God future is Good future

czerwca
21

Boża przyszłość jest zawsze dobrą przyszłością. Ta, która Bożą nie jest, jedynie wygląda na dobrą. W ewangelii Jana (1:3-4) jest napisane, że: „wszystko co powstało, powstało przez słowo, a bez niego nic nie powstało /…/ w słowie Boga było życie”. Tak było i będzie. Bóg zaczyna swoją pracę w naszym życiu od pokazania albo objawienia nam przyszłości.
Bóg daje nam swoje słowa, by pokazać to, co nam przeznaczył
Czytałam ostatnio historię Abrama i Saraj (1Moj 17:5,15-16) i uzmysłowiłam sobie, jak trudne było dla nich to, że nie mieli potomka, które odziedziczyłoby to, co posiadali. Można ten stan porównać do braku perspektyw na przyszłość. To tak, jakby wszystko, co dostali od Boga miało być zmarnotrawione po ich śmierci z powodu braku dziedzica. Bóg wiedział, jak było to trudne. Dlatego zaczął od zmiany ich imion, nadając im w ten sposób właściwe przeznaczenie. Abraham i Sara. Gdy ktoś zwracał się do nich po imieniu, za każdym razem proroczo ogłaszał ich przyszłość, łamał strach, niepewność i przekleństwo (za jakie uważano bezpłodność) i zamieniał je w błogosławieństwo. Abraham miał być ojcem tysięcy pokoleń, bo takie znaczenie miało jego nowe imię, a imię Sara oznaczało „matka narodów i królów”.
Nowe imiona, nosiły w sobie prawdą o ich życiu i przyszłości. Bóg nie chciał by okoliczności, w których żyli, czyli niemożliwości, z którymi się zmagali, kształtowały ich przyszłość. Bóg wie, co nas boli, z czym się zmagamy i tu właśnie daje nam swoje słowa, zmieniając naszą przyszłość. Ciekawe jest to, co biblia mówi nam o owcach, które słuchają głosu pasterza i znają ten głos, a On woła je po imieniu (Jan 10:2). To niezwykłe, bo z tego fragmentu wynika, że Jezus woła nas po imieniu, które sam nam nadał.
Można powiedzieć, że woła nas według naszego przeznaczenia a nie według naszych upadków, pomyłek, potknięć.

Słowa są jak kontenery pełne ukrytej Bożej mocy lub jak kontenery pełne śmieci warto, więc uważać na to, co mówimy i czego słuchamy.
Z pewnością pilnowanie swojego języka polegające na wypowiadaniu słów, które nieraz totalnie przeczą otaczającej nas rzeczywistości tylko, dlatego, że są zgodne z bożą wolą to, co najmniej dziwaczny pomysł.
Biblia mówi nam jednak, że nie to, co wchodzi do człowieka to go kala a to, co z niego wychodzi. Czyli to, co mówimy może nadać lub zmieniać kierunek naszego życia. Wyzwalać błogosławieństwo i przekleństwo. Może więc warto mówić słowa dobre, jeśli mają wpływ na naszą przyszłość.
Słuchając słów pilnować swego serca i nie zgadzać się by pewne słowa działały nad naszym życiem szczególnie, jeśli czujemy, że ciągle powracająco nas wywołując przy tym zniechęcenie.
Nie chodzi tu jednak o pewne obaw wsłuchiwanie się w mówiącego.
A o powrót do charyzmatycznych zwyczajów, kiedy to większość z nas pytała się Pana, co on chce nam powiedzieć przez to spotkanie. Możemy też tu zastosować to, co biblia mówi o badaniu duchów i o tym, żeby nie każdemu duchowi( tu również ludzkiemu) wierzyć.
Władze poznawcze jak czytamy w biblii w skutek długiego używania są wyćwiczone, czym więcej korzystamy z nich tym łatwiej nam rozróżnić pomiędzy dobrem a złem, przesiać przez sito to, czego słuchamy i odnaleźć to, co Bóg faktycznie chce nam powiedzieć. Potrzebujemy ufać, że jesteśmy totalnie zanurzeni w Bożej obecności a Duch Święty wprowadza nas, (czyli objawia nam) wszelką prawdę, kiedy słuchamy.

