Czy warto ?

lutego
20


Czy warto zrezygnować z tego, co Bóg nam przeznaczył z powodu burzy, która właśnie trwa a może warto z powodu bólu?
W ostatnim czasie dosyć często rozważałam ten temat. Szukając Bożych odpowiedzi apropo mojego życia. Próbując jeszcze raz poukładać sobie to, co latami było złożone w moim sercu.
Tak myślę, że gdybyśmy wiedzieli, przez co będziemy musieli przejść chcąc podążać za Jego wizją i kroczyć jego drogami być może w młodości nie krzyczelibyśmy tak głośno, Panie pójdę gdzie mnie poprowadzisz.
A gdybyśmy przy tym jeszcze wiedzieli jak wiele razy zderzymy się albo wręcz rozbijemy się o naszą małość i grzech lub o małość innych być może już na początku byśmy zrezygnowali.
Na tym jednak polega rozwój, że zderzamy się z rożnymi sytuacjami, jesteśmy oceniani, podsumowywani i podejmujemy trudne decyzje, ucząc się wybierać to, co jest najlepsze dla Niego a nie to, co daje komfort naszej duszy i ciału.
Błędem było by jednak sądzić, że w tej podroży nasza niedoskonałość całkowicie się zetrze, ale o tym już pisałam wspomnę, więc tylko, że marzymy o tym by być doskonałymi i wymagamy doskonałości od innych. W wielu wypadkach niedoskonałość pozostaje i to bardzo widoczna, byśmy naprawdę rozumieli, że nie naszą mocą, przez naszą doskonałość elokwencję i miłość budowane jest królestwo a przez naszą niemoc, w której się Jego moc ujawnia.
Wybrał to, co słabe, to, co głupie wobec świata, by zawstydzić to, co mocne (1Kor. 1,27).
Jakoś tak już jest, że ludzie długo pamiętają jak na własnej skórze tej naszej niedoskonałości doświadczyli, pamiętają złe rzeczy, latami noszą swój ból a nie pamiętają ile dobrego doświadczyli w życiu, zawsze myślałam, że to normalne, bo jeśli ludzie doświadczają dobrego to robi to Bóg używając ludzi.
Zagubiłam jednak gdzieś w tej „normalności” to, że każdy z nas powinien być wdzięczny, za dobre rzeczy, w których jest używany nie mówiąc już o wdzięczności za dobro, którego doświadcza. W innym wypadku będzie wymagał doskonałości od siebie i innych. Skupi się na pokonywaniu wyzwań ocenianiu i nie zrozumie prawa łaski.
Pamiętam tyle dobra, którego doświadczyłam od Boga tyle dobra, którego doświadczyłam i doświadczam od ludzi i to bardzo pomaga w życiu, moja dusza jednak, pewnie jak i twoja, pamięta również tyle bólu. Przez niego między innymi powracają te pytania czy warto zapłacić cenę doświadczenia swego grzechu, samotności, oskarżeń, odrzucenia, tego wszystkiego by pozostać w woli Bożej?
Biblia mówi nam, że zanim przystąpimy do budowy domu czy do wojny, powinniśmy przeliczyć koszty.
Jaką cenę, jaki koszt gotowi jesteśmy ponieść, by budować jego dom? Czy przeliczając koszty wzięliśmy pod uwagę również cenę rezygnacji z siebie, ze swoich pragnień ze swoich praw, cenę zranienia? Cenę polegania na Nim i nie brania spraw w swoje ręce?
Pewien pisarz napisał, że koszt bycia poza wolą Bożą jest o wiele większy niż ten, który płacimy będąc w niej.
To prawda szczególnie, że ta pierwsza cena prowadzi do dzieła doskonałego. Druga natomiast hm…
Do jakiego dzieła? Kto jest wywyższony naszymi decyzjami? Kto zwycięży tak naprawdę?
Jak to powiedział mój przyjaciel, są 2 burze przetaczające się nad naszym życiem, jedna ma nas wyrzucić z woli Bożej i diabeł jest jej sprawcą, nawet jak używa do tego ludzi(to ta biblijna, która rozpętała się, kiedy Jezus spał w łodzi), druga to burza z historii Jonasza, która miała go zawrócić do pełnienia woli Bożej.
Moja droga, która burza przetacza się nad twoja Głową? Czy dobrze rozpoznałaś? Czy jesteś pewna, że to Bóg pcha cię do takich działań i takiego postępowania, do takich wyroków i decyzji? Czy ukrycie się za swoimi czystymi motywacjami nie będzie jak schowanie się pod drzewem w czasie burzy?
Pozostawiam te pytania otwartymi również dla ciebie. Ja, która nie jestem tak doskonała jak Jezus, nawet tak jak Benedykt, nie jestem tak doskonała jak mój kochany mąż, tak doskonała jak ty, która to czytasz. A jednak Jezus zapłacił cenę będąc do końca w woli Ojca nie po to bym ciągle wyrzucała sobie, że nie jestem tak doskonała jak On by w tej woli wytrwać. Nie jestem wystarczająco doskonała by być liderem. A po to bym pamiętała, że on niemoce moje wziął na siebie. Bym dla sprawiedliwości żyła.
A co zrobisz ty, która mocujesz się z własną niedoskonałością i niemocą?
Iza

