Smak życia

Sty
12

Każdy z nas próbuje życia, jego smaku. Chce na tyle go skosztować, by w końcu spić samą śmietankę. Dogłębnie szuka również jego sensu. W końcu uświadamia sobie jak wiele czasu zmarnował, i że niewiele w ostateczności zrobił.
JAK MYŚLICIE, CO JEST LEPSZE: UŻYWAĆ ŻYCIA CZY SIĘ POŚWIĘCAĆ?
Dyskutowaliśmy z mężem, co będzie, jeśli wszyscy będą szukali swojego miejsca w życiu, jego sensu, wizji i niemal wyłącznie będę się realizować, ale dla samego siebie. Kto wtedy będzie służył?
Ja uważam, że można jeździć na desce, zdobywać biegun, można też starać się zrobić coś dobrego, jednak bez znalezienia sensu swojego istnienia, wciąż będziemy dochodzić do tego samego punktu, a mianowicie punktu zagubienia.

Przyjrzyjmy się historii dwóch braci i ich poszukiwaniom.
WERSJA NOWOŻYTNA.
Pierwszy syn: <<Gdybym już miał cały majątek, który mi przysługuje, poznałbym świat i zaszalał jak nigdy>>.
I niejedna z nas (córek niemarnotrawnch) powiedziałaby, że świat go wciągnął: imprezki, narty wodne, górskie, przyjaciele i to pragnienie zdobycia więcej.
Wiecie, kiedy człowiek już zakosztuje wszystkich w miarę fajnych rzeczy, to czasami zaczyna szukać na pograniczu: papieroski, trawka, tylko na imprach i dalej.
Wracając do syna… W końcu został z niczym. Upadł. I dopiero wówczas zaczął myśleć.
Wcale mu nie pomogła świadomość tego jak dużo wszystkiego zakosztował, i że zobaczył tyle, ile tylko można. I tak doszedł do punktu, w którym musiał przyznać, że sensu w tym wszystkim nie znalazł. To, co natomiast znalazł, to totalne zagubienie.
Postanowił wrócić tam, gdzie było mu dobrze, czyli do rodziny. Było to jedyne miejsce, gdzie mógł przynieść swoje zagubienie. Niestety, przyszedł z typowym nastawieniem kogoś, kto się zgubił, kto czuje się przegrany: << mogę nawet świnie karmić u ojca a będzie mi lepiej>>.
COŚ WAM TO MÓWI DZIEWCZYNY?

Drugi syn.

Pozostał w domu ojca, pewnie miał już własną rodzinę, wiernie pracował, służył… Jego życie wyglądało na stabilne i sensowne. Jednak tak naprawdę sensu w tym nie widział. Od urodzenia wiedział, co
mu przysługiwało i w tym żył. Być może dumał, że kiedy ojciec umrze, on odchowa dzieci, wówczas zacznie szukać czegoś więcej.
COŚ WAM TO MÓWI DZIEWCZYNY?
W momencie, kiedy okazało się, że jego brat marnotrawny postanowił wrócić i ojciec wbrew wszystkiemu, co wydarzyło się w przeszłości, tak po prostu przyjął go z otwartymi rękami, on się rozłościł. Służył ojcu tak wiernie, a tu się okazuje, że to temu „łazędze” wyprawia ucztę, zwraca pierścień. Bolało go, że ojciec nie docenił jego poświęcenia i służby. Zdanie, które wypowiada jego ojciec od razu pokazuje miejsce, w którym był syn. Mówi mianowicie: synu mój, przecież wszystko, co moje jest i twoje.
Co tutaj widzimy? On nigdy nie znalazł sensu życia, żył z dnia na dzień – od siania do żniw.
To był tak naprawdę jego sens albo wizja na życie, ale nie było to to, czego pragnął. Dlatego tak się zachowywał względem młodszego brata. Tak naprawdę pogodził się z sytuacją, ze swoim losem, żył tak jakby na nic, nie miał wpływu – totalne zagubienie. Może pocieszał się tym, że inni mają gorzej?
To jednak nie pomagało zupełnie, jeśli chodzi o zagubienie.
CO Z NAMI?
CZĘŚĆ Z NAS SZUKA SENSU W ZAKOSZTOWANIU MAXIMUM WSZYSTKIEGO:
A co tam, podpowiadają nam światowe normy:
– użyj życia
– spróbuj seksu, żebyś wiedziała, jak wybrać faceta,
– spróbuj faceta, żebyś wiedziała, czy dobrze wybrałaś,
– użyj życia zanim się ustabilizujesz, wyszalej się.
Wszystko podyktowane mądrością ludzką i logiką pod tytułem: dobry wybór najistotniejszy.
Czy to naprawdę daje nam możliwość dowiedzenia się, czego chcemy?
Wzięcia tego, co najlepsze?
Wypicia śmietanki życia. I życia z sensem?