Jeśli nie złapiemy luzu, będziemy spięci, podejrzliwi, nic nie weźmiemy z rozmowy, nie zmieni nas słuchane nauczanie, co więcej damy się okraść z tego, co może nas zmienić i to tylko z powodu naszych obaw. Co więcej możemy doświadczyć swoistego „cudu” słuchania i spotkanie potraktujemy, jako jedną wielką aluzję do części lub całości naszego życia.
Słuchajmy sercem, a wtedy słowa Ducha Świętego będą jak plaster miodu na każde zranienie i w końcu będziemy zdrowi.
Cóż bardziej proroczego odnośnie naszej przyszłości nam potrzeba?
W Izaj 43,1-4 czytamy: „Lecz teraz tak mówi Pan, który cię stworzył Jakubie i który cię ukształtował Izraelu. Nie bój się bom cię wykupił. Nazwałem cię twoim imieniem, moim jesteś”.
Bóg stworzył nas jak Jakuba i jak on jesteśmy: kochanymi kombinatorami, przestraszonymi kłamcami.
A teraz nas kształtuje tak jak kształtował Izraela, nadając nam imię według naszego przeznaczenia i kształtując nasz charakter.
I co więcej już za nas zapłacił wykupił nas od złej przyszłości. I do niego należymy.
Czy to nie jest dobra nowina?
Mam na Imię Izabela i to imię przysparzało mi zawsze trochę cierpienia i potępienia ze względu na bardzo negatywna postać biblijną, które je nosiła. Kiedyś pół żartem, pół serio opowiadałam o moich rozterkach pewnemu ewangeliście a wiecie, że oni mają dar do ogłaszania dobrej nowiny. Natychmiast mi przerwał i krzyknął: „to jeszcze nie wiesz, jakie znaczenie ma twoje imię. to Jezus Bell- Dzwon Jezusa.
Musi mieć czyste serce wysoko wisieć i wydawać mocny dźwięk nad całym miastem”.
Wszystko, co myślałam do tego momentu o proroczym znaczeniu mojego imienia legło w gruzach. Bo zrozumiałam to, co Bóg mi w jego słowach objawił.
Może i ty potrzebujesz zmienić swoje imię lub nadać mu nowe, prawdziwe znaczenie, bo stare znaczenie „Jakub” ci nie pasuje do twej przyszłości.
To nic, że ludzie mogą cię uznać za stetryczałego starca, albo zdziwaczałego młokosa, kiedy to zrobisz.
Lepiej utożsamić się z przyszłością. Niż ciągle tkwić w przeszłych porażkach i pomyłkach.
Potrzebujemy być ludźmi przełomów, odbudowującymi prastare mury tymi, którzy zwyciężają. Bo Bóg jest właśnie taki, bo ona właśnie tak nas nazwał. Potrzebujemy w proroczy sposób zobaczyć i uwierzyć w Boże przeznaczenie. A potem go ogłosić i przyjąć.

Iza. C (06.2008 Wiatrołap)

Comments: (1)

