
Czy zastanawiałaś się kiedyś czym jest Boże Królestwo, wiemy że jest tu, jest blisko nas. Pewnego dnia wierzący w Rzymie mieli spory dylemat co je reprezentuje i toczyli debatę na temat tego, co jeść, a czego nie jeść, utożsamiając z tymi czynnościami Boże Królestwo. Paweł obserwując to wszystko powiedziało do nich słuchajcie! Przecież Królestwo Niebios to nie pokarm ani napój, lecz sprawiedliwość i pokój i radość w Duchu Świętym , bo kto w tym służy Chrystusowi miły jest Bogu i przyjemny ludziom . (Rzymian 14,17-18). Bardzo konkretna odpowiedź , w czym leży sedno sprawy , Ci którzy są w Nim, w Jego Królestwie, mają radość, są prowadzeni pokojem w sercu, mają pewność usprawiedliwienia i czerpią z łaski, by żyć życiem prawym. Bogu to się bardzo podoba, a ludzie którzy są w kontakcie z takimi też z tego wielce korzystają.
Pomyślmy dziś więcej o RADOŚCI. Jeśli diabeł ją nam ukradnie to jest w stanie nas ograniczyć i zamknąć, nie pójdziemy do przodu , zabraknie nam tego czegoś z Ducha, co powoduje, że “napieramy” i okoliczności nie mogą nas ograniczyć. Dlatego Paweł powiedział do Filipian 3,1: Nadto bracia moi, radujcie się w Panu. Pisać do was jedno i to samo nie przykrzy mi się, dla was jest to ZABEZPIECZENIEM. Czyli posiadanie Bożej radości w sercu jest naszym zabezpieczeniem, środkiem niezawodnym, gwarancją uniknięcia niebezpieczeństwa. (Filp 3,1). Zabezpieczeniem przed czym? warto sobie zadać pytanie , odpowiada na to jasno Stary Testament mówiąc: Dlatego, że nie służyłeś Panu Bogu swemu w radości i w dobroci serca mając wszystkiego w bród, będziesz służył swoim nieprzyjaciołom, których Pan ześle na Ciebie w głodzie, w pragnieniu, w nagości i w niedostatku i włoży żelazne jarzmo na twój kark.( V Moj 28,47-48). Jest tu mowa o bardzo konkretnym wyborze, który leży przed każdym z nas. Albo pielęgnować będziemy wdzięczność i z tego płynącą radość z powodu bożej wielkiej dobroci, albo pójdziemy drogą odwrotną czego skutkiem będą opresje , depresje , beznadzieja, strachy leki i obawy. Diabeł dokładnie wie jak potężną bronią jest radość w twoim sercu i jeśli może ci ją wykraść i dać coś złego z zamian za nią to poniesie wszelki wysiłek, by to zrobić. SŁODYCZ NASZEGO ŻYCIA JEST Z RADOŚCI Z PANA.
JAK CHODZIĆ W RADOŚCI:
1/ radość jest nastawieniem, które wybierasz. Ty decydujesz o tym jak atmosfera jest wokoło twej osoby, nawet jeśli przechodzisz przez trudny czas. Zobaczmy, co mówi Jakub do nas : Poczytujcie to sobie za najwyższą radość, gdy rozmaite próby przechodzicie, (przychodzą na was różne doświadczenia) wiedząc, że doświadczenie wiary sprawia wytrwałość, a ona prowadzi do wszelkiego dzieła doskonałego… (Jakuba 1,2-4) Tak na prawdę, to każda z nas codziennie dokonuje wyboru jakie ma nastawienia w swoim sercu. Ja bardzo nie chcę żyć jak jo-jo, góra i dół, nie chce być w radości tylko wtedy, gdy ludzie wokoło mnie w niej chodzą lub gdy okoliczności są sprzyjające. Często gdy idę do restauracji szczególnie w obcym kraju i nie wiem za bardzo, co by zjeść, biorę menu w ręce, ale od razu pytam się osoby obok mnie: A ty co bierzesz? Po czym często decyduję tak jak ta osoba. Ktoś inny dokonuje wyboru mego posiłku na co pozwalam . Ale tak nie ma być, co do twego życia, nie pozwól innym, by wybrali za ciebie twe nastawienie. Paweł i Sylas w więzieniu wybrali radość (chwałę i uwielbienie dla Boga), nie obrazili się na Niego, ale się radowali i coś niezwykłego dalej się stało. To był ich osobisty wybór! Wskutek tego wyboru cała rodzina została zbawiona, popłynęło życie.
2/radość jest darem, jest częścią Królestwa
Często myślę o tym wersecie z Biblii -Jana 15,11- Jezus mówi, aby radość moja była w was i aby radość moja była zupełna. Wskazuje na to, że w radości możemy się rozwijać, że są większe poziomy w tym temacie. Ludzie generalnie wszędzie jej szukają. Mylą ją też ze szczęściem, które jest warunkowe np. dostałam samochód jestem szczęśliwa, zepsuł się jestem nieszczęśliwa. Radość jest niezależna od tego, co wokoło nas się dzieje. Jest darem od Boga, o który możesz PROSIĆ.
Psalm 4,8-9 Wlałeś w serce me większą radość, niż gdy się ma obfitość zboża i wina, spokojnie się ułożę i zasnę, bo Ty sam Panie sprawisz, że bezpiecznie mieszkam , czynisz większą radość w sercu moim… Mowa jest o darze , który Dawid otrzymał, przygląda się mu i nim rozkoszuje .
3/ radość jest lekarstwem
Zobaczmy na wersety poniżej z mądrej księgi:
Przyp 15,15 Człowiek wesołego usposobienia ma ustawiczną ucztę
Przyp 15,13 Radosne serce rozwesela oblicze
Przyp 17,22 Wesołe serce jest najlepszym lekarstwem, lecz przygnębiony duch wysusza ciało.
4/W radości Bożej jest uwalniana siła (moc Boża)
Czytamy w księdze Nehemiasza ( 8,10) gdy odbudowano mur i Ezdrasz czytał z księgi zakonu, ludzie słuchali i zaczęli płakać, na co liderzy Nehemiasz i Ezdrasz powiedzieli dzień ten jest dniem poświęconym Panu, nie smućcie się , ale radujcie, bo radość w Panu jest wasza OSTOJĄ (siłą, mocą). Dobre rzeczy się wydarzyły mieli to świętować, ponieważ uwalniała się siła Boża w ich życiu.
Jak bardzo potrzebujemy tej siły!
Cały Psalm 149 mówi o mocy radości i namaszczeniu do walki duchowej jakie ona uwalnia nad nami: Niech w ustach ich będzie uwielbienie Boga, a miecz obosieczny w ich ręku.
Król Jechoszafat ( z 2 Kron 20) miał nie lada wyzwanie militarne, od Boga odebrał zdumiewającą strategię bitwy, wyjście na przedzie przed własną armią z radością, z uwielbieniem na ustach. Tak stawili czoła wrogowi, inwazji , Bóg dał im zwycięstwo i wrócili do Jerozolimy z radością.
5/Negatywne myślenie i mówienie uwalnia śmierć w naszym życiu. Z czasem okrada nas z radości , nasza fontanna życia wewnątrz wymiera. To jest tylko kwestia czasu. Ale gdy myślisz po Bożemu, myślisz pozytywnie, płynie namaszczenie Ducha i radość bulgocze w Tobie ?
Boże Królestwo to radość w Nim, nie jest niczym magicznym , zagadkowym, lecz relacją z Jezusem, z której wypływa owoc tego, kim On jest i przelewa się na nas.
Nie pozwól sobie na to, by jej Nie posiadać!
Magda Broda

Sue Clark jest niezwykłą kobietą, ma niesamowity dar rozeznania, dar od Boga dzięki któremu wielu ludzi ma siłę by odbudować swoje życie i ruszyć z odwagą do przodu, wiedząc, że są wolni od nieraz traumatycznej przeszłości. Ja sama zawdzięczam jej wiele. Będzie Ona naszym mówcą na najbliższej konferencji, zapraszamy cię serdecznie.
Iza. C
Odbudowanie serca
Bóg pragnie widzieć Twoje serce podniesionym. Wszyscy wiemy, jaka była misja Jezusa - jest ona opisana w księdze Izajasza 61. Jezus chciał widzieć ludzi odbudowanymi i pragnie tego w dalszym ciągu. Wiemy, że Kościół nie może poprawnie funkcjonować ze zranionymi żołnierzami.
Psalm 147, 3 mówi: On uzdrawia tych, których serce jest złamane i zawiązuje ich rany. Diabeł również dobrze zna tę prawdę. Wie, że Kościół jest nie efektywny ze złamanymi sercami, dlatego chce trzymać nas w opresji.
Bóg pragnie, żebyśmy mieli czyste ręce i dłonie, ale też odbudowane serca. Inaczej nie możemy mu służyć poprawnie. Musimy być wolni od uczynków ciała i pozwolić, by uzdrowienie dotknęło naszych serc, tak abyśmy prawdziwie mogli pomagać innym.
Słowa z księgi Izajasza 61, obiecują wolność dla więźniów. Gdy nasze serca zostaną uzdrowione, wówczas będziemy mogli odkryć naszą prawdziwą tożsamość. Ale nie tą tożsamość, którą nałożył na nas świat, i nie tą, którą rodzice w nas ukształtowali. Nie taką również, o którą diabeł ciebie oskarża… Ale tożsamość, która została Ci przypisana przez Boga, jeszcze przed założeniem świata. On Ciebie znał w łonie twojej matki. Wtedy gdy przyjmujesz Jezusa, On daje ci nowe życie. Dostajesz Jego DNA. Ale wciąż to nie wszystko, gdyż nadal pozostaje do wykonania praca, ponieważ jest pewien śmietnik w tobie, który musi zostać wyrzucony. Będziesz mógł stawać się coraz bardziej podobny do Chrystusa, dzień po dniu, gdy Duch Boży będzie działał w tobie. Nie ma niczego bardziej uwalniającego, niż stanie się osobą taką, jaką stworzył cię Bóg.
Być wolnym od kłamstw, które zostały o tobie wypowiedziane, wolnym od zranień, których doświadczyłeś w przeszłości, wolnym od opinii ludzi, oczekiwań i uprzedzeń… To właśnie znaczy być osobą emocjonalnie zdrową, czyli osobą, która przyjęła uzdrowienie wewnętrzne.