Lądujemy więc w miejscu syna marnotrawnego, który sprzedał samego siebie, tłumacząc to bardzo logicznie: muszę spróbować użyć życia, a potem poszukam stabilizacji: żona, dom, dzieci.

CZĘŚĆ Z NAS SZUKA SENSU ŻYCIA:
w służeniu, poświęceniu się domowi, rodzinie. Ludziom. Jeśli jednak nie rozumiemy, co to jest sens życia, to nie będziemy potrafili go znaleźć. Cóż nam wtedy po poświęceniu? – nawet największym. Każdy wstrząs zachwieje naszym życiem.
Każda myśl o tym, że inni nas wykorzystują, nie okazują wdzięczności, jeśli
wyrośnie, spowoduje, że powiemy: mam dość, spadam. Nawet jeśli jesteś bardzo
wytrzymały, wiesz co to poświęcenie, masz jednak swoje granice i kiedyś w końcu nie wytrzymasz.
A CHODZI PRZECIEŻ O SENS ŻYCIA, O ZNALEZIENIE SWOJEJ WIZJI, O ŚWIADOMOŚĆ TEGO, KIM JESTEM, PO CO ŻYJĘ?
CO MOŻEMY ZROBIĆ?
ODPOWIEDZI NAPROWADZAJĄCE:
Początek jest w tym by:
– PSALM 34, 9
„Skosztujcie i zobaczcie, że dobry jest Pan: Błogosławiony człowiek,
który u niego szuka schronienia”.
Jezus jest radykalny. Mówi: jeśli chcecie wszystkiego spróbować jedzcie mój
chleb, czyli ciało moje i pijcie moją krew. Dlaczego? Bo poznacie smak
życia od tego, kto je zna, kto był we wszystkim doświadczony z wyjątkiem grzechu.

Krok drugi dla marnotrawnych córek

1Piotra 2, 2
„Jako nowonarodzone niemowlęta, zapragnijcie nie sfałszowanego duchowego mleka, abyście przez nie wzrastali ku zbawieniu. Gdy żeście zakosztowali, iż dobrotliwy jest Pan.
Przystąpcie do niego, do kamienia żywego, przez ludzi wprawdzie odrzuconego, lecz przez Boga wybranego jako kosztowny (uznajcie jako kosztowny). I wy sami jako kamienie żywe budujcie się w dom duchowy, w kapłaństwo święte…”, czyli poznajcie, jaka jest wysokość, szerokość, jakie bogactwo chwały jest wam dostępne, aby składać duchowe ofiary
przyjemne Bogu przez Jezusa Chrystusa.
A jeśli chcecie mu ofiary składać, to składajcie duchowe, czyli te ustalone przez
Niego. On niekoniecznie chce byście karmili świnie i jeszcze się cieszyli, że nic gorszego was nie spotkało.