Comments: (0)

Jaka jest Twoja perspektywa?

lutego
12

Od niej zależy tak wiele. Ona określa nasze oczekiwania a potem również działania. Widzenie to skarb! Bóg jest wrogiem tzw. wizji tunelowej, czyli takiej w której jesteśmy świadomi ścian i ograniczeń w poruszaniu, gdzie na końcu tunelu jest jakieś światełko nadziei czy światła myśl, iż sprawy jakoś się ułożą, ale z każdej strony nie widzimy nic więcej niż otaczające nas mury niemożności. Tak nieraz biegnie nasze życie - z niknącą nadzieją na dobre zakończenie.

Bóg natomiast ma zupełnie inną perspektywę i pragnie nam jej udzielić. Gdy Abraham rozstawał się z Lotem i był trochę przerażony tym, co się z nim stanie - czy wystarczy mu ziemi na wypasanie swoich stad - Bóg przyszedł do niego w bardzo osobisty sposób i powiedział: Abramie podnieś swoje oczy i spójrz z miejsca, na którym jesteś: na północ, na południe, na wschód, na zachód - bo całą tę ziemię, którą widzisz dam tobie i potomstwu twemu na wieki (1 Mojż. 13,14-15). Bóg przyszedł do niego w dość krytycznym momencie życia i sprawił, iż Abram wyszedł ze swej wizji tunelowej do miejsca szerokiego patrzenia. Ciekawe, iż jest to widzenie dookoła 360 stopni. Nie widzimy w nim murów, zapór i tego, co może nie wyjść tudzież rzeczy niemożliwych do wykonania, lecz raczej szeroki zakres dookoła nas, niczym nie przyćmiony. Dzięki temu sposobowi widzenia masz poczucie, że żyjesz i głęboko oddychasz!
Z podobną perspektywą przychodzi Bóg do Jakuba, w momencie, gdy musi uciekać ze swego rodzinnego domu, po dwukrotnym oszustwie i zwodzeniu brata Ezawa. Sytuacja jest tak napięta, iż Jakub musi w pośpiechu uciekać, gdyż jego życie jest zagrożone! Może zginąć z ręki swojego brata. Podczas tej ucieczki - gdy wizja dla jego życia jest z pewnością bardzo tunelowa: sam nie wiem czy uda mu się ocalić życie - spotyka się po raz pierwszy osobiście z Bogiem, który zmienia tę perspektywę. Bóg przychodzi do Jakuba we śnie i przemawia do niego mówiąc to, co do Abrahama: Jakubie rozprzestrzenisz się na zachód i na wschód, i na północ, i na południe (I Mojż. 28,14). Jakie to musiało być dla Jakuba zaskakujące! On, który walczy o przetrwanie spotyka się z Bogiem, który mówi o jego wielkim wpływie i pomnożeniu. Czy to nie brzmi w tych okolicznościach jak żart? Jednak dla Boga nie był to żart, lecz konieczność zmiany perspektywy Jakuba. Jego widzenie musiało ulec zmianie i stało się tak na skutek Bożej interwencji.
Bóg był wierny dla tych obu ludzi i POMÓGŁ im zobaczyć inaczej! Moim pragnieniem jest mieć taką właśnie perspektywę 360 stopni dookoła, zamiast tej tunelowej, która niejednokrotnie mi towarzyszy. Polegam na Jego łasce i pomocy, i wierzę, że poszerzy twoje i moje widzenie.
Na końcu Mojżesz i jego widzenie… Tuż przed jego śmiercią, Bóg postawił go na szczycie góry Nebo, żeby spojrzał na ziemię obiecaną - w V Mojż. 34,1 mowa jest o tym, iż Pan pokazał mu całą ziemię. Tutaj również było to patrzenie ze szczytu w dół i dookoła bez granic i murów - tak jak z lotu ptaka. Jakie to musiało być niesamowite doświadczenie! Lecz na tym nie koniec. Mojżesz zobaczył tam plemiona izraelskie obozujące w ziemi obiecanej! Jak to możliwe? Przecież ich tam fizycznie nie było - jeszcze nie weszli, jeszcze tkwili na pustyni. Mojżesz widzi ich zadomowionych w ziemi obiecanej. Było to prawdziwe widzenie z BOŻEJ perspektywy, kiedy postrzega się świętą przyszłość tak, jakby istniała już dziś. Musiało to być dla niego zdumiewające doświadczenie, napełniające serce wiarą i pokojem. My również potrzebujemy takich widoków i perspektyw - widzenia nie tego, co dziś jest lub czego nie ma, ale dostrzegania w Bogu tego, co już istnieje, abyśmy miały odwagę i pasję, by po tę przyszłość sięgnąć. Modlę się byśmy wyszły z naszych tuneli ze światełkiem na końcu i zamieniły to na Boże widoki - 360 stopni dookoła!