Będąc już uzdrowionym, możesz być sobą, bez poczucia winy. Możesz wypełnić boży cel dla ciebie, twojej rodziny, w miejscu pracy i w kościele. Możesz nawet przynieść wolność innym!
Jak serce ulega złamaniu?
Świat podczas naszego życia, łamie nas na wiele różnych sposobów. Od wczesnego dzieciństwa wymagamy dyscypliny, ale jak często zdarza się nam, że doświadczamy jej w miłości i trosce?
Do naszych uszu wciąż docierało, że jesteśmy głupi, beznadziejni, niedobrzy, leniwi. Być może w tych oskarżeniach jest ziarenko prawdy, lecz mimo wszystko wciąż są to oskarżenia, które ranią i niszczą. Większość z nas pochodzi z dysfunkcjonalnych rodzin, ponieważ żyjemy w upadłym świecie. Jako dzieci nie mamy okazji ku uzdrowieniu wewnętrznemu. Dzieci nie wiedzą jak oddać swój ból Bogu, dlatego BUDUJĄ MECHANIZMY OBRONNE! Uzdrowienie samego siebie nie działa, bo tylko Jezus może nas uzdrowić.
Słowo TRAUMA jest często używane w służbie uzdrowienia wewnętrznego. W terminologii medycznej, trauma jest rezultatem fizycznej rany, szoku, wypadku. W tej służbie określa BOLESNE, EMOCJONALNE PRZEŻYCIE, czy też szok, który ma trwały skutek.
JAKIEGO RODZAJU TRAUMA MOŻE ZŁAMAĆ SERCE CZŁOWIEKOWI?
PRZYKŁADY:
1 aborcja
2 gwałt
3 śmierć bliskiej osoby - nawet zwierzęcia
4 wypadek
5 rozwód
6 celowa obraza
7 okrucieństwo, odrzucenie.

To sposoby, przez które nasze emocje są ranione, nasze poczucie honoru jest niszczone. Często traumie towarzyszy zaskoczenie - nie spodziewamy się tych przeżyć, dlatego powiększa to traumę. Doświadczając jej, reagujemy w sposób emocjonalny. EMOCJA jest tak silna, że nie wiemy jak sobie z nią poradzić. Nie wiemy, gdzie mamy przechować to wspomnienie. Emocje same w sobie, są bardzo niebezpieczne i przydają intensywnego bólu, więc część naszego serca oddziela się po to, by stać się kontenerem, przechowującym tę emocję, traumę.
Podsumowanie
Trauma często doświadcza ludzi.
Ma tę właściwość, że bardzo nas rani. Może złamać nam serce i sprawić, że oddzielimy się od tego bólu, strachu, czy złości. Nasze serce może zostać złamane przez słowa, działania, zdradę, czy wypadek. Jakkolwiek to się dzieje, ma to wpływ na nas i ZMIENIA SPOSÓB ODNOSZENIA SIĘ DO BOGA, LUDZI, ŚWIATA I REAGOWANIA NA LUDZI, I BOGA.
Jedynie Jezus może przynieść uzdrowienie wewnętrzne z traum, jakich doświadczyliśmy. Jest lekarzem serc, dlatego dopuszczenie Go do nas, jest najlepszą i bezpieczną rzeczą dla naszego serca.
Nauczanie: Sue Clark, opracowała Magda Broda

Odrzucenie to trudny temat, bardzo bliski mojemu życiu a szczególnie doświadczeniom młodości.
Przeczytałam dużo książek na ten temat, a jednak ciągle odkrywam, że gdy przychodzi trudny czas i dosięga mnie swoista słabość, czy też po prostu presja, wtedy to właśnie odrzucenie powraca ze zdwojoną siłą.
W liście do Rzym. 8. 31 czytamy:
„Jeśli Bóg jest z nami, któż może być przeciwko nam (kto może być naszym wrogiem), jeśli Bóg jest po naszej stronie”.
W tym miejscu możemy zadać sobie pytanie:
Jak często czujemy się tak, jakby świat „sprzysiągł się” przeciwko nam, jak często mamy wrażenie, jakby ludzie nas odrzucali? A do tego wszystkiego czasami wygląda to tak, jakby każda próba zmiany tego odczucia i tak nic nie zmieniała. Im bardziej z tym walczymy, tym bardziej nas to dopada. Dobrym wyjściem z tej sytuacji może być przyznanie się przed samym sobą, że odrzucenie jest moim problemem. Aczkolwiek myślę, że to nie wszystko. Potrzebujemy dać Bogu możliwość rozprawienia się z tym i to w czasie, który On sam nam wyznaczy. Biblia wyraźnie nam mówi, że powinniśmy zapomnieć o tym, co za nami. Do przeszłości warto więc wracać, wtedy gdy wyraźnie czujemy, że jest na to czas.
Eldredge w swojej książce „Pełnia Serca” pisze, że bardzo często w momencie bólu, który przeżywamy, dobrze jest pytać czy Duch Św., nie chce nas poprowadzić gdzieś dalej, do miejsc z przeszłości, które zamknęliśmy przed Bogiem dawno temu, o których zapomnieliśmy, a które czas już oczyścić, bo pozostawione w tym stanie, w przyszłości mogą nas kosztować o wiele więcej zranień a nawet doprowadzić do upadku.

Takich momentów działania odrzucenia które nadają się do oczyszczenia i uzdrowienia, jest wiele. Ja wymienię zaledwie kilka z nich.
Może robiłaś wszystko, żeby nie stracić kochanej osoby, lecz w końcu i tak przegrałaś… zostałaś porzucona, oszukana i wykorzystana. Czujesz gorycz i postanawiasz, że już nigdy NIKT cię tak nie skrzywdzi.
Może modliłaś się, składałaś obietnice, robiłaś wszystko, by bliska ci osoba nie umarła… ale mimo to, pewnego dnia po prostu ją straciłaś. Nie obce ci jest zatem uczucie samotności i opuszczenia przez kochaną osobę.
Może masz ukryty konflikt z kimś z rodziny, bo on jest zbyt szczery w wyrażaniu swoich poglądów, a ty nigdy nie śmiałaś mu się przeciwstawić.
A może twój szef zarzucił ci niedbalstwo w twojej pracy, a ty po prostu pewnych rzeczy nie przewidziałaś, choć oczywiście mogłaś.
Rzadko kto w takich sytuacjach, może nie odczuwać odrzucenia, szczególnie jeśli bardzo się starał i błędy które popełnił, niezrozumienie którego doświadczył, wynikały niemal wyłącznie ze złego rozpoznania sytuacji. A w dodatku nie dano mu możliwości wytłumaczenia się.
Tak więc, prędzej czy później, doświadczamy jakiejś formy odrzucenia. A potem szukamy sposobu, by ponownie nie zostać odrzuconym; próbujemy kontrolować sytuacje w okół nas, zjednywać sobie ludzi szczerością, by tylko nie zostać samym; nieustannie tłumaczymy się, kiedy coś zrobimy nie tak… i to nie dlatego, że nie widzimy swoich błędów i próbujemy zawalić winę na innych bo w rzeczywistości widzimy je większymi niż są robimy to wciąż z tego samego powodu, bardzo boimy się bólu odrzucenia.
Nie wiążemy się z nikim zbyt głęboko, no bo po co ponownie mamy czuć tą gorycz porzucenia.

Pamiętam, że w pewnych trudnych momentach mojego życia, nieustannie towarzyszył mi sen, w którym wychodzę za mąż za jakiegoś człowieka, obok stoi mój Marek… wiem, że go kocham, ale gdzieś w środku wolę wyjść za kogoś, kogo nie kocham, żeby gdy mnie kiedyś porzuci, nie bolało aż tak bardzo. Tak naprawdę ten sen ukazywał to, co chowała moja dusza - strach przed odrzuceniem.
Jakkolwiek, bez względu na to, jaki sposób radzenia sobie z odrzuceniem wybieramy, nie ma możliwości, żeby wszyscy nas lubili. Niektórzy mogą wręcz agresywnie nas nie cierpieć. Nie chodzi więc o rzeczy zewnętrzne takie jak: właściwe ułożenie relacji wokół nas, tak by się nie pomylić czy o właściwy dobór przyjaciół. Zawsze przecież może zdarzyć się, że nawet ktoś skrupulatnie wybrany odrzuci nas.
Nie ma też takiej osoby, która by lubiła być odrzucona, jednak możemy przejść przez odrzucenie i nie być zranionymi, szczególnie jeśli zrozumiemy, że Jezus również był odrzucony i potępiony. Pewnie sobie myślisz: owszem, tak, ale On był niewinny. Tak, to prawda, ale przecież stało się to po to, by winni (czyli my wszyscy) mogli wszelkie zranienia i ból, przynieść przed Jego tron.
Moja znajoma opowiadała mi pewną historię. Wszystko wydarzyło się w czasie, kiedy odeszła już od Boga. Pracowała wówczas w firmie, w której dopuściła się dwukrotnego przekrętu finansowego. Większość pracowników robiła to nagminnie, ją nakryto za drugim razem. Przyznała się, przeprosiła i straciła pracę. Mnie ta historia przeraziła, ona natomiast powiedziała: zrobiłam wszystko, by stanąć w prawdzie. Kiedy przyznałam się do winy poczułam, że choć jestem tak daleko od Jezusa, On wziął całe moje odrzucenie na siebie i resztę cierpienia było już cierpieniem niewinnego. A wtedy wszystko przestało się liczyć, chciałam być tylko blisko Niego.