Krok drugi dla niemarnotrawnych
– Kol. 2.20
„Jeśli tedy z Chrystusem umarliście dla żywiołów świata, to dlaczego się poddajecie takim zakazom jakbyście w świecie żyli: nie dotykaj, nie kosztuj, nie ruszaj? Przecież to wszystko niszczeje przez samo używanie, a są to tylko przykazania i nauki ludzkie”.
Czyżby Jezus zachęcał tu do kosztowania owoców zakazanych?
„Mają one pozór mądrości w obrzędach wymyślonych przez ludzi, w poniżaniu samego siebie i w umartwianiu ciała, ale nie mają żadnej wartości, gdy chodzi o opanowanie zmysłów”.
Co to jest? Po co sobie narzucasz: co możesz, a czego nie możesz?, po co wyznaczasz prawa, zasady?, po co poświęcasz się?
Synu mój wszystko, co moje jest twoje.
Widzicie dziewczyny, w naszym życiu jest dużo takich „sensików „ i smaków życia.
Hm mąż, hm dzieci, hm domek, hm dobra praca, wczasy, hm hm hm – miejsc i rzeczy dla których żyjemy.
Czy to złe? Nie, jeśli naprawdę czujemy, że to jest to, to wspaniale. Potrzebujemy jednak zawsze być poszukujące ,by chociażby nasze dzieci nie patrzyły na nasze życie jako na egzystencje a na głębokie spełnienie się w roli mamy i żony.
Dlaczego biblijna królowa Estera tak długo przygotowywała się do małżeństwa, tak go pragnęła, a potem była przerażona, że może ma iść dalej, głębiej? Obawiała się stanąć przed obliczem swego męża.

Ojciec chce byśmy zakosztowały tego, co ma dla nas, wyszły z miejsca zagubienia i spróbowały Boga. Pragnie, abyśmy dały się wprowadzić do jego ogrodu, pozwoliły sobie założyć królewski pierścień, ubrać płaszcz dziedzictwa, abyśmy ciągle go nie przycinały, bo za długi pewnie i w końcu zobaczyły wymiar jego łaski. Którą nam przeznaczył..

I może wtedy takie słowa przyjdą nam na usta: może jest więcej dla mnie, może nie muszę się brać z życiem za bary, może mam wystarczająco autorytetu mego ojca, może to jest miejsce, z którego mogę służyć? Może mogę zmienić ten świat, może mogę o wiele więcej? A być może nie doszłam jeszcze do granicy, nawet nie wbiłam ”palików mego dziedzictwa”, nie poznałam granic?
A ty, kiedy wołasz Ojcze, wciąż to powtarzasz: poszerz swoje paliki, poszerz swoje paliki, nie ograniczaj mnie córko………….

IZa

Comments: (0)

Twoja ziemia obiecana

Sty
10

Egipt to z hebrajskiego „miejsce, w którym nie możesz prawdziwie uwielbić Boga”. Wychodzisz z niego i udajesz się w podróż po pustyni, by dojść do swej ziemi obiecanej. Jak wiemy ze Słowa, niektórym bardzo wiele czasu to zajęło i nie każdy doszedł i oglądał swoją ziemię. Wierzę jednak, iż w sercu Boga Ojca jest, byśmy doszli i zasmakowali życia takiego, które niesie ze sobą Boża ziemia obiecana. Zadajmy sobie pytanie – jaka ona jest? Jaki jest ten Boży rodzaj życia dostępny dla nas – nie kiedyś w niebie, ale tu na ziemi? Wiemy, iż Biblia mówi o ziemi obiecanej, jako o miejscu mlekiem i miodem płynącym. Mleko jest symbolem zaopatrzenia, utrzymania nas przy życiu w każdej jego sferze: duchowej, fizycznej, relacyjnej, emocjonalnej. Miód jest symbolem słodyczy. To taki rodzaj życia, kiedy wiesz, że żyjesz, jest w nim słodycz spełnienia, objawienia i wypełniającego się przeznaczenia. Bóg jest bardzo praktyczny i opisuje ziemię obiecaną w ST w 3 Mój. 26, 3 -13, żebyśmy wiedzieli, czego mamy się spodziewać i dokąd dążyć z Nim. Jest to miejsce/rodzaj życia pełne zaopatrzenia, plonów we właściwym czasie, jedzenia chleba do syta, miejsce BEZPIECZNE, pełne pokoju z obietnicą: „i nikt was już nie przestraszy” – czytamy w 6 wersecie. Pomyślmy, jaki to cudowny rodzaj życia, w którym nie masz strachu i lęku. Nie boisz się jutra, ani spraw minionych, podjętych, czy nie podjętych decyzji, nie boisz się choroby, starości, samotności, porażki czy zwycięstwa… Dalej ten werset mówi, iż miecz nie będzie przez ten kraj przechodził, a zaraz potem – jakby przecząc temu – mamy obietnicę zwycięstwa nad naszymi wrogami. Będziemy ich ścigać i pokonamy ich. Cóż to za ziemia, ta moja ziemia obiecana? Nie jest to miejsce bez konfliktów, problemów i nieraz wielkich wyzwań, lecz w tym wszystkim jest to miejsce, gdzie będziesz miała odwagę stawić im czoła, sięgniesz po mądrość i radę od Boga, co masz zrobić. Po prostu zwyciężysz w życiu, a nie polegniesz.
Ziemia obiecana jest miejscem stałego, nowego objawiania się Boga w Twoim życiu, świeżości relacji z Nim. Kolejne wersety mówią: „Jego przybytek będzie pośród was, będę się pośród was przechadzał, będę waszym Bogiem, a wy moim ludem”. Wers 10 mówi: żyjąc w niej „będziesz usuwał stare, by zrobić miejsce dla nowego”. Tak więc, twoja relacja z Bogiem będzie żywa, płynąca smakiem nieba, nie będziesz trzymała się tego, co już wiesz, lub z Nim przeżyłaś, ale będziesz czyniła miejsce w sobie na nowe spotkania z Najwyższym, nowe doświadczenia i przygody. Stale podróżując za Nim. Gdy rozważam tą ziemię obiecaną, wiem, iż w wielu miejscach jeszcze do niej nie dotarłam, ale rodzi się we mnie pragnienie, by oglądać ten rodzaj życia, który Bóg ma dla mnie. Nie ustawaj wraz ze mną i podróżuj!