Magda.

Comments: (0)

Bezpieczeństwo

lutego
06

W czasach, w których żyjemy więcej ludzi odczuwa brak poczucia bezpieczeństwa niż go posiada.
Bóg natomiast chce, żebyśmy czuli się pewnie i bezpiecznie w Nim. Jemu nie zależy na ciągłym wprowadzaniu nas w stan niepewności a propos naszego życia i naszej przyszłości.
W Ef. 3,17 -18 Czytamy: „Żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w waszych sercach, a wy wkorzenieni i ugruntowani w miłości zdołali pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość i wysokość i głębokość.”
On pragnie zakorzenić i ugruntować nas w swojej miłości, bo wtedy zdołamy poznać Jego przeznaczenie dla nas oraz wielki wymiar Jego miłości.
Od czego więc zależy nasze poczucie bezpieczeństwa?
Czy od zawartości naszego portfela, pracy, jaką wykonujemy, od naszego wyglądu, posiadanego samochodu, mieszkania, męża, dzieci? A może zależy od akceptacji innych ludzi, od tego jak nas traktują?
Jeśli faktycznie od którejś z tych rzeczy, to mamy już odpowiedź, dlaczego tak często odczuwamy brak bezpieczeństwa w naszym życiu. Potrzebujemy być wykorzenieni i wyrwani z rzeczy, które stanowią o naszym bezpieczeństwie a zakorzenieni w miłości Bożej, która jedynie stanowi o pełni bezpieczeństwa w naszym życiu. Potrzebujemy stanąć na skale na Jezusie, która jest dla nas jedyną „bezpieczną przystanią, „ bo tylko na niej możemy budować nasze życie.
W liście do Rzymian 8, 35-36 czytamy: „Któż nas odłączy od miłości Chrystusowej?
Czy utrapienie, czy ucisk, czy prześladowanie, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwo, czy miecz?
Jak napisano: Z powodu ciebie co dzień nas zabijają, uważają nas za owce ofiarne. Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował”.
Inne tłumaczenie mówi, że jesteśmy więcej niż zwycięzcami.