Sytuacja, gdy doświadczamy złego, gdy doświadczamy odrzucenia, jest paralelna z jednym z epizodów we Władcy pierścieni: Frodo zraniony mieczem Mordoru, odczuwał ból - po pozornie zagojonej ranie – zawsze wtedy, gdy w pobliżu pojawiali się wysłannicy Mordoru, czyli wtedy, kiedy ponownie stykał się ze złem. Jedynym lekarstwem okazała się podróż do krainy Elfów. Podobnie my, którzy również odnieśliśmy rany w przeszłości, odzywające się, kiedy ponownie doświadczamy czegoś niedobrego. I czujemy się źle, bo ból, który przeżywamy teraz, jest niewspółmierny do sytuacji, której doświadczyliśmy. Przypomina nam to przeszłość, stare rany się otwierają.
Potrzebujemy lekarstwa jednak możemy je otrzymać dopiero udając się w podróż do królestwa Bożego. Zasadniczo nawet jeśli dostaniemy nasze uzdrowienie i lekarstwo, które nazywa się przebaczam i błogosławię, to i tak tylko zamieszkanie na zawsze pod osłoną Najwyższego, jest w stanie zniszczyć ból całkowicie.
Widzicie kochani, ostatnio byłam u lekarza i poprosiłam o środki przeciwzapalne na chorobę, na którą od lat tak samo mnie leczono. Jakie było moje zdziwienie, gdy powiedziano mi, że nie ma już potrzeby ich używania.
Najpierw leczymy 10 lat zaniedbań i szukamy tego, co bolało kiedyś i było prawdziwym powodem ciągłego rozstrajania się całego organizmu, aż ból który czujesz sam ustąpi. A teraz: kochana, jedz żelazo, bo masz anemię… i zrób wszystkie badania, we wnętrzu jest odpowiedź. Dobre - pomyślałam sobie - badania i żelazo na serce, układ oddechowy i inne. Jednak od razu dostałam objawienia. Jeśli odzywa się ból w naszej duszy, potrzebujemy udać się do tego, kto się na tym zna - do Jezusa. Duch Św. na pewno chętnie pokaże nam, czego nie załatwiliśmy w przeszłości i co teraz powoduje taki ból, i to niekoniecznie w miejscu, które wskazuje na przeżytą w przeszłości traumę.
Szczególnie my kobiety, powinnyśmy porzucić nasze domyślanie się: dlaczego tak boli, rozwarstwianie na drobne, łączenie faktów, które nigdy nie miały ze sobą nic wspólnego. Lepiej udać się do tego, kto zna prawdę, niż przejść przez 10 specjalistów i od każdego usłyszeć opinię, która na dodatek powiększy nasze wątpliwości i zamieszanie wokół całej sytuacji.
Ból zadany przez złego, szczególnie przy użyciu bliskich, jest strasznym doznaniem. Bez wątpliwości. Jest jednak taki werset, który mówi, że Bóg obraca wszystko ku dobremu. Potrzebujemy mu w tym zaufać, zwrócić się do niego, a nie żyć w obawie przed kolejnym bólem. Wiecie dobrze, że coś jest ujawniane, że ciemność jest ujawniana w naszym życiu, bo to jest to miejsce gdzie więzi nas diabeł. Nareszcie damy Bogu możliwość, by przyprowadził nas do miejsca, które ukrywaliśmy, przez które zrobił się cały ten rozgardiasz. I wtedy Pan po prostu powie: to mi oddaj, tego daj mi dotknąć, to potrzebujemy uzdrowić. Jeśli tego nie zrobimy teraz, to kiedyś może się to stać kamieniem zagłady w naszym życiu.
A ludzie? Chyba nigdy nie będziemy w stanie wszystkich uszczęśliwić powtórzę tu za moją przyjaciółką i należy z tego wyrosnąć.

Przypomina mi się historia prostytutki i sprawiedliwych ludzi żądających zgodnie z literą prawa ukamienowania jej, i odpowiedź Jezusa: kto z was jest bez winy, niechaj pierwszy rzuci kamieniem.
Przecież była winna, naprawdę, więc dlaczego Jezus tak postąpił?
Może Jezus nie chciał wcale podobać się wszystkim, a znał prawdę ukrytą na dnie duszy tej kobiety.
A może miłosierdzie jednak powinno królować nad sądem? A przebaczenie powinno niszczyć wszelkie odrzucenie.
Kończąc, wierzę, że Pan ma dla każdego z nas modlitwę „skończonego idealisty”, której uczę się nieustannie w moim życiu:
Panie, nie mogę podobać się wszystkim. Wierzę jednak, że uzdrowiłeś to miejsce, które spowodowało ów ból w przeszłości, choć ciągle przeżywam każde odrzucenie. Wierzę w Twoją moc działającą w mojej duszy. Pragnę podobać się tylko Tobie i w tym względzie dołożę wszelkich starań, nie chcę też dłużej zabiegać, by podobać się ludziom, po prostu będę się starała ich kochać. Resztę oddaję w Twoje ręce.
Proszę Cię, obdarz mnie Twoją przychylnością i przychylnością innych. I dalej zmieniaj mnie na Twój obraz.
Nie pozwól mi też mieć serca zatrutego odrzuceniem i osądem wobec tych, którzy odrzucają. Daj mi serce, które jest pełne łaski i miłości, znające przez to prawdę i chodzące drogą sprawiedliwości.
Dziękuje Ci, Panie.
Iza C.

Boża przyszłość jest zawsze dobrą przyszłością. Ta, która Bożą nie jest, jedynie wygląda na dobrą. W ewangelii Jana (1:3-4) jest napisane, że: „wszystko co powstało, powstało przez słowo, a bez niego nic nie powstało /…/ w słowie Boga było życie”. Tak było i będzie. Bóg zaczyna swoją pracę w naszym życiu od pokazania albo objawienia nam przyszłości.
Bóg daje nam swoje słowa, by pokazać to, co nam przeznaczył
Czytałam ostatnio historię Abrama i Saraj (1Moj 17:5,15-16) i uzmysłowiłam sobie, jak trudne było dla nich to, że nie mieli potomka, które odziedziczyłoby to, co posiadali. Można ten stan porównać do braku perspektyw na przyszłość. To tak, jakby wszystko, co dostali od Boga miało być zmarnotrawione po ich śmierci z powodu braku dziedzica. Bóg wiedział, jak było to trudne. Dlatego zaczął od zmiany ich imion, nadając im w ten sposób właściwe przeznaczenie. Abraham i Sara. Gdy ktoś zwracał się do nich po imieniu, za każdym razem proroczo ogłaszał ich przyszłość, łamał strach, niepewność i przekleństwo (za jakie uważano bezpłodność) i zamieniał je w błogosławieństwo. Abraham miał być ojcem tysięcy pokoleń, bo takie znaczenie miało jego nowe imię, a imię Sara oznaczało „matka narodów i królów”.
Nowe imiona, nosiły w sobie prawdą o ich życiu i przyszłości. Bóg nie chciał by okoliczności, w których żyli, czyli niemożliwości, z którymi się zmagali, kształtowały ich przyszłość. Bóg wie, co nas boli, z czym się zmagamy i tu właśnie daje nam swoje słowa, zmieniając naszą przyszłość. Ciekawe jest to, co biblia mówi nam o owcach, które słuchają głosu pasterza i znają ten głos, a On woła je po imieniu (Jan 10:2). To niezwykłe, bo z tego fragmentu wynika, że Jezus woła nas po imieniu, które sam nam nadał.
Można powiedzieć, że woła nas według naszego przeznaczenia a nie według naszych upadków, pomyłek, potknięć.

Słowa są jak kontenery pełne ukrytej Bożej mocy lub jak kontenery pełne śmieci warto, więc uważać na to, co mówimy i czego słuchamy.
Z pewnością pilnowanie swojego języka polegające na wypowiadaniu słów, które nieraz totalnie przeczą otaczającej nas rzeczywistości tylko, dlatego, że są zgodne z bożą wolą to, co najmniej dziwaczny pomysł.
Biblia mówi nam jednak, że nie to, co wchodzi do człowieka to go kala a to, co z niego wychodzi. Czyli to, co mówimy może nadać lub zmieniać kierunek naszego życia. Wyzwalać błogosławieństwo i przekleństwo. Może więc warto mówić słowa dobre, jeśli mają wpływ na naszą przyszłość.
Słuchając słów pilnować swego serca i nie zgadzać się by pewne słowa działały nad naszym życiem szczególnie, jeśli czujemy, że ciągle powracająco nas wywołując przy tym zniechęcenie.
Nie chodzi tu jednak o pewne obaw wsłuchiwanie się w mówiącego.
A o powrót do charyzmatycznych zwyczajów, kiedy to większość z nas pytała się Pana, co on chce nam powiedzieć przez to spotkanie. Możemy też tu zastosować to, co biblia mówi o badaniu duchów i o tym, żeby nie każdemu duchowi( tu również ludzkiemu) wierzyć.
Władze poznawcze jak czytamy w biblii w skutek długiego używania są wyćwiczone, czym więcej korzystamy z nich tym łatwiej nam rozróżnić pomiędzy dobrem a złem, przesiać przez sito to, czego słuchamy i odnaleźć to, co Bóg faktycznie chce nam powiedzieć. Potrzebujemy ufać, że jesteśmy totalnie zanurzeni w Bożej obecności a Duch Święty wprowadza nas, (czyli objawia nam) wszelką prawdę, kiedy słuchamy.

Jeśli nie złapiemy luzu, będziemy spięci, podejrzliwi, nic nie weźmiemy z rozmowy, nie zmieni nas słuchane nauczanie, co więcej damy się okraść z tego, co może nas zmienić i to tylko z powodu naszych obaw. Co więcej możemy doświadczyć swoistego „cudu” słuchania i spotkanie potraktujemy, jako jedną wielką aluzję do części lub całości naszego życia.
Słuchajmy sercem, a wtedy słowa Ducha Świętego będą jak plaster miodu na każde zranienie i w końcu będziemy zdrowi.
Cóż bardziej proroczego odnośnie naszej przyszłości nam potrzeba?
W Izaj 43,1-4 czytamy: „Lecz teraz tak mówi Pan, który cię stworzył Jakubie i który cię ukształtował Izraelu. Nie bój się bom cię wykupił. Nazwałem cię twoim imieniem, moim jesteś”.
Bóg stworzył nas jak Jakuba i jak on jesteśmy: kochanymi kombinatorami, przestraszonymi kłamcami.
A teraz nas kształtuje tak jak kształtował Izraela, nadając nam imię według naszego przeznaczenia i kształtując nasz charakter.
I co więcej już za nas zapłacił wykupił nas od złej przyszłości. I do niego należymy.
Czy to nie jest dobra nowina?
Mam na Imię Izabela i to imię przysparzało mi zawsze trochę cierpienia i potępienia ze względu na bardzo negatywna postać biblijną, które je nosiła. Kiedyś pół żartem, pół serio opowiadałam o moich rozterkach pewnemu ewangeliście a wiecie, że oni mają dar do ogłaszania dobrej nowiny. Natychmiast mi przerwał i krzyknął: „to jeszcze nie wiesz, jakie znaczenie ma twoje imię. to Jezus Bell- Dzwon Jezusa.
Musi mieć czyste serce wysoko wisieć i wydawać mocny dźwięk nad całym miastem”.
Wszystko, co myślałam do tego momentu o proroczym znaczeniu mojego imienia legło w gruzach. Bo zrozumiałam to, co Bóg mi w jego słowach objawił.
Może i ty potrzebujesz zmienić swoje imię lub nadać mu nowe, prawdziwe znaczenie, bo stare znaczenie „Jakub” ci nie pasuje do twej przyszłości.
To nic, że ludzie mogą cię uznać za stetryczałego starca, albo zdziwaczałego młokosa, kiedy to zrobisz.
Lepiej utożsamić się z przyszłością. Niż ciągle tkwić w przeszłych porażkach i pomyłkach.
Potrzebujemy być ludźmi przełomów, odbudowującymi prastare mury tymi, którzy zwyciężają. Bo Bóg jest właśnie taki, bo ona właśnie tak nas nazwał. Potrzebujemy w proroczy sposób zobaczyć i uwierzyć w Boże przeznaczenie. A potem go ogłosić i przyjąć.
Iza. C (06.2008 Wiatrołap)