Magda.

Comments: (0)

W poszukiwaniu siebie

Sty
06

Każdy z nas udaje się w drogę, w której próbuje odkryć czy też poznać, kim jest i dokąd zmierza. Poznaje wtedy swoje granice i przekracza je. Odkrywa również swoje możliwości. I tutaj okazuje się, że wbrew własnym przypuszczeniom jego granice leżą o wiele dalej. Może więcej.

Czasami myślę, że gdybyśmy do końca wiedzieli, co nas czeka, wielu z nas zostałoby w domu. Kto bowiem tak naprawdę jest gotów na przejście, np. przez ból, odrzucenie, zdradę, cierpienie? Przypomina mi się tu historia uczniów Jezusa, którzy prosili Go o możliwość zostania największymi w królestwie. Jezus nie zbeształ ich, powiedział natomiast: „Nie wiecie, o co prosicie”.

Poszukiwanie siebie jest zawsze powiązane z poszukiwaniem Boga. Bo kto zna prawdę o nas jak nie On! Prawda ta podawana jest jednak cząstkami. Być może całej nie bylibyśmy w stanie pojąć. Nawet cząstką prawdy często się „zadławiamy”. Jak dużo wolności zyskalibyśmy przyjmując tę odrobinę, jako objawienie tego, co właśnie Bóg chce nam pokazać… Ale o tym już pisałam.

W poszukiwaniu siebie i swojej drogi idziemy dalej, szukamy tych, którzy wyglądają na doskonałych, by mogli zostać naszymi nauczycielami, wzorami lub jak to niektórzy mówią „ojcami duchowymi”. Po czym zbliżamy się do nich i widzimy coś więcej niż moc, która nas zachwyciła. Widzimy ich błędy. I przestają być dla nas idealni. Być może dlatego, że dorastamy, albo dlatego, że Bóg chce byśmy je zobaczyli… Uf. To taki proces dorastania. Kiedyś już odkryliśmy, że nasi rodzice nie są tacy idealni; może nie dotrzymują słowa, nie mówią wszystkiego, być może oszukują. Mimo wszystko ciągle pozostają rodzicami. Wciąż nas kształtują. A tu znowu ta sama lekcja po narodzeniu na nowo. Ciekawe dlaczego?