BOŻA CZUŁOŚĆ

czerwca
20

Stwarzając niebo i ziemię, Bóg wykazał się niezwykłą pomysłowością. W ten sposób wyraził swoją czułość. W 1 Moj. 1:20 czytamy, że „stworzył Bóg wielkie potwory i wszelkie żywe, ruchliwe istoty, którymi zaroiły się wody, według ich rodzajów, nadto wszelkie ptactwo skrzydlate według rodzajów jego”, natomiast w Rzym. 1:20 czytamy, że „niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem”.
Zatem aby było śmieszniej, Bóg stworzył „wielkie potwory” i „wszelkie ruchliwe istoty” – pływające, pełzające, skaczące, frunące, biegnące prosto lub zygzaczkiem. I to było dobre. Bo Boża czułość wyraża się właśnie w tym, że jeden na szczudłach, a drugi na króciutkich nóżkach lata. Jeden ptaszek podrygując ogonkiem, chyżo sobie skacze, a inny niczym marabut na jednej nodze stoi. Bogu podoba się świński ryjek. I cokolwiek o tym myślisz, On zachwycony jest profilem mrówkojada.
Patrząc na cudowną harmonię wśród różnorodności stworzenia widzimy, że mamy do czynienia z wielkim artystą. Oglądając cuda natury, możemy poznawać Jego charakter, a szczególnie - czułość. Widzimy też chwałę Bożą. Wyraża ją jedność w różnorodności.
Jako Boże dzieci pragniemy Bożej chwały. Wiemy, że Bóg przebywa w chwałach swojego ludu, toteż na naszych spotkaniach gramy, śpiewamy, uwielbiamy. Niestety, często zapominamy przy tym, że Boża chwała przejawia się w różnorodności stworzenia, czyli też w naszej różnorodności. Słowo Boże mówi, że różnorodność jest dobra. Dzięki Duchowi Świętemu możemy mieć jedność w różnorodności (1 Kor. 12:4-6).
Pomyśl, na czym polega cała frajda, kiedy zwiedzasz ZOO? Wyobraź sobie, że idziesz do ogrodu zoologicznego, patrzysz, a tam same borsuki. Nuda. Jednego borsuka zobaczysz i masz dość, bo to tak jakbyś wszystkie borsuki już widział.
Podobnie jest z Kościołem. Słowo mówi, że różne są służby i różne dary łaski. Różnimy się też między sobą – co innego nas porusza, inaczej się ubieramy, inaczej czeszemy, preferujemy inne style muzyczne. I to jest normalne.

Czułość w różnorodności

Bóg się cieszy, kiedy patrzy z góry i widzi, jak jeden fika koziołki, drugi główką kręci tak, że ta omal mu nie odpadnie, a trzeci tylko dostojnie się kiwa. Jest dobrze, jestem zadowolony – myśli Bóg. Bo gdzie Duch Pański, tam wolność.
A tu wchodzisz – pastor borsuczek, uwielbienie – borsuczki, w ławkach siedzą grzecznie borsuczki. Kolektę – a jakże – zbiera tłuściutki borsuczek! Rozglądasz się, szukając bratniej duszy, a tu żadnego ptaszka… O, dzięki Bogu, jakiś stary bocian pod ścianą stoi. Mrugasz więc do niego porozumiewawczo jednym okiem, ale on, nastroszony, bezradnie tylko zwiesza głowę. Oj, coś marnie on wygląda…
Innym razem wchodzisz do Kościoła, patrzysz po nogach, a tu same kopytka. Stukotu co niemiara. Wszyscy podskakują, galopują tam i z powrotem z wielką uciechą. Próbujesz robić podobnie, ale wychodzi to marnie, bo stopy masz lekkie, czteropalczaste. Onieśmielony rozglądasz się szukając podobnych łapek, a tu nic. Tylko jedne, gdzieś z tyłu, raciczki! Mina ci zrzedła, a oni cię pocieszają: „Nie przejmuj się! Zrobimy ci superchodaczki”!
Pamiętam świadectwo mężczyzny, który mówił, że pozostał w Kościele, bo w zespole uwielbiającym gitarzysta miał taką minę, jakby się śmiał z jakiegoś kawału. „Chciałbym usłyszeć ten kawał” – pomyślał mężczyzna i odtąd zaczął przychodzić na nabożeństwa systematycznie, bo w tym drugim człowieku zobaczył siebie.
Niestety czasami wydaje mi się, że w kościołach widzę wielką maszynkę do mielenia mięsa. Jedną stroną wciągani są do niej świeżo nawróceni, a drugą wypadają kotlety. Przypomina to teledysk grupy Pink Floyd o szkole produkującej taśmowo manekiny. Aż chciałoby się krzyknąć: „Pastorzy, zostawcie Boże dzieci w spokoju!”.