Stwarzając niebo i ziemię, Bóg wykazał się niezwykłą pomysłowością. W ten sposób wyraził swoją czułość. W 1 Moj. 1:20 czytamy, że „stworzył Bóg wielkie potwory i wszelkie żywe, ruchliwe istoty, którymi zaroiły się wody, według ich rodzajów, nadto wszelkie ptactwo skrzydlate według rodzajów jego”, natomiast w Rzym. 1:20 czytamy, że „niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem”.
Zatem aby było śmieszniej, Bóg stworzył „wielkie potwory” i „wszelkie ruchliwe istoty” – pływające, pełzające, skaczące, frunące, biegnące prosto lub zygzaczkiem. I to było dobre. Bo Boża czułość wyraża się właśnie w tym, że jeden na szczudłach, a drugi na króciutkich nóżkach lata. Jeden ptaszek podrygując ogonkiem, chyżo sobie skacze, a inny niczym marabut na jednej nodze stoi. Bogu podoba się świński ryjek. I cokolwiek o tym myślisz, On zachwycony jest profilem mrówkojada.
Patrząc na cudowną harmonię wśród różnorodności stworzenia widzimy, że mamy do czynienia z wielkim artystą. Oglądając cuda natury, możemy poznawać Jego charakter, a szczególnie - czułość. Widzimy też chwałę Bożą. Wyraża ją jedność w różnorodności.
Jako Boże dzieci pragniemy Bożej chwały. Wiemy, że Bóg przebywa w chwałach swojego ludu, toteż na naszych spotkaniach gramy, śpiewamy, uwielbiamy. Niestety, często zapominamy przy tym, że Boża chwała przejawia się w różnorodności stworzenia, czyli też w naszej różnorodności. Słowo Boże mówi, że różnorodność jest dobra. Dzięki Duchowi Świętemu możemy mieć jedność w różnorodności (1 Kor. 12:4-6).
Pomyśl, na czym polega cała frajda, kiedy zwiedzasz ZOO? Wyobraź sobie, że idziesz do ogrodu zoologicznego, patrzysz, a tam same borsuki. Nuda. Jednego borsuka zobaczysz i masz dość, bo to tak jakbyś wszystkie borsuki już widział.
Podobnie jest z Kościołem. Słowo mówi, że różne są służby i różne dary łaski. Różnimy się też między sobą – co innego nas porusza, inaczej się ubieramy, inaczej czeszemy, preferujemy inne style muzyczne. I to jest normalne.

Czułość w różnorodności
Bóg się cieszy, kiedy patrzy z góry i widzi, jak jeden fika koziołki, drugi główką kręci tak, że ta omal mu nie odpadnie, a trzeci tylko dostojnie się kiwa. Jest dobrze, jestem zadowolony – myśli Bóg. Bo gdzie Duch Pański, tam wolność.
A tu wchodzisz – pastor borsuczek, uwielbienie – borsuczki, w ławkach siedzą grzecznie borsuczki. Kolektę – a jakże – zbiera tłuściutki borsuczek! Rozglądasz się, szukając bratniej duszy, a tu żadnego ptaszka… O, dzięki Bogu, jakiś stary bocian pod ścianą stoi. Mrugasz więc do niego porozumiewawczo jednym okiem, ale on, nastroszony, bezradnie tylko zwiesza głowę. Oj, coś marnie on wygląda…
Innym razem wchodzisz do Kościoła, patrzysz po nogach, a tu same kopytka. Stukotu co niemiara. Wszyscy podskakują, galopują tam i z powrotem z wielką uciechą. Próbujesz robić podobnie, ale wychodzi to marnie, bo stopy masz lekkie, czteropalczaste. Onieśmielony rozglądasz się szukając podobnych łapek, a tu nic. Tylko jedne, gdzieś z tyłu, raciczki! Mina ci zrzedła, a oni cię pocieszają: „Nie przejmuj się! Zrobimy ci superchodaczki”!
Pamiętam świadectwo mężczyzny, który mówił, że pozostał w Kościele, bo w zespole uwielbiającym gitarzysta miał taką minę, jakby się śmiał z jakiegoś kawału. „Chciałbym usłyszeć ten kawał” – pomyślał mężczyzna i odtąd zaczął przychodzić na nabożeństwa systematycznie, bo w tym drugim człowieku zobaczył siebie.
Niestety czasami wydaje mi się, że w kościołach widzę wielką maszynkę do mielenia mięsa. Jedną stroną wciągani są do niej świeżo nawróceni, a drugą wypadają kotlety. Przypomina to teledysk grupy Pink Floyd o szkole produkującej taśmowo manekiny. Aż chciałoby się krzyknąć: „Pastorzy, zostawcie Boże dzieci w spokoju!”.

Chwała w różnorodności
Ktoś kiedyś zwrócił się do mojej przyjaciółki: „Ty nie jesteś z naszego Kościoła. U nas nie chodzą w spódnicach z falbanami”. Zwracamy uwagę na ubiór bardziej niż zdajemy sobie z tego sprawę. Ktoś może wydawać się dziwny, inny natomiast – całkiem do rzeczy. Od razu widzisz w nim dobry materiał na przyszłego lidera i snujesz plany. Po bliższym przyjrzeniu się tej ,,konkretnej” osobie, okazuje się jednak, że dobre wrażenie robią markowe ciuchy i gadżety, a poza nimi pustką zionie. A tymczasem Jezus mówi: ,,Nie sądźcie według widzenia swoich oczu. Nie czyńcie względu na osobę, Ja jestem Pan”.
Ale nie tylko ubiór robi na nas wrażenie. Jesteśmy też skłonni docenić tych, którzy przypominają nam nas samych. Widziałam flegmatyków, którzy pracowali usilnie nad cholerykami, by zmienić ich temperament. Widziałam też sangwiników odsuwających melancholików od służby. Słyszałam: „On nigdy nie skacze podczas uwielbienia”, albo „Widzieliście, jak on skacze? Jest jakiś nerwowy”. A Bóg mówi: pozwól ludziom uwielbiać według ich rodzajów i nie zapomnij nigdy obrazu z 1 Moj. 1:20, bo moja chwała przejawia się w różnorodności. Jeśli chcemy, aby ludzie zobaczyli chwałę Bożą w naszych kościołach, musimy pozwolić na różnorodność. Potrzebujemy zachować wrażliwość w podejściu do innych ludzi, wspierać ich odmienność i cieszyć się ich oryginalnością.
Wolność w różnorodności
Dotyczy to również darów służb. Ostatnio słyszy się częściej aniżeli przedtem o odnowieniu pięciu darów służb w Kościele i prawie wszyscy przyznają zgodnie, że tego potrzebujemy. A ja zadam pytanie: w jaki sposób Bóg daje te pięć darów służb? Ano, przychodzi taki materiał na proroka ze swoim pierwszym objawieniem, a ty co robisz? Ostrzegasz innych, że objawienia ma chore, jest „nadduchowy”, a z takimi najgorzej, w dodatku apodyktyczny – wystarczy spojrzeć jak palec wskazujący wyciąga przy lada rozmowie. I już myślisz, jakby mu ten palec ukrócić.
Kiedyś siedzieliśmy przy kawie, słuchając prześmiesznych opowieści pewnego pastora o najdziwaczniejszych proroctwach, jakie usłyszał od ludzi w swoim kościele. Aż trudno było uwierzyć, że to prawda. Kiedy naśmieliśmy się tak, że aż rozbolały nas brzuchy, zapytałam się owego pastora, czy naucza ludzi na temat właściwego używania proroctwa. Odpowiedź ze zrozumiałych przyczyn była niewyraźna.
Jeśli chcesz mieć w Kościele proroków, nauczaj na temat właściwego używania proroctwa. Wyposaż osobę o namaszczeniu proroczym w fundament Bożego Słowa, a nie będzie mieć „chorych” objawień. Bo inaczej pewnego dnia Jezus powie: „Posyłałem do was proroków, a wy ich odsuwaliście”. To nie jest tak, że Bóg pośle ci od razu dojrzałego proroka. Zgodnie z Bożym planem to ty miałeś go ukształtować. W twoim Kościele pojawią się Dary Służb odmienne od twoich własnych, gdy dasz ludziom dużo wolności, także tej do popełniania błędów. Potrzeba dużo czasu, cierpliwości i wyrozumiałości. Bo musi być dużo przestrzeni tam, gdzie zlatują się orły.