Być może nie masz pieniędzy może czujesz się samotna, odtrącona, czy też osądzana. Jednak te sytuacje nie zmieniają twojej wartości w oczach Boga, nie zmieni a jej również to, że nie dałaś rady, że popełniłaś kolejny błąd czy po prostu zgrzeszyłaś.

Możesz mieć problemy, ale - jak to ktoś powiedział - dopóki one nie mają ciebie, jesteś zwycięzcą.

Tak więc, możesz być zwycięzcą w problemach możesz być nim i w czasie stresu.

W Rzym. 8, 38-39 czytamy dalej, „że ani śmierć ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość ani przyszłość ani moce ani wysokość, ani głębokość ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

Nikt nie może, nie ma prawa ani mocy odłączyć nas od miłości Bożej. Dlatego cokolwiek, ktokolwiek przyjdzie przeciwko nam tylko my możemy się nie zgodzić by ta sytuacja te okoliczności odłączyły nas od Jego miłości.

Służysz Bogu? To dobrze, to wystarczające, szczególnie jeśli się zagubiłaś i zgodziłaś się na odłączenie od Jego miłości tracąc przez to poczucie bezpieczeństwa. Dobra nowina jest dalej aktualna dla ciebie, działa pomimo zagubienia, pomimo rezygnacji a mówi ona: „Żadna broń ukuta przeciwko tobie nic nie wskóra i każdemu językowi, który podniesie się przeciwko tobie, zadasz kłam. (Ten pokój, ta sprawiedliwość, bezpieczeństwo, triumf nad opozycją - jak mówi tłumaczenie Amplifaid.)To jest dziedzictwo Sługi Pana (Iz. 54,17).

I tak jak czytamy w ewangelii Jana 3.18: ten kto wierzy w Niego (kto mu ufa, kto polega na nim, kto jest zawieszony na nim), nie będzie osądzony (dla takiego człowieka nie ma odrzucenia ani potępienia).
Kto natomiast nie wierzy (nie polega na Nim nie ufa Mu, nie jest w nim bezpieczny), już jest osądzony.
Nie obawiaj się Bożego odrzucenia a tym bardziej osądu On wie więcej od każdego z nas, rozumie więcej, dlatego też możemy oczekiwać jego zrozumienia i znaleźć się bezpieczni z w nim.
W liście do Efezjan 1,4-5 czytamy, że Bóg wybrał nas i przeznaczył do synostwa. To było dawno przed naszym urodzeniem, już wtedy o tym postanowił. Być może diabeł próbował Mu powiedzieć: nie widzisz co ona zrobiła, ile w niej złości, zobacz jak często jest zniechęcona! Weź lepiej kogoś innego. Ale co odpowiada Bóg?? Ja wybrałem właśnie ją, Ja wybieram ponownie ją!
Zawsze, kiedy o tym myślałam zastanawiałam się dlaczego wybrał mnie, taką niedoskonałą.
Czasami to, że się nie nadaję widzę częściej niż cokolwiek innego a kiedy dopada mnie depresja lub łapie się na jakimś potknięciu rozważam je dniem i nocą, zamiast Słowa Bożego niestety. Staje mi jednak przed oczyma ten werset: Wybrał to, co słabe, to, co głupie wobec świata, by zawstydzić to, co mocne (1Kor. 1,27).

Być może też czujesz się głupia i słaba, ale być może to właśnie ty musisz przestać myśleć jak jesteś niedoskonała, jak wiele razy ranisz innych i jak bardzo nic ci nie wychodzi.

Być może to właśnie ty potrzebujesz poczuć się bezpiecznie w Nim. Wiedzieć, że cię nie porzuci, nie opuści. Wiedzieć, że cię nie odrzuci uważając cie za jedną wielką pomyłkę. Może to dziwnie tu zabrzmi, ale Bóg to Bóg i nie człowiek i nie rządzi się ludzkimi prawami. Może więc warto powrócić do największej w życiu miłości i poczuć się bezpiecznie w Nim. A potem powiedzieć pójdę dalej niż wszyscy dla Ciebie Panie. Z miłości do Ciebie

IZa. C

Comments: (1)
|