Jednak zrozumienie tego, daje tyle wolności do życia, zrzuca wysoką poprzeczkę; mogę być przez Boga powołana, mogę być wciąż niedoskonała, popełniać błędy, a On nie zrezygnuje ze mnie. Nawet jak moje kroki w smutku prowadzą mnie na krańce ziemi i tak On tam będzie. Czy tak nie jest lepiej? Tak wiem, tak jest też trudniej, ale może warto…

iza

Comments: (0)

niewypowiedziane

stycznia
05

Znamy się tylko z widzenia,
Poruszamy się jak we mgle, nie zauważając swej obecności.
Dziwnym trafem nigdy się nie potrącamy.
To cud? Czy też efekt szybkich spojrzeń, delikatnych by nie urazić zbyt dużą śmiałością?
Tylko zbyt szybkie bicie serce mogłoby zdradzić głębokie pragnienie.
Potrzebę ulgi po dławiącym bólu, powrotu do miłości, za którą w milczeniu jestem gotów oddać życie.
Wołanie o łaskę…………………….niewypowiedziane
Moralizka 05.01.2008

Comments: (0)

odpłyńcie niezrozumiane

stycznia
05

Myśli pędzące na wietrze, zwinięte w trąbę powietrzną,

 

Nie ubierajcie się w słowa, po prostu płyńcie dalej.

 

I tak niesiecie zniszczenie, po co was jeszcze kotwiczyć.

 

Zostawić w duszy balast, zamącić czystą wodę.

 

Myśli bez zobowiązań,

 

Kiedy się w końcu przetoczą,

 

Zaczynam się zastanawiać

 

Czy mam jeszcze w środku serce………………?

 

Moralizka 14.o2.2006

Comments: (0)

Wyglądasz radości w Nowym Roku 2008?

stycznia
01

Psalm 126 opowiada o radości Izraela, jakiej doświadczyli w swoim życiu, jako naród. Tak, tęsknimy czasami za pełnią życia, jaką Bóg ma dla nas. Za radością w sercu, która wynika z zadowolenia i wdzięczności, za oddechem pełną piersią ze świadomością, iż Bóg jest dobry dla mnie i na prawdę tego doświadczam, a nie tylko słyszę o tym od innych. Psalm mówi o radości, jaką Izrael doświadczył, autor wyraża ją pełen wdzięczności za to, co się stało.
Po pierwsze radość ta jest wynikiem potężnej interwencji Bożej, wracają oni z niewoli w Babilonie do swej ziemi do Judy. Powrót jest możliwy tylko, dlatego iż Bóg wkłada w serce potężnego, pogańskiego władcy Cyrusa pragnienie wypuszczenia Żydów z niewoli. Autor psalmu mówi, gdy się to stało byliśmy jak we śnie! Nie wydawało sie to w ogóle możliwe, Bóg uczynił dla nas cos cudownego, sen, marzenie stało sie rzeczywistością, Gdy tego doświadczyli Słowo mówi dalej, ich usta były pełne radości! Narody poświadczały- Bóg dokonał dla nich wielkich rzeczy. Są to te cudowne momenty w życiu, gdy Bóg czyni dla nas rzeczy niezwykłe, zaskakuje nas, obietnice sie wypełniają, a serce jest pełne radości! Nie dowierzamy wręcz temu, co sie dzieje, jak dobry jest Bóg dla nas. Życzę Ci takich momentów i przełomów z Twoim Bogiem w tym roku.
Psalm ten opowiada dalej o innym rodzaju radości, jaki pojawia sie w naszym życiu, a nie jest wynikiem spektakularnego działania Boga na naszą rzecz.. Werset mówi: Ci, którzy siali ze łzami, niech zbierają z radością. Co autor ma na myśli? Opowiada o procesie, jaki ma miejsce całe nasze życie, w sezonach życia, gdzie nieraz długo siejemy i to w trudzie, z płaczem, wychowujemy nasze dzieci, kochamy ludzi wokoło nas, służymy darem, jaki mamy, okazujemy sie wierni w różnych sytuacjach, siejemy, siejemy, siejemy, ponieważ kochamy Boga i bliźniego. Czasami zastanawiamy sie, kiedy będzie zbiór- mój zbiór. Ten psalm opowiada o drogach bożych w naszym życiu, o tym że przyjdzie czas zbierania tego, co siejesz wiernie w Bogu i to zbierania w radości! To inny rodzaj radości, który wynika z wiary w Boga i chodzenia jego drogami we wszelkich okolicznościach życia, w przekonaniu, iż kiedy siejesz we łzach przyjdzie czas zbiorów w radości. Doświadczenia tej radości ze zbiorów życzę Ci w tym roku! Oba rodzaje radości są nam przeznaczone! Radość z Bożych przełomów, interwencji i radość zbierania plonów po tym jak wiernie siałaś to, co dobre.
Magda

Comments: (0)
|