Jedność w różnorodności
Bóg przygarnia. Okazuje czułość ludziom i zwierzętom (Ps. 36:7). Słowo Boże mówi, że u Boga na ołtarzu „nawet wróbel znalazł domek, a jaskółka gniazdo dla siebie, gdzie składa pisklęta swoje” (Ps. 84:2-4). Jednym słowem, On pozwala ptakom mieszkać w Domu Bożym, pomimo że wiąże się z tym nieunikniona obecność ptasich odchodów!
Pozwól wszystkim przychodzić do Domu Bożego. Jeśli chcesz naśladować Boga, inwestuj w ludzi o darach odmiennych od twoich, nawet jeśli z początku miałoby to przysparzać więcej kłopotów aniżeli pożytku. Kierując się Duchem, przekroczysz granice swoich własnych opinii, uszanujesz upodobania innych. Będziesz szanować też tych, którzy dla innych są tylko śmieciem. W ten sposób stworzysz przestrzeń wolności, która „zaroi się” żywym, chwalącym Boga stworzeniem. A kiedy Jezus będzie prawdziwie przez was wywyższony, On pociągnie do siebie wszystkich. Bo chwała Boża przejawia się poprzez jedność w różnorodności. To oczywisty cud, który porusza każde serce.
Monika Świerczyńska (Wiatrołap 2008)

Powyższe wyrażenie - znane chyba wszystkim ludziom - z
reguły kojarzy się z legalistycznym podejściem do życia, ze zbiorem
reguł, z nakazami i zakazami, a więc z ograniczeniami i nudą. Warto
zadać sobie pytanie, czy intencją Boga było, żeby człowiek w taki
sposób je postrzegał. Aby na nie odpowiedzieć podejmijmy próbę wejrzenia w serce Boga i zgłębienia Jego myśli, w momencie, w którym przynosi Izraelowi swoje przykazania
- dar objawienia swoich dróg.
Na Górze Synaj Bóg zwraca się do Izraela z pytaniem, czy
chce być Jego szczególną własnością na ziemi, czy chce go
reprezentować pośród innych narodów i przez swój styl życia objawiać
Boży charakter (II Mojż. 20). Izraelici odpowiadają na to pytanie
twierdząco, gdyż znają Boga, który im tę propozycję składa. To Bóg
przecież swoją mocą wyprowadził ich z Egiptu i dał im wolność, zrobił
dla nich rzeczy, których sami nie byliby w stanie osiągnąć! Okazał im
łaskę. Dzięki Niemu są zbawieni - uratowani. Teraz ten sam dobry Bóg
zaprasza ich, by stali się Jego uczniami i pragnie być ich Nauczycielem,
nie wahają się powiedzieć Bogu TAK! Kto inny jest godny tego,
aby powierzyć mu życie? Kto, jak nie On, może je kształtować i mówić,
co jest dobre, a co złe. On, który dał to życie i wypuścił na wolność.
Gdy zatem mówią TAK, Bóg przekazuje Mojżeszowi dziesięć przykazań (z
hebrajskiego dosłownie: „dziesięć słów”), wypisanych Jego palcem na
kamiennych tablicach. Fakt, iż zostały wyryte w kamieniu oznacza, iż
nie podlegają w Bożych oczach dyskusji.
Zacznijmy od końca w podróży odkrywania miłości Boga do nas, ukrytej za jego przykazaniami.
Dziesiąte przykazanie brzmi: Nie pożądaj, nie pragnij domu swego
bliźniego, jego żony, ani żadnej rzeczy, która należy do niego.
Dom jest miejscem zamieszkania człowieka, jego warownią
i oazą. Tak jak dusza może przynależeć tylko do danego człowieka, tak
dom ma należeć tylko do niego. Nie wolno nam pożądać domu i życia
innych ludzi. Cóż niebezpiecznego i zwodniczego może się w tym kryć?
Kiedy pragniemy życia innego człowieka, nasz wzrok pada
głównie na niego. Nie skupiamy uwagi na odkrywaniu siebie, swojej
wartości w oczach Boga, swojego potencjału. Bożym marzeniem jest
przecież to, abyś zapragnął tego życia, które On dał wyłącznie Tobie.
Wtedy największą radością dla Niego będzie widzieć Ciebie
wyruszającego w poszukiwanie tego, kim jesteś w Nim. Podróż ta nie
powiedzie Ci się, jeśli skupisz swoje oczy na ludziach wokół Ciebie, zazdroszcząc im ich życia, żony, męża, dzieci, kariery, obdarowania czy też powołania. Spędzamy tak wiele czasu na rozmyślaniach o tym, jak wspaniale byłoby być kimś innym.

Marnujemy czas marząc, by okoliczności życia innych ludzi stały się naszym udziałem.
Jest to zajęcie nie tylko pochłaniające czas i energię. Ono demotywuje do
wzięcia odpowiedzialności za odkrywanie naszego życia. Bóg jest
cudowny i nie przeznaczył nas do życia małego i ograniczonego, ale do
życia pełnego potencjału w Nim. Ono nie ma być ciasnym mieszkaniem
M-1 czy M-2, lecz pałacem z ogromną ilością pomieszczeń i pokoi!
Niestety, wielu ludzi porusza się w obrębie malutkiego mieszkanka,
zupełnie nie mając świadomości, że Bóg przeznaczył ich do życia w
pałacu. W drodze przez życie tak słabo szukamy prawdy o nas samych.
Rzadko szukamy tego, co jest nam przeznaczone, albo ustajemy w
połowie drogi zakładając, że pewne rzeczy są po prostu dla nas
nieosiągalne. Mówimy: nigdy nie będę dobrze grać na gitarze, nigdy nie nauczę się języka angielskiego, nigdy nie uda mi się zostać misjonarzem… Wiele takich “nigdy” gości w
naszym języku. Zapominamy o czymś bardzo ważnym - że potrzeba czasu,
aby odkryć siebie samego, przezwyciężyć trudne doświadczenia czy
usunąć ograniczenia, ustanowione dla nas przez innych ludzi.
Pożądanie cudzego życia będzie tylko dodatkową przeszkodą. Pomyśl -
Twój Bóg wiedział o tym wszystkim tysiące lat temu i dlatego
powiedział do ukochanego Izraela (i mówi każdemu z nas) - nie pożądaj
życia kogoś innego!
Z wyżej omówionym przykazaniem wiąże się inne: Nie mów
fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Jeśli zazdrościmy
komuś życia, to na pewno nie będziemy umieli wydać o nim prawdziwego
świadectwa. Dodatkowo to przykazanie kojarzy nam się często z plotkowaniem natomiast mówi ono też o wydawaniu opinii o danej osobie przed nią samą. Przykładem
niech będzie rodzic, który mówi dziecku w chwili szczerości: gra na
gitarze jest poza twoim zasięgiem, musisz się z tym pogodzić, im
szybciej tym lepiej. W ten sposób rodzic uniemożliwia swojemu dziecku
osiągnięcie potencjału, jaki jest mu pisany. Wypowiadając fałszywe
sądy czy wyrażając niesłuszne opinie, uczestniczymy w budowie
kłamstwa o Bożym stworzeniu. A przecież słowa mają moc i wypowiadając
je przynosimy życie albo śmierć. Drugą stroną tego przykazania jest
pragnienie uchodzenia w cudzych oczach za tzw. miłą osobę, która prawdy nie powie.
To także można nazwać składaniem fałszywego
świadectwa wobec drugiego człowieka, gdyż pozbawiamy go okazji
usłyszenia prawdy w miłości, która motywuje do zmian.
Nie cudzołóż. Dwa krótkie słowa dotyczące kradzieży
czyjegoś życia. Bóg kocha małżeństwo i w Jego sercu jest pragnienie,
by je chronić i wspierać. Gdy dwoje ludzi decyduje się przed Bogiem
być razem, wówczas otwiera się przed nimi perspektywa zbudowania
wspólnej przyszłości. I jest ona w oczach Boga święta. Cudzołóstwo
jest skradzeniem czyjejś świętej przyszłości, odbieraniem czegoś, co
zarezerwowane jest dla małżonków. Boży napis nad małżeństwem to:
„Święte - nie ruszaj”.

Następna w kolejności Boża instrukcja jest szczególnie
pomocna w budowaniu zdrowych relacji rodzinnych. Czcij ojca swego i
matkę swą - przykazanie z obietnicą, którą Pan Bóg ci daje, aby długo
trwały twoje dni na ziemi. Te słowa można rozumieć jako wezwanie Boga
do szanowania rodziców, troski i opieki nad nimi, gdy będą
w podeszłych latach, do zabezpieczenia ich bytu. Ale oprócz tego
słowo „cześć” (z hebrajskiego) wiąże się z „miarą wagi” i jest
wezwaniem do położenia na wadze, „zważenia” matki i ojca (oczywiście
nie w sensie dosłownym). Jest to po prostu zachęta, by nie traktować
lekko opinii rodzica, lecz poświęcić jej głębszą uwagę – a zatem, aby
ją zważyć, aby jej nie lekceważyć.
W tym przykazaniu jest również mowa o wysiłku, jaki
należy włożyć w relacje z rodzicami, by zobaczyć ich samych w
prawdzie. A więc podjąć wysiłek zrozumienia, dlaczego są tacy, jacy
są! Wielokrotnie obarczamy ich winą za niedociągnięcia (czasami
zupełnie słusznie). W przebaczeniu im może nam pomóc sama decyzja i
pragnienie przebaczenia, ale również próba spojrzenia na ich życie
oczyma Boga, z Bożej perspektywy. To nam pozwoli wejrzeć w ich serca.
Wtedy przestaniemy oskarżać i osądzać ich za ich niedoskonałości w rodzicielstwie. Szacunek dla nich w sensie prawa do zważenia ich życia (nie osądu) da nam wolność do przyjęcia od nich tego
wszystkiego, co piękne i wartościowe, pozwoli na odrzucenie pewnych
tradycji rodzinnych, nawyków lub grzechów, które naszym zdaniem nie
niosą życia.