Chwała w różnorodności

Ktoś kiedyś zwrócił się do mojej przyjaciółki: „Ty nie jesteś z naszego Kościoła. U nas nie chodzą w spódnicach z falbanami”. Zwracamy uwagę na ubiór bardziej niż zdajemy sobie z tego sprawę. Ktoś może wydawać się dziwny, inny natomiast – całkiem do rzeczy. Od razu widzisz w nim dobry materiał na przyszłego lidera i snujesz plany. Po bliższym przyjrzeniu się tej ,,konkretnej” osobie, okazuje się jednak, że dobre wrażenie robią markowe ciuchy i gadżety, a poza nimi pustką zionie. A tymczasem Jezus mówi: ,,Nie sądźcie według widzenia swoich oczu. Nie czyńcie względu na osobę, Ja jestem Pan”.
Ale nie tylko ubiór robi na nas wrażenie. Jesteśmy też skłonni docenić tych, którzy przypominają nam nas samych. Widziałam flegmatyków, którzy pracowali usilnie nad cholerykami, by zmienić ich temperament. Widziałam też sangwiników odsuwających melancholików od służby. Słyszałam: „On nigdy nie skacze podczas uwielbienia”, albo „Widzieliście, jak on skacze? Jest jakiś nerwowy”. A Bóg mówi: pozwól ludziom uwielbiać według ich rodzajów i nie zapomnij nigdy obrazu z 1 Moj. 1:20, bo moja chwała przejawia się w różnorodności. Jeśli chcemy, aby ludzie zobaczyli chwałę Bożą w naszych kościołach, musimy pozwolić na różnorodność. Potrzebujemy zachować wrażliwość w podejściu do innych ludzi, wspierać ich odmienność i cieszyć się ich oryginalnością.

Wolność w różnorodności

Dotyczy to również darów służb. Ostatnio słyszy się częściej aniżeli przedtem o odnowieniu pięciu darów służb w Kościele i prawie wszyscy przyznają zgodnie, że tego potrzebujemy. A ja zadam pytanie: w jaki sposób Bóg daje te pięć darów służb? Ano, przychodzi taki materiał na proroka ze swoim pierwszym objawieniem, a ty co robisz? Ostrzegasz innych, że objawienia ma chore, jest „nadduchowy”, a z takimi najgorzej, w dodatku apodyktyczny – wystarczy spojrzeć jak palec wskazujący wyciąga przy lada rozmowie. I już myślisz, jakby mu ten palec ukrócić.
Kiedyś siedzieliśmy przy kawie, słuchając prześmiesznych opowieści pewnego pastora o najdziwaczniejszych proroctwach, jakie usłyszał od ludzi w swoim kościele. Aż trudno było uwierzyć, że to prawda. Kiedy naśmieliśmy się tak, że aż rozbolały nas brzuchy, zapytałam się owego pastora, czy naucza ludzi na temat właściwego używania proroctwa. Odpowiedź ze zrozumiałych przyczyn była niewyraźna.
Jeśli chcesz mieć w Kościele proroków, nauczaj na temat właściwego używania proroctwa. Wyposaż osobę o namaszczeniu proroczym w fundament Bożego Słowa, a nie będzie mieć „chorych” objawień. Bo inaczej pewnego dnia Jezus powie: „Posyłałem do was proroków, a wy ich odsuwaliście”. To nie jest tak, że Bóg pośle ci od razu dojrzałego proroka. Zgodnie z Bożym planem to ty miałeś go ukształtować. W twoim Kościele pojawią się Dary Służb odmienne od twoich własnych, gdy dasz ludziom dużo wolności, także tej do popełniania błędów. Potrzeba dużo czasu, cierpliwości i wyrozumiałości. Bo musi być dużo przestrzeni tam, gdzie zlatują się orły.

Jedność w różnorodności

Bóg przygarnia. Okazuje czułość ludziom i zwierzętom (Ps. 36:7). Słowo Boże mówi, że u Boga na ołtarzu „nawet wróbel znalazł domek, a jaskółka gniazdo dla siebie, gdzie składa pisklęta swoje” (Ps. 84:2-4). Jednym słowem, On pozwala ptakom mieszkać w Domu Bożym, pomimo że wiąże się z tym nieunikniona obecność ptasich odchodów!
Pozwól wszystkim przychodzić do Domu Bożego. Jeśli chcesz naśladować Boga, inwestuj w ludzi o darach odmiennych od twoich, nawet jeśli z początku miałoby to przysparzać więcej kłopotów aniżeli pożytku. Kierując się Duchem, przekroczysz granice swoich własnych opinii, uszanujesz upodobania innych. Będziesz szanować też tych, którzy dla innych są tylko śmieciem. W ten sposób stworzysz przestrzeń wolności, która „zaroi się” żywym, chwalącym Boga stworzeniem. A kiedy Jezus będzie prawdziwie przez was wywyższony, On pociągnie do siebie wszystkich. Bo chwała Boża przejawia się poprzez jedność w różnorodności. To oczywisty cud, który porusza każde serce.