Sama byłam, jestem i pewnie będę na drodze poszukiwań Bożych generałów: bez zmazy, skazy, chodzących w mocy. I wygląda na to, że tak bardzo pragnę doskonałości, że trudno mi będzie z tego poszukiwania zrezygnować.

Poprzyglądałam się ostatnio ludziom, którzy przez 20 lat mieli wpływ na moje życie i do których trafiłam na drodze takich poszukiwań. Tak naprawdę zrobiłam to, by zobaczyć skąd się wzięły moje wady, co można przypisać i które wynikają z ich wpływu.

Przy tych rozważaniach Bóg pokazał mi coś nowego. W każdym z tych ludzi On umieścił cząstkę siebie, żebyśmy mogli patrząc na nich, zapragnąć tego z ich życia. W każdym z nich jednak zostało trochę słabości albo grzechu – jak kto woli – byśmy wiedzieli, że nadal są ludźmi, którzy potrzebują Boga tak jak my.

Czym dalej zaszli, czym większe brzemię niosą, tym bardziej potrzebują bliskości Boga. Po to, żebyśmy oddali Bogu to, co Boskie, czyli chwałę, a nauczycielowi to, co ludzkie, czyli zwykłe poszanowanie, dobroć i miłość? Broń Boże nie, odwrotnie.

Co jednak z wadami? Mamy nad nimi przechodzić do porządku dziennego i modlić się z drżeniem, by nie miały na nas wpływu? Otóż kochane dziewczyny, widząc wady innych dokonujemy wyboru, przebaczamy i oglądamy jak wielką łaskę Bóg im okazuje, więc jakże wielką może okazać nam. Albo też gorszymy się i mówimy: ja nigdy tak nie będę robił, nigdy taki nie będę. A wtedy nasza sprawiedliwość i czyste motywacje przechodzą w religijny zakon potępienia i osądu, w którym bronimy Boga i jego królestwa. Pewnie przyznacie, że samo stwierdzenie w obronie Boga brzmi troszeczkę dziwnie. Czy nie kojarzy się po prostu z krucjatami krzyżowców? A gdzie jest napisane: obroń mnie – mówi Pan? Lub walcz z krwią i ciałem o swoje wartości?

Walczymy więc lub postanawiamy przebaczyć. Wybór przebaczenia okazuje się jednak bardzo trudny. Łatwo przebaczyć, jeśli czyjeś zachowanie tudzież wady nie dotykają i nie ranią nas. Ale jakże prawdziwe jest właśnie wtedy, gdy to my doświadczamy cierpienia.

Mój przyjaciel – skądinąd zakonnik i jeden z pierwszych liderów – pomagając mi zebrać się z dużego rozsypania, powiedział: „Widzisz, znacznie łatwiej nam przebaczać, jeśli coś głęboko nie dotyka naszego serca. Ale czy wtedy ta zdolność przebaczenia sięga do dna serca czy tylko bardzo płytko? A to zranienie, którego doświadczyłaś pokazuje te rejony zła w tobie, w których twoje serce nie jest oddane Bogu, w których nie potrafisz przebaczyć”. To znaczy, że Bóg przez takie sytuacje (sytuacje zranień), odsłania nam wszystkie rzeczy niezmienione w nas, byśmy mogli zrozumieć więcej i zbliżyć się do niego bardziej. Aby to nas zmieniło.

W końcu te rozważania o niedoskonałości, poprowadziły mnie do biblijnych poszukiwań nauczycieli.
Samuel wychowywał się w domu Heliego, który stracił już wtedy Bożą przychylność. Jednak to Heli uczył go jak rozpoznawać Boży głos, a także tego, że ma mówić całą prawdę, którą od Boga słyszy i nie bać się. Ponadto uczył go wyboru zbliżania się do Boga, wtedy, kiedy dotyka go ludzka niesprawiedliwość lub walczy w ciele. Dawid wzrastał w domu Saula, w momencie, kiedy Saul był już dość daleko od Bożego wzorca. Żaden z nich nie powielał wad i grzechów swoich nauczycieli. I nie stał się jak oni. A jednak do końca swojego życia cieszyli się przychylnością Boga. Być może Bóg uczył ich czegoś więcej, np. właściwych motywacji serca kształtowanych przez wybór przebaczenia.