Na zakończenie pierwsze „Słowo” z dziesięciu: Jam jest
Pan Bóg twój… nie będziesz miał innych bogów obok mnie… Tłumacząc
powyższe słowa bezpośrednio z hebrajskiego widać, że Bóg wzywa Izrael
i nas, byśmy nie rysowali, nie malowali na Jego obliczu innego boga,
abyśmy nie mówili o nim nieprawdy, nie przypisywali mu cech
charakteru, których nie ma, nie wykrzywiali jego dróg pośród ludzi,
nie wypaczali jego miłości, itp.
Bóg wie, jak ważny jest sposób przedstawiania Go innym
ludziom. Pamiętam, jak na początku mnie samej trudno było przyjąć
Boże przebaczenie i otrząsnąć się z potępienia tylko dlatego, że Bóg
jawił mi się bardziej jako sędzia niż ten, który przychodzi z
miłością i łaską do mojego życia. Ktoś przez długie lata taki obraz
Boga wymalowywał przed moimi oczyma i wydawało to plon. Dzisiaj widzę
Boga inaczej.
Wszystkie te przykazania dane są Izraelitom, gdy razem
stoją przed Bogiem, jako ludzie przez Niego uratowani i pragnący Go
naśladować. Jednak każde z nich jest skierowane do pojedynczej osoby.
Sami, w pojedynkę musimy zdecydować, czy wybieramy Bożą drogę dla
swojego życia. Jednocześnie, gdy indywidualnie tę drogę wybierzemy i
jesteśmy częścią wspólnoty, daje to wówczas możliwość zbudowania
czegoś unikalnego - świętego społeczeństwa ludzi, którzy świadomie, z
miłości do Boga żyją według Jego zamiaru. Jest to niezwykle
ekscytujące. Izraelici obozujący wokół symbolizującej Bożą obecność
Arki Przymierza mieli twarze zwrócone ku środkowi – bo tam stała
Arka. Tym samym widzieli Boga, ale również siebie nawzajem - byli w
relacji z Nim i w relacji z innymi ludźmi. Boże przykazania są
zaproszeniem do życia w społeczności z Nim (Bóg w centrum), ale
jednocześnie z szeroko otwartymi oczyma na siebie nawzajem - na tych,
którzy razem z nami podążają za Jezusem!
Magda Broda (Artykuł Wiatrołap 2008)
(art. na podstawie nauczania Jimmiego Dowdsa marzec 2005)
W ostatnim czasie przypomniało mi się nauczanie na powyższy temat i tak się składa, że nie zdezaktualizowało się, a co więcej – przez ostatnie 3 lata, to ono pozwalało mi zrozumieć wiele rzeczy… także podzielę się nim z wami.
Są pewne sytuacje w naszym życiu, które być może nie są przyjemne, ale w ostateczności to one pomagają nam w przemianie samych siebie. Gdy te rzeczy nas dotykają pojawia się myśl, że nie damy rady im podołać, że być może to wcale nas nie wzmocni, że ustaniemy w biegu do wyznaczonego celu. Dlatego warto poznać owe siedem kluczy.
1. Pierwszy i najważniejszy klucz to wiedzieć, że jesteś faworytem. Bóg może dać ci wielkie wizje, ale dopiero wtedy, gdy zrozumiesz tę rzecz. Dlaczego? Jeśli nie zrozumiemy, że jesteśmy faworytami nie będziemy gotowi do wzięcia naprawdę dużej wizji, bo nie będziemy czuli, że na nią zasługujemy.
2. Klucz zasmucenia
Przychodzi wówczas, gdy Duch Święty wyprowadza nas na pustynię, gdzie odczuwamy bardzo dużo smutku i bólu w związku z naszym narodem czy też kościołem. To przyniesie ponadnaturalną miłość i współczucie do ludzi. W takim właśnie miejscu był Józef – i to jego głębokie wejście w ból spowodowało, że w momencie, gdy był wyniesiony, jako drugi po faraonie, a jego bracia będący w potrzebie, przyszli prosić go o pomoc, wówczas on po prostu im wybaczył.
3. Klucz zdrady
Odkryj swoich przyjaciół i wrogów, którzy cię zdradzą. Duch Święty używa zdrady, by cię przyprowadzić do miejsca złamania. Wtedy już nie pozostaje ci nikt, na kim możesz polegać - z wyjątkiem Boga.
Sytuacje zdrady czynione przez przyjaciół, przynoszą ogromny ból, bo przecież przyjaźń to cudowny dar od Boga. Doświadczenie zdrady przez przyjaciół jest bólem pełnym niezrozumienia. Jest to moment tak bardzo bolesny, iż wcześniej czy później uświadamiamy sobie, że jedynym ratunkiem w tym trudnym położeniu jest Bóg. Wtedy też przychodzi świadomość, że jest Jezus, który powiedział, że mnie nie porzuci i nie opuści i który na pewno nigdy mnie nie zdradzi.
Powiedział to sam doświadczając zdrady i porzucenia.
4. Klucz oskarżenia
Myślisz, że nazywasz się Ola, a tu nadają ci 100 nowych imion: kontroler, manipulator, sadysta, człowiek bez serca, krętacz. Duch Święty pracuje nad tobą w takiej sytuacji, ale nie w celu pokazania jak bardzo jesteś oskarżony, ale po to abyś nauczył się kochać tych, którzy cię oskarżają. Jednocześnie mówi nam, że nie musimy być jak chorągiewka – nie musimy zmieniać się, bo ludzie tego chcą… zmieniamy się tylko wtedy, gdy sami odkryjemy, że Bóg tego oczekuje. W tym miejscu możemy również nauczyć się odkryć w mocny sposób, że prawdą jest to, co mówi o nas Bóg i Słowo Boże, a nie ludzie. I jeśli nawet czasami musimy przystać na to, że wypowiadane słowa oddają prawdę o nas samych, jako istotach niedoskonałych, to nie dajmy przyzwolenia na to, aby potępienie zamieszkało w naszych sercach, gdyż wiemy na ile staramy się zmienić.
Oskarżyciel uwielbia nas oskarżać, jednak nie pozwalajmy mu na to… koniec z luksusem myślenia o oskarżeniach.
5. Klucz samotności
Czujesz, że jesteś najbardziej samotną osobą na świecie? To odczucie Getsemane. Jest to jednak moment, w którym możemy dostać prawdziwą, nową pasję dla ludzi zgubionych.
Świat, w którym żyjemy nazywany „globalną wioską” tylko pozornie daje poczucie bliskości. Paradoksalnie poczucie samotności w naszych czasach wzmocniło się. Znając ból, jakim jest samotność i mając świadomość, czym naprawdę jest zgubienie przyjdzie do naszego życia większe zrozumienia potrzeb ludzkich.
6. Klucz strategii
Możesz dostać najlepsze materiały, przeczytać najlepsze książki czy też zaczerpnąć namaszczenia z najbardziej przebudzonego miejsca na ziemi, jeśli jednak nie dostaniesz osobiście strategii od Ducha Świętego będziesz tylko powielał działania innych ludzi. Jeśli nie udasz się wprost i osobiście do Boga, nigdy nie odkryjesz naprawdę jak ty masz działać, kim jesteś i jaka jest Twoja osobista wizja od Boga.
7. Klucz odświeżenia
Jest nim ściągnięcie całego ubrania samotności, oskarżenia, smutku i bólu.
Wszystko to przychodzi do twojego życia, dlatego że Bóg chce cię oczyścić, odświeżyć i wprowadzić w nowy wymiar, ale również dlatego, bo chce ci dać nową wizję i naród.
Te klucze zebrane razem, można po prostu nazwać zmianą, przez którą musi przejść każdy z nas, kto pragnie Bożych rzeczy w swoim życiu, Jego zmiany i jego przebudzenia w swoim życiu.
Kiedy więc modlisz się Boże zmień mnie, bym mógł być użyteczny, bym mógł być nośnikiem twojej Chwały, to wiedz, że jest duża cena do zapłacenia by twoje pragnienia stały się rzeczywistością.
Iza C

W czasach, w których żyjemy więcej ludzi odczuwa brak poczucia bezpieczeństwa niż go posiada.
Bóg natomiast chce, żebyśmy czuli się pewnie i bezpiecznie w Nim. Jemu nie zależy na ciągłym wprowadzaniu nas w stan niepewności a propos naszego życia i naszej przyszłości.
W Ef. 3,17 -18 Czytamy: „Żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w waszych sercach, a wy wkorzenieni i ugruntowani w miłości zdołali pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość i wysokość i głębokość.”
On pragnie zakorzenić i ugruntować nas w swojej miłości, bo wtedy zdołamy poznać Jego przeznaczenie dla nas oraz wielki wymiar Jego miłości.
Od czego więc zależy nasze poczucie bezpieczeństwa?
Czy od zawartości naszego portfela, pracy, jaką wykonujemy, od naszego wyglądu, posiadanego samochodu, mieszkania, męża, dzieci? A może zależy od akceptacji innych ludzi, od tego jak nas traktują?
Jeśli faktycznie od którejś z tych rzeczy, to mamy już odpowiedź, dlaczego tak często odczuwamy brak bezpieczeństwa w naszym życiu. Potrzebujemy być wykorzenieni i wyrwani z rzeczy, które stanowią o naszym bezpieczeństwie a zakorzenieni w miłości Bożej, która jedynie stanowi o pełni bezpieczeństwa w naszym życiu. Potrzebujemy stanąć na skale na Jezusie, która jest dla nas jedyną „bezpieczną przystanią, „ bo tylko na niej możemy budować nasze życie.
W liście do Rzymian 8, 35-36 czytamy: „Któż nas odłączy od miłości Chrystusowej?
Czy utrapienie, czy ucisk, czy prześladowanie, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwo, czy miecz?
Jak napisano: Z powodu ciebie co dzień nas zabijają, uważają nas za owce ofiarne. Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował”.
Inne tłumaczenie mówi, że jesteśmy więcej niż zwycięzcami.
Być może nie masz pieniędzy może czujesz się samotna, odtrącona, czy też osądzana. Jednak te sytuacje nie zmieniają twojej wartości w oczach Boga, nie zmieni a jej również to, że nie dałaś rady, że popełniłaś kolejny błąd czy po prostu zgrzeszyłaś.
Możesz mieć problemy, ale - jak to ktoś powiedział - dopóki one nie mają ciebie, jesteś zwycięzcą.
Tak więc, możesz być zwycięzcą w problemach możesz być nim i w czasie stresu.
W Rzym. 8, 38-39 czytamy dalej, „że ani śmierć ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość ani przyszłość ani moce ani wysokość, ani głębokość ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.
Nikt nie może, nie ma prawa ani mocy odłączyć nas od miłości Bożej. Dlatego cokolwiek, ktokolwiek przyjdzie przeciwko nam tylko my możemy się nie zgodzić by ta sytuacja te okoliczności odłączyły nas od Jego miłości.
Służysz Bogu? To dobrze, to wystarczające, szczególnie jeśli się zagubiłaś i zgodziłaś się na odłączenie od Jego miłości tracąc przez to poczucie bezpieczeństwa. Dobra nowina jest dalej aktualna dla ciebie, działa pomimo zagubienia, pomimo rezygnacji a mówi ona: „Żadna broń ukuta przeciwko tobie nic nie wskóra i każdemu językowi, który podniesie się przeciwko tobie, zadasz kłam. (Ten pokój, ta sprawiedliwość, bezpieczeństwo, triumf nad opozycją - jak mówi tłumaczenie Amplifaid.)To jest dziedzictwo Sługi Pana (Iz. 54,17).
I tak jak czytamy w ewangelii Jana 3.18: ten kto wierzy w Niego (kto mu ufa, kto polega na nim, kto jest zawieszony na nim), nie będzie osądzony (dla takiego człowieka nie ma odrzucenia ani potępienia).
Kto natomiast nie wierzy (nie polega na Nim nie ufa Mu, nie jest w nim bezpieczny), już jest osądzony.
Nie obawiaj się Bożego odrzucenia a tym bardziej osądu On wie więcej od każdego z nas, rozumie więcej, dlatego też możemy oczekiwać jego zrozumienia i znaleźć się bezpieczni z w nim.
W liście do Efezjan 1,4-5 czytamy, że Bóg wybrał nas i przeznaczył do synostwa. To było dawno przed naszym urodzeniem, już wtedy o tym postanowił. Być może diabeł próbował Mu powiedzieć: nie widzisz co ona zrobiła, ile w niej złości, zobacz jak często jest zniechęcona! Weź lepiej kogoś innego. Ale co odpowiada Bóg?? Ja wybrałem właśnie ją, Ja wybieram ponownie ją!
Zawsze, kiedy o tym myślałam zastanawiałam się dlaczego wybrał mnie, taką niedoskonałą.
Czasami to, że się nie nadaję widzę częściej niż cokolwiek innego a kiedy dopada mnie depresja lub łapie się na jakimś potknięciu rozważam je dniem i nocą, zamiast Słowa Bożego niestety. Staje mi jednak przed oczyma ten werset: Wybrał to, co słabe, to, co głupie wobec świata, by zawstydzić to, co mocne (1Kor. 1,27).
Być może też czujesz się głupia i słaba, ale być może to właśnie ty musisz przestać myśleć jak jesteś niedoskonała, jak wiele razy ranisz innych i jak bardzo nic ci nie wychodzi.
Być może to właśnie ty potrzebujesz poczuć się bezpiecznie w Nim. Wiedzieć, że cię nie porzuci, nie opuści. Wiedzieć, że cię nie odrzuci uważając cie za jedną wielką pomyłkę. Może to dziwnie tu zabrzmi, ale Bóg to Bóg i nie człowiek i nie rządzi się ludzkimi prawami. Może więc warto powrócić do największej w życiu miłości i poczuć się bezpiecznie w Nim. A potem powiedzieć pójdę dalej niż wszyscy dla Ciebie Panie. Z miłości do Ciebie
IZa. C