Monika Świerczyńska (Wiatrołap 2008)

Comments: (2)

DZIESIĘCIORO PRZYKAZAŃ

czerwca
18

Powyższe wyrażenie - znane chyba wszystkim ludziom - z
reguły kojarzy się z legalistycznym podejściem do życia, ze zbiorem
reguł, z nakazami i zakazami, a więc z ograniczeniami i nudą. Warto
zadać sobie pytanie, czy intencją Boga było, żeby człowiek w taki
sposób je postrzegał. Aby na nie odpowiedzieć podejmijmy próbę wejrzenia w serce Boga i zgłębienia Jego myśli, w momencie, w którym przynosi Izraelowi swoje przykazania
- dar objawienia swoich dróg.
Na Górze Synaj Bóg zwraca się do Izraela z pytaniem, czy
chce być Jego szczególną własnością na ziemi, czy chce go
reprezentować pośród innych narodów i przez swój styl życia objawiać
Boży charakter (II Mojż. 20). Izraelici odpowiadają na to pytanie
twierdząco, gdyż znają Boga, który im tę propozycję składa. To Bóg
przecież swoją mocą wyprowadził ich z Egiptu i dał im wolność, zrobił
dla nich rzeczy, których sami nie byliby w stanie osiągnąć! Okazał im
łaskę. Dzięki Niemu są zbawieni - uratowani. Teraz ten sam dobry Bóg
zaprasza ich, by stali się Jego uczniami i pragnie być ich Nauczycielem,
nie wahają się powiedzieć Bogu TAK! Kto inny jest godny tego,
aby powierzyć mu życie? Kto, jak nie On, może je kształtować i mówić,
co jest dobre, a co złe. On, który dał to życie i wypuścił na wolność.
Gdy zatem mówią TAK, Bóg przekazuje Mojżeszowi dziesięć przykazań (z
hebrajskiego dosłownie: „dziesięć słów”), wypisanych Jego palcem na
kamiennych tablicach. Fakt, iż zostały wyryte w kamieniu oznacza, iż
nie podlegają w Bożych oczach dyskusji.

Zacznijmy od końca w podróży odkrywania miłości Boga do nas, ukrytej za jego przykazaniami.
Dziesiąte przykazanie brzmi: Nie pożądaj, nie pragnij domu swego
bliźniego, jego żony, ani żadnej rzeczy, która należy do niego.
Dom jest miejscem zamieszkania człowieka, jego warownią
i oazą. Tak jak dusza może przynależeć tylko do danego człowieka, tak
dom ma należeć tylko do niego. Nie wolno nam pożądać domu i życia
innych ludzi. Cóż niebezpiecznego i zwodniczego może się w tym kryć?
Kiedy pragniemy życia innego człowieka, nasz wzrok pada
głównie na niego. Nie skupiamy uwagi na odkrywaniu siebie, swojej
wartości w oczach Boga, swojego potencjału. Bożym marzeniem jest
przecież to, abyś zapragnął tego życia, które On dał wyłącznie Tobie.
Wtedy największą radością dla Niego będzie widzieć Ciebie
wyruszającego w poszukiwanie tego, kim jesteś w Nim. Podróż ta nie
powiedzie Ci się, jeśli skupisz swoje oczy na ludziach wokół Ciebie, zazdroszcząc im ich życia, żony, męża, dzieci, kariery, obdarowania czy też powołania. Spędzamy tak wiele czasu na rozmyślaniach o tym, jak wspaniale byłoby być kimś innym.

Marnujemy czas marząc, by okoliczności życia innych ludzi stały się naszym udziałem.