Znajdujemy również przykład innego człowieka: Absaloma, uczącego się u człowieka, który był prawie doskonały – był według serca Bożego. Od kogoś, kto jest pozytywnym biblijnym przykładem. Nawet Jezus jest nazwany synem Dawidowym. Czy Dawid był doskonały? Na pewno nie. Był grzesznikiem; ukradł, zamordował, niejednokrotnie był niesprawiedliwy w swych wyrokach, zawsze jednak całym sercem kochał Boga i powracał do niego.

Absalom jednak skupił się nie na tym, co pokazywało Boga w Dawidzie, a na jego wadach i grzechach. Jako doskonalszy wziął sprawy w swoje ręce (zaczął bronić Bożych zasad). Przez to najpierw stracił właściwe motywacje, a potem stwierdził, ze już czas przejąć królestwo, gdyż z pewnością jest to Bożym planem.

Królestwo Boże ma jednak swoje prawa i zasady, i może nie trzeba go bronić.
Bo może w tym wszystkim nie chodzi o to, by nazbierać sobie doskonałych nauczycieli, ale stać się uczniem i to nie doskonałym a uczącym się, np. przebaczenia czy też łaski. Uczniem, który wie, że sam nie musi się bronić, że musi oddać prawo do obrony (tak jak zrobił Dawid, kiedy uciekał do Machanaim). Uczniem, który zna prawo pokuty i miłości, czy też uczniem, który nie widzi potrzeby pokonywać tych, których Bóg gdzieś postawił.

Zawsze się zastanawiałam, dlaczego Dawid nie zabił Saula, przecież dostał nawet takie proroctwo: „Pan dał go w twoje ręce” A może nie chodzi o wychodzenie przeciw namaszczonemu, które stałosię sloganem używanym do straszenia albo do znudzenia, ale o zrozumienie prawa przebaczenia i łaski, które nie tylko mówi, że to Bóg zaczął w życiu Dawida i to on może zadecydować, że już czas na koniec i tego nie rozpoznał Absalom. Bóg także zaczął w życiu Absaloma i pomimo jego niezbyt dobrych wyborów i rozgoryczenia w jakie popadł tylko Bóg miał prawo to życie zakończyć. I wtedy właśnie łaska miałaby szansę triumfować. A może inaczej potoczyłoby się życie Absaloma, gdyby nie gniewna ręka, która je zakończyła? Od zrozumienia tego zależy doświadczenie przebaczenia i łaski w naszym własnym życiu.

Być może też, to właśnie okazanie łaski i jej doświadczenie, są jedyną drogą do znalezienia siebie. Jednak zrozumienie tego, daje tyle wolności do życia, zrzuca wysoką poprzeczkę; mogę być przez Boga powołana, mogę być wciąż niedoskonała, popełniać błędy, a On nie zrezygnuje ze mnie. Nawet jak moje kroki w smutku prowadzą mnie na krańce ziemi i tak On tam będzie. Czy tak nie jest lepiej? Tak wiem, tak jest też trudniej, ale może warto…

iza

Comments: (0)

Wyglądasz radości w Nowym Roku 2008?