Każdy z nas próbuje życia, jego smaku. Chce na tyle go skosztować, by w końcu spić samą śmietankę. Dogłębnie szuka również jego sensu. W końcu uświadamia sobie jak wiele czasu zmarnował, i że niewiele w ostateczności zrobił.
JAK MYŚLICIE, CO JEST LEPSZE: UŻYWAĆ ŻYCIA CZY SIĘ POŚWIĘCAĆ?
Dyskutowaliśmy z mężem, co będzie, jeśli wszyscy będą szukali swojego miejsca w życiu, jego sensu, wizji i niemal wyłącznie będę się realizować, ale dla samego siebie. Kto wtedy będzie służył?
Ja uważam, że można jeździć na desce, zdobywać biegun, można też starać się zrobić coś dobrego, jednak bez znalezienia sensu swojego istnienia, wciąż będziemy dochodzić do tego samego punktu, a mianowicie punktu zagubienia.
Przyjrzyjmy się historii dwóch braci i ich poszukiwaniom.
WERSJA NOWOŻYTNA.
Pierwszy syn: <<Gdybym już miał cały majątek, który mi przysługuje, poznałbym świat i zaszalał jak nigdy>>.
I niejedna z nas (córek niemarnotrawnch) powiedziałaby, że świat go wciągnął: imprezki, narty wodne, górskie, przyjaciele i to pragnienie zdobycia więcej.
Wiecie, kiedy człowiek już zakosztuje wszystkich w miarę fajnych rzeczy, to czasami zaczyna szukać na pograniczu: papieroski, trawka, tylko na imprach i dalej.
Wracając do syna… W końcu został z niczym. Upadł. I dopiero wówczas zaczął myśleć.
Wcale mu nie pomogła świadomość tego jak dużo wszystkiego zakosztował, i że zobaczył tyle, ile tylko można. I tak doszedł do punktu, w którym musiał przyznać, że sensu w tym wszystkim nie znalazł. To, co natomiast znalazł, to totalne zagubienie.
Postanowił wrócić tam, gdzie było mu dobrze, czyli do rodziny. Było to jedyne miejsce, gdzie mógł przynieść swoje zagubienie. Niestety, przyszedł z typowym nastawieniem kogoś, kto się zgubił, kto czuje się przegrany: << mogę nawet świnie karmić u ojca a będzie mi lepiej>>.
COŚ WAM TO MÓWI DZIEWCZYNY?
Drugi syn.
Pozostał w domu ojca, pewnie miał już własną rodzinę, wiernie pracował, służył… Jego życie wyglądało na stabilne i sensowne. Jednak tak naprawdę sensu w tym nie widział. Od urodzenia wiedział, co
mu przysługiwało i w tym żył. Być może dumał, że kiedy ojciec umrze, on odchowa dzieci, wówczas zacznie szukać czegoś więcej.
COŚ WAM TO MÓWI DZIEWCZYNY?
W momencie, kiedy okazało się, że jego brat marnotrawny postanowił wrócić i ojciec wbrew wszystkiemu, co wydarzyło się w przeszłości, tak po prostu przyjął go z otwartymi rękami, on się rozłościł. Służył ojcu tak wiernie, a tu się okazuje, że to temu „łazędze” wyprawia ucztę, zwraca pierścień. Bolało go, że ojciec nie docenił jego poświęcenia i służby. Zdanie, które wypowiada jego ojciec od razu pokazuje miejsce, w którym był syn. Mówi mianowicie: synu mój, przecież wszystko, co moje jest i twoje.
Co tutaj widzimy? On nigdy nie znalazł sensu życia, żył z dnia na dzień - od siania do żniw.
To był tak naprawdę jego sens albo wizja na życie, ale nie było to to, czego pragnął. Dlatego tak się zachowywał względem młodszego brata. Tak naprawdę pogodził się z sytuacją, ze swoim losem, żył tak jakby na nic, nie miał wpływu – totalne zagubienie. Może pocieszał się tym, że inni mają gorzej?
To jednak nie pomagało zupełnie, jeśli chodzi o zagubienie.
CO Z NAMI?
CZĘŚĆ Z NAS SZUKA SENSU W ZAKOSZTOWANIU MAXIMUM WSZYSTKIEGO:
A co tam, podpowiadają nam światowe normy:
- użyj życia
- spróbuj seksu, żebyś wiedziała, jak wybrać faceta,
- spróbuj faceta, żebyś wiedziała, czy dobrze wybrałaś,
- użyj życia zanim się ustabilizujesz, wyszalej się.
Wszystko podyktowane mądrością ludzką i logiką pod tytułem: dobry wybór najistotniejszy.
Czy to naprawdę daje nam możliwość dowiedzenia się, czego chcemy?
Wzięcia tego, co najlepsze?
Wypicia śmietanki życia. I życia z sensem?
Lądujemy więc w miejscu syna marnotrawnego, który sprzedał samego siebie, tłumacząc to bardzo logicznie: muszę spróbować użyć życia, a potem poszukam stabilizacji: żona, dom, dzieci.
CZĘŚĆ Z NAS SZUKA SENSU ŻYCIA:
w służeniu, poświęceniu się domowi, rodzinie. Ludziom. Jeśli jednak nie rozumiemy, co to jest sens życia, to nie będziemy potrafili go znaleźć. Cóż nam wtedy po poświęceniu? - nawet największym. Każdy wstrząs zachwieje naszym życiem.
Każda myśl o tym, że inni nas wykorzystują, nie okazują wdzięczności, jeśli
wyrośnie, spowoduje, że powiemy: mam dość, spadam. Nawet jeśli jesteś bardzo
wytrzymały, wiesz co to poświęcenie, masz jednak swoje granice i kiedyś w końcu nie wytrzymasz.
A CHODZI PRZECIEŻ O SENS ŻYCIA, O ZNALEZIENIE SWOJEJ WIZJI, O ŚWIADOMOŚĆ TEGO, KIM JESTEM, PO CO ŻYJĘ?
CO MOŻEMY ZROBIĆ?
ODPOWIEDZI NAPROWADZAJĄCE:
Początek jest w tym by:
- PSALM 34, 9
“Skosztujcie i zobaczcie, że dobry jest Pan: Błogosławiony człowiek,
który u niego szuka schronienia”.
Jezus jest radykalny. Mówi: jeśli chcecie wszystkiego spróbować jedzcie mój
chleb, czyli ciało moje i pijcie moją krew. Dlaczego? Bo poznacie smak
życia od tego, kto je zna, kto był we wszystkim doświadczony z wyjątkiem grzechu.
Krok drugi dla marnotrawnych córek
1Piotra 2, 2
“Jako nowonarodzone niemowlęta, zapragnijcie nie sfałszowanego duchowego mleka, abyście przez nie wzrastali ku zbawieniu. Gdy żeście zakosztowali, iż dobrotliwy jest Pan.
Przystąpcie do niego, do kamienia żywego, przez ludzi wprawdzie odrzuconego, lecz przez Boga wybranego jako kosztowny (uznajcie jako kosztowny). I wy sami jako kamienie żywe budujcie się w dom duchowy, w kapłaństwo święte…”, czyli poznajcie, jaka jest wysokość, szerokość, jakie bogactwo chwały jest wam dostępne, aby składać duchowe ofiary
przyjemne Bogu przez Jezusa Chrystusa.
A jeśli chcecie mu ofiary składać, to składajcie duchowe, czyli te ustalone przez
Niego. On niekoniecznie chce byście karmili świnie i jeszcze się cieszyli, że nic gorszego was nie spotkało.
Krok drugi dla niemarnotrawnych
- Kol. 2.20
“Jeśli tedy z Chrystusem umarliście dla żywiołów świata, to dlaczego się poddajecie takim zakazom jakbyście w świecie żyli: nie dotykaj, nie kosztuj, nie ruszaj? Przecież to wszystko niszczeje przez samo używanie, a są to tylko przykazania i nauki ludzkie”.
Czyżby Jezus zachęcał tu do kosztowania owoców zakazanych?
“Mają one pozór mądrości w obrzędach wymyślonych przez ludzi, w poniżaniu samego siebie i w umartwianiu ciała, ale nie mają żadnej wartości, gdy chodzi o opanowanie zmysłów”.
Co to jest? Po co sobie narzucasz: co możesz, a czego nie możesz?, po co wyznaczasz prawa, zasady?, po co poświęcasz się?
Synu mój wszystko, co moje jest twoje.
Widzicie dziewczyny, w naszym życiu jest dużo takich „sensików „ i smaków życia.
Hm mąż, hm dzieci, hm domek, hm dobra praca, wczasy, hm hm hm - miejsc i rzeczy dla których żyjemy.
Czy to złe? Nie, jeśli naprawdę czujemy, że to jest to, to wspaniale. Potrzebujemy jednak zawsze być poszukujące ,by chociażby nasze dzieci nie patrzyły na nasze życie jako na egzystencje a na głębokie spełnienie się w roli mamy i żony.
Dlaczego biblijna królowa Estera tak długo przygotowywała się do małżeństwa, tak go pragnęła, a potem była przerażona, że może ma iść dalej, głębiej? Obawiała się stanąć przed obliczem swego męża.
Ojciec chce byśmy zakosztowały tego, co ma dla nas, wyszły z miejsca zagubienia i spróbowały Boga. Pragnie, abyśmy dały się wprowadzić do jego ogrodu, pozwoliły sobie założyć królewski pierścień, ubrać płaszcz dziedzictwa, abyśmy ciągle go nie przycinały, bo za długi pewnie i w końcu zobaczyły wymiar jego łaski. Którą nam przeznaczył..
I może wtedy takie słowa przyjdą nam na usta: może jest więcej dla mnie, może nie muszę się brać z życiem za bary, może mam wystarczająco autorytetu mego ojca, może to jest miejsce, z którego mogę służyć? Może mogę zmienić ten świat, może mogę o wiele więcej? A być może nie doszłam jeszcze do granicy, nawet nie wbiłam ”palików mego dziedzictwa”, nie poznałam granic?
A ty, kiedy wołasz Ojcze, wciąż to powtarzasz: poszerz swoje paliki, poszerz swoje paliki, nie ograniczaj mnie córko………….
IZa