Jest to zajęcie nie tylko pochłaniające czas i energię. Ono demotywuje do
wzięcia odpowiedzialności za odkrywanie naszego życia. Bóg jest
cudowny i nie przeznaczył nas do życia małego i ograniczonego, ale do
życia pełnego potencjału w Nim. Ono nie ma być ciasnym mieszkaniem
M-1 czy M-2, lecz pałacem z ogromną ilością pomieszczeń i pokoi!
Niestety, wielu ludzi porusza się w obrębie malutkiego mieszkanka,
zupełnie nie mając świadomości, że Bóg przeznaczył ich do życia w
pałacu. W drodze przez życie tak słabo szukamy prawdy o nas samych.
Rzadko szukamy tego, co jest nam przeznaczone, albo ustajemy w
połowie drogi zakładając, że pewne rzeczy są po prostu dla nas
nieosiągalne. Mówimy: nigdy nie będę dobrze grać na gitarze, nigdy nie nauczę się języka angielskiego, nigdy nie uda mi się zostać misjonarzem… Wiele takich “nigdy” gości w
naszym języku. Zapominamy o czymś bardzo ważnym - że potrzeba czasu,
aby odkryć siebie samego, przezwyciężyć trudne doświadczenia czy
usunąć ograniczenia, ustanowione dla nas przez innych ludzi.
Pożądanie cudzego życia będzie tylko dodatkową przeszkodą. Pomyśl -
Twój Bóg wiedział o tym wszystkim tysiące lat temu i dlatego
powiedział do ukochanego Izraela (i mówi każdemu z nas) - nie pożądaj
życia kogoś innego!

Z wyżej omówionym przykazaniem wiąże się inne: Nie mów
fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Jeśli zazdrościmy
komuś życia, to na pewno nie będziemy umieli wydać o nim prawdziwego
świadectwa. Dodatkowo to przykazanie kojarzy nam się często z plotkowaniem natomiast mówi ono też o wydawaniu opinii o danej osobie przed nią samą. Przykładem
niech będzie rodzic, który mówi dziecku w chwili szczerości: gra na
gitarze jest poza twoim zasięgiem, musisz się z tym pogodzić, im
szybciej tym lepiej. W ten sposób rodzic uniemożliwia swojemu dziecku
osiągnięcie potencjału, jaki jest mu pisany. Wypowiadając fałszywe
sądy czy wyrażając niesłuszne opinie, uczestniczymy w budowie
kłamstwa o Bożym stworzeniu. A przecież słowa mają moc i wypowiadając
je przynosimy życie albo śmierć. Drugą stroną tego przykazania jest
pragnienie uchodzenia w cudzych oczach za tzw. miłą osobę, która prawdy nie powie.
To także można nazwać składaniem fałszywego
świadectwa wobec drugiego człowieka, gdyż pozbawiamy go okazji
usłyszenia prawdy w miłości, która motywuje do zmian.

Nie cudzołóż. Dwa krótkie słowa dotyczące kradzieży
czyjegoś życia. Bóg kocha małżeństwo i w Jego sercu jest pragnienie,
by je chronić i wspierać. Gdy dwoje ludzi decyduje się przed Bogiem
być razem, wówczas otwiera się przed nimi perspektywa zbudowania
wspólnej przyszłości. I jest ona w oczach Boga święta. Cudzołóstwo
jest skradzeniem czyjejś świętej przyszłości, odbieraniem czegoś, co
zarezerwowane jest dla małżonków. Boży napis nad małżeństwem to:
„Święte - nie ruszaj”.