Sty
01

Psalm 126 opowiada o radości Izraela, jakiej doświadczyli w swoim życiu, jako naród. Tak, tęsknimy czasami za pełnią życia, jaką Bóg ma dla nas. Za radością w sercu, która wynika z zadowolenia i wdzięczności, za oddechem pełną piersią ze świadomością, iż Bóg jest dobry dla mnie i na prawdę tego doświadczam, a nie tylko słyszę o tym od innych. Psalm mówi o radości, jaką Izrael doświadczył, autor wyraża ją pełen wdzięczności za to, co się stało.
Po pierwsze radość ta jest wynikiem potężnej interwencji Bożej, wracają oni z niewoli w Babilonie do swej ziemi do Judy. Powrót jest możliwy tylko, dlatego iż Bóg wkłada w serce potężnego, pogańskiego władcy Cyrusa pragnienie wypuszczenia Żydów z niewoli. Autor psalmu mówi, gdy się to stało byliśmy jak we śnie! Nie wydawało sie to w ogóle możliwe, Bóg uczynił dla nas cos cudownego, sen, marzenie stało sie rzeczywistością, Gdy tego doświadczyli Słowo mówi dalej, ich usta były pełne radości! Narody poświadczały- Bóg dokonał dla nich wielkich rzeczy. Są to te cudowne momenty w życiu, gdy Bóg czyni dla nas rzeczy niezwykłe, zaskakuje nas, obietnice sie wypełniają, a serce jest pełne radości! Nie dowierzamy wręcz temu, co sie dzieje, jak dobry jest Bóg dla nas. Życzę Ci takich momentów i przełomów z Twoim Bogiem w tym roku.
Psalm ten opowiada dalej o innym rodzaju radości, jaki pojawia sie w naszym życiu, a nie jest wynikiem spektakularnego działania Boga na naszą rzecz.. Werset mówi: Ci, którzy siali ze łzami, niech zbierają z radością. Co autor ma na myśli? Opowiada o procesie, jaki ma miejsce całe nasze życie, w sezonach życia, gdzie nieraz długo siejemy i to w trudzie, z płaczem, wychowujemy nasze dzieci, kochamy ludzi wokoło nas, służymy darem, jaki mamy, okazujemy sie wierni w różnych sytuacjach, siejemy, siejemy, siejemy, ponieważ kochamy Boga i bliźniego. Czasami zastanawiamy sie, kiedy będzie zbiór- mój zbiór. Ten psalm opowiada o drogach bożych w naszym życiu, o tym że przyjdzie czas zbierania tego, co siejesz wiernie w Bogu i to zbierania w radości! To inny rodzaj radości, który wynika z wiary w Boga i chodzenia jego drogami we wszelkich okolicznościach życia, w przekonaniu, iż kiedy siejesz we łzach przyjdzie czas zbiorów w radości. Doświadczenia tej radości ze zbiorów życzę Ci w tym roku! Oba rodzaje radości są nam przeznaczone! Radość z Bożych przełomów, interwencji i radość zbierania plonów po tym jak wiernie siałaś to, co dobre.
Magda

Comments: (0)

Odnośnie bycia kobietą

Gru
11

 

 

To, co kocham odnośnie bycia kobietą, to możliwość robienia wielu rzeczy. Kobiety mają tyle różnych etapów w życiu i tyle różnych relacji tak, iż wydaje się nam, że dopiero co poradziłyśmy sobie z jedną rzeczą i podążamy już w kierunku kolejnej. Myślę, że to właśnie po części czyni nas, kobiety tak dynamicznymi i mądrymi. Stale musimy się uczyć i przystosowywać. I stale przekazujemy to, czego się nauczyliśmy innym. Czasami wręcz odczuwamy, że nasze całe życie jest wylewane dla innych, tych wokoło nas. Jest to zarówno wyzwaniem jak i przywilejem i radością.

Towarzyszy temu też żonglowanie. Jako kobiety stawiamy czoło presjom z różnych kierunków. Przyjaciele, rodzina, praca a nawet oczekiwania społeczeństwa i mediów. Czasami dobrze jest wziąć sobie trochę wolnego. Nawet chwilkę, by na nowo odnaleźć siebie.
Im więcej jesteśmy zaangażowane tym bardziej zmieniamy się, jako jednostki. Czasami zatrzymuję mój świat, choć na chwilkę, by zapytać siebie i Boga „Kim jestem dziś?”. Wiem, kim byłam gdy byłam młodsza. Wiem, kim byłam wczoraj, ale dziś jest nowy dzień i gdy idę przez życie i wzrastam, rozwijam się i zmieniam, nie jestem tą samą kobietą, którą byłam 10 lat temu. Nadal jestem sobą, ale każdy nowy etap mego życia, na nowo mnie określa. Czasami muszę zatrzymać się, by za tym nadążyć.
Dlaczego by dziś nie mieć chwilki dla samej siebie? Zostałaś cudownie i twórczo stworzona przez Boga. Jesteś jego dziełem, nad którym On stale pracuje, jego delikatne dłonie prowadzą