Każdy z nas udaje się w drogę, w której próbuje odkryć czy też poznać, kim jest i dokąd zmierza. Poznaje wtedy swoje granice i przekracza je. Odkrywa również swoje możliwości. I tutaj okazuje się, że wbrew własnym przypuszczeniom jego granice leżą o wiele dalej. Może więcej.
Czasami myślę, że gdybyśmy do końca wiedzieli, co nas czeka, wielu z nas zostałoby w domu. Kto bowiem tak naprawdę jest gotów na przejście, np. przez ból, odrzucenie, zdradę, cierpienie? Przypomina mi się tu historia uczniów Jezusa, którzy prosili Go o możliwość zostania największymi w królestwie. Jezus nie zbeształ ich, powiedział natomiast: „Nie wiecie, o co prosicie”.
Poszukiwanie siebie jest zawsze powiązane z poszukiwaniem Boga. Bo kto zna prawdę o nas jak nie On! Prawda ta podawana jest jednak cząstkami. Być może całej nie bylibyśmy w stanie pojąć. Nawet cząstką prawdy często się „zadławiamy”. Jak dużo wolności zyskalibyśmy przyjmując tę odrobinę, jako objawienie tego, co właśnie Bóg chce nam pokazać… Ale o tym już pisałam.
W poszukiwaniu siebie i swojej drogi idziemy dalej, szukamy tych, którzy wyglądają na doskonałych, by mogli zostać naszymi nauczycielami, wzorami lub jak to niektórzy mówią „ojcami duchowymi”. Po czym zbliżamy się do nich i widzimy coś więcej niż moc, która nas zachwyciła. Widzimy ich błędy. I przestają być dla nas idealni. Być może dlatego, że dorastamy, albo dlatego, że Bóg chce byśmy je zobaczyli… Uf. To taki proces dorastania. Kiedyś już odkryliśmy, że nasi rodzice nie są tacy idealni; może nie dotrzymują słowa, nie mówią wszystkiego, być może oszukują. Mimo wszystko ciągle pozostają rodzicami. Wciąż nas kształtują. A tu znowu ta sama lekcja po narodzeniu na nowo. Ciekawe dlaczego?

Sama byłam, jestem i pewnie będę na drodze poszukiwań Bożych generałów: bez zmazy, skazy, chodzących w mocy. I wygląda na to, że tak bardzo pragnę doskonałości, że trudno mi będzie z tego poszukiwania zrezygnować.
Poprzyglądałam się ostatnio ludziom, którzy przez 20 lat mieli wpływ na moje życie i do których trafiłam na drodze takich poszukiwań. Tak naprawdę zrobiłam to, by zobaczyć skąd się wzięły moje wady, co można przypisać i które wynikają z ich wpływu.
Przy tych rozważaniach Bóg pokazał mi coś nowego. W każdym z tych ludzi On umieścił cząstkę siebie, żebyśmy mogli patrząc na nich, zapragnąć tego z ich życia. W każdym z nich jednak zostało trochę słabości albo grzechu - jak kto woli - byśmy wiedzieli, że nadal są ludźmi, którzy potrzebują Boga tak jak my.
Czym dalej zaszli, czym większe brzemię niosą, tym bardziej potrzebują bliskości Boga. Po to, żebyśmy oddali Bogu to, co Boskie, czyli chwałę, a nauczycielowi to, co ludzkie, czyli zwykłe poszanowanie, dobroć i miłość? Broń Boże nie, odwrotnie.
Co jednak z wadami? Mamy nad nimi przechodzić do porządku dziennego i modlić się z drżeniem, by nie miały na nas wpływu? Otóż kochane dziewczyny, widząc wady innych dokonujemy wyboru, przebaczamy i oglądamy jak wielką łaskę Bóg im okazuje, więc jakże wielką może okazać nam. Albo też gorszymy się i mówimy: ja nigdy tak nie będę robił, nigdy taki nie będę. A wtedy nasza sprawiedliwość i czyste motywacje przechodzą w religijny zakon potępienia i osądu, w którym bronimy Boga i jego królestwa. Pewnie przyznacie, że samo stwierdzenie w obronie Boga brzmi troszeczkę dziwnie. Czy nie kojarzy się po prostu z krucjatami krzyżowców? A gdzie jest napisane: obroń mnie - mówi Pan? Lub walcz z krwią i ciałem o swoje wartości?
Walczymy więc lub postanawiamy przebaczyć. Wybór przebaczenia okazuje się jednak bardzo trudny. Łatwo przebaczyć, jeśli czyjeś zachowanie tudzież wady nie dotykają i nie ranią nas. Ale jakże prawdziwe jest właśnie wtedy, gdy to my doświadczamy cierpienia.
Mój przyjaciel - skądinąd zakonnik i jeden z pierwszych liderów - pomagając mi zebrać się z dużego rozsypania, powiedział: „Widzisz, znacznie łatwiej nam przebaczać, jeśli coś głęboko nie dotyka naszego serca. Ale czy wtedy ta zdolność przebaczenia sięga do dna serca czy tylko bardzo płytko? A to zranienie, którego doświadczyłaś pokazuje te rejony zła w tobie, w których twoje serce nie jest oddane Bogu, w których nie potrafisz przebaczyć”. To znaczy, że Bóg przez takie sytuacje (sytuacje zranień), odsłania nam wszystkie rzeczy niezmienione w nas, byśmy mogli zrozumieć więcej i zbliżyć się do niego bardziej. Aby to nas zmieniło.

W końcu te rozważania o niedoskonałości, poprowadziły mnie do biblijnych poszukiwań nauczycieli.
Samuel wychowywał się w domu Heliego, który stracił już wtedy Bożą przychylność. Jednak to Heli uczył go jak rozpoznawać Boży głos, a także tego, że ma mówić całą prawdę, którą od Boga słyszy i nie bać się. Ponadto uczył go wyboru zbliżania się do Boga, wtedy, kiedy dotyka go ludzka niesprawiedliwość lub walczy w ciele. Dawid wzrastał w domu Saula, w momencie, kiedy Saul był już dość daleko od Bożego wzorca. Żaden z nich nie powielał wad i grzechów swoich nauczycieli. I nie stał się jak oni. A jednak do końca swojego życia cieszyli się przychylnością Boga. Być może Bóg uczył ich czegoś więcej, np. właściwych motywacji serca kształtowanych przez wybór przebaczenia.
Znajdujemy również przykład innego człowieka: Absaloma, uczącego się u człowieka, który był prawie doskonały - był według serca Bożego. Od kogoś, kto jest pozytywnym biblijnym przykładem. Nawet Jezus jest nazwany synem Dawidowym. Czy Dawid był doskonały? Na pewno nie. Był grzesznikiem; ukradł, zamordował, niejednokrotnie był niesprawiedliwy w swych wyrokach, zawsze jednak całym sercem kochał Boga i powracał do niego.
Absalom jednak skupił się nie na tym, co pokazywało Boga w Dawidzie, a na jego wadach i grzechach. Jako doskonalszy wziął sprawy w swoje ręce (zaczął bronić Bożych zasad). Przez to najpierw stracił właściwe motywacje, a potem stwierdził, ze już czas przejąć królestwo, gdyż z pewnością jest to Bożym planem.
Królestwo Boże ma jednak swoje prawa i zasady, i może nie trzeba go bronić.
Bo może w tym wszystkim nie chodzi o to, by nazbierać sobie doskonałych nauczycieli, ale stać się uczniem i to nie doskonałym a uczącym się, np. przebaczenia czy też łaski. Uczniem, który wie, że sam nie musi się bronić, że musi oddać prawo do obrony (tak jak zrobił Dawid, kiedy uciekał do Machanaim). Uczniem, który zna prawo pokuty i miłości, czy też uczniem, który nie widzi potrzeby pokonywać tych, których Bóg gdzieś postawił.

Zawsze się zastanawiałam, dlaczego Dawid nie zabił Saula, przecież dostał nawet takie proroctwo: “Pan dał go w twoje ręce” A może nie chodzi o wychodzenie przeciw namaszczonemu, które stałosię sloganem używanym do straszenia albo do znudzenia, ale o zrozumienie prawa przebaczenia i łaski, które nie tylko mówi, że to Bóg zaczął w życiu Dawida i to on może zadecydować, że już czas na koniec i tego nie rozpoznał Absalom. Bóg także zaczął w życiu Absaloma i pomimo jego niezbyt dobrych wyborów i rozgoryczenia w jakie popadł tylko Bóg miał prawo to życie zakończyć. I wtedy właśnie łaska miałaby szansę triumfować. A może inaczej potoczyłoby się życie Absaloma, gdyby nie gniewna ręka, która je zakończyła? Od zrozumienia tego zależy doświadczenie przebaczenia i łaski w naszym własnym życiu.
Być może też, to właśnie okazanie łaski i jej doświadczenie, są jedyną drogą do znalezienia siebie. Jednak zrozumienie tego, daje tyle wolności do życia, zrzuca wysoką poprzeczkę; mogę być przez Boga powołana, mogę być wciąż niedoskonała, popełniać błędy, a On nie zrezygnuje ze mnie. Nawet jak moje kroki w smutku prowadzą mnie na krańce ziemi i tak On tam będzie. Czy tak nie jest lepiej? Tak wiem, tak jest też trudniej, ale może warto…
iza
|