Następna w kolejności Boża instrukcja jest szczególnie
pomocna w budowaniu zdrowych relacji rodzinnych. Czcij ojca swego i
matkę swą - przykazanie z obietnicą, którą Pan Bóg ci daje, aby długo
trwały twoje dni na ziemi. Te słowa można rozumieć jako wezwanie Boga
do szanowania rodziców, troski i opieki nad nimi, gdy będą
w podeszłych latach, do zabezpieczenia ich bytu. Ale oprócz tego
słowo „cześć” (z hebrajskiego) wiąże się z „miarą wagi” i jest
wezwaniem do położenia na wadze, „zważenia” matki i ojca (oczywiście
nie w sensie dosłownym). Jest to po prostu zachęta, by nie traktować
lekko opinii rodzica, lecz poświęcić jej głębszą uwagę – a zatem, aby
ją zważyć, aby jej nie lekceważyć.
W tym przykazaniu jest również mowa o wysiłku, jaki
należy włożyć w relacje z rodzicami, by zobaczyć ich samych w
prawdzie. A więc podjąć wysiłek zrozumienia, dlaczego są tacy, jacy
są! Wielokrotnie obarczamy ich winą za niedociągnięcia (czasami
zupełnie słusznie). W przebaczeniu im może nam pomóc sama decyzja i
pragnienie przebaczenia, ale również próba spojrzenia na ich życie
oczyma Boga, z Bożej perspektywy. To nam pozwoli wejrzeć w ich serca.
Wtedy przestaniemy oskarżać i osądzać ich za ich niedoskonałości w rodzicielstwie. Szacunek dla nich w sensie prawa do zważenia ich życia (nie osądu) da nam wolność do przyjęcia od nich tego
wszystkiego, co piękne i wartościowe, pozwoli na odrzucenie pewnych
tradycji rodzinnych, nawyków lub grzechów, które naszym zdaniem nie
niosą życia.

Na zakończenie pierwsze „Słowo” z dziesięciu: Jam jest
Pan Bóg twój… nie będziesz miał innych bogów obok mnie… Tłumacząc
powyższe słowa bezpośrednio z hebrajskiego widać, że Bóg wzywa Izrael
i nas, byśmy nie rysowali, nie malowali na Jego obliczu innego boga,
abyśmy nie mówili o nim nieprawdy, nie przypisywali mu cech
charakteru, których nie ma, nie wykrzywiali jego dróg pośród ludzi,
nie wypaczali jego miłości, itp.
Bóg wie, jak ważny jest sposób przedstawiania Go innym
ludziom. Pamiętam, jak na początku mnie samej trudno było przyjąć
Boże przebaczenie i otrząsnąć się z potępienia tylko dlatego, że Bóg
jawił mi się bardziej jako sędzia niż ten, który przychodzi z
miłością i łaską do mojego życia. Ktoś przez długie lata taki obraz
Boga wymalowywał przed moimi oczyma i wydawało to plon. Dzisiaj widzę
Boga inaczej.

Wszystkie te przykazania dane są Izraelitom, gdy razem
stoją przed Bogiem, jako ludzie przez Niego uratowani i pragnący Go
naśladować. Jednak każde z nich jest skierowane do pojedynczej osoby.
Sami, w pojedynkę musimy zdecydować, czy wybieramy Bożą drogę dla
swojego życia. Jednocześnie, gdy indywidualnie tę drogę wybierzemy i
jesteśmy częścią wspólnoty, daje to wówczas możliwość zbudowania
czegoś unikalnego - świętego społeczeństwa ludzi, którzy świadomie, z
miłości do Boga żyją według Jego zamiaru. Jest to niezwykle
ekscytujące. Izraelici obozujący wokół symbolizującej Bożą obecność
Arki Przymierza mieli twarze zwrócone ku środkowi – bo tam stała
Arka. Tym samym widzieli Boga, ale również siebie nawzajem - byli w
relacji z Nim i w relacji z innymi ludźmi. Boże przykazania są
zaproszeniem do życia w społeczności z Nim (Bóg w centrum), ale
jednocześnie z szeroko otwartymi oczyma na siebie nawzajem - na tych,
którzy razem z nami podążają za Jezusem!

Magda Broda (Artykuł Wiatrołap 2008)

Comments: (0)

czerwca
06

Zagubieni w czasie.
Zagubieni w swoich myślach.
Zabiegani by przetrwać, nie odczuwać bólu, zapomnieć.
W końcu złapani w zaciszu domu.
Zaskoczeni bólem zgromadzonym we wnętrzu.
Powracający, marnotrawni, oczekiwani, upragnieni.
Zrodzeni z miłości Boga do człowieka.
Wybawieni i usprawiedliwieni przez miłość.
Moralizka 5 czerwca 2008

Comments: (0)

Upragnione

czerwca
05

Poświęcenie, oddanie, służenie, wierność.
Słowa naiwne, wymarłe, nie istotne?
Najgłębsze, cenne, upragnione.
Trudne, bolesne, niezastąpione.
Moralizka 4czerwca 2008

Comments: (0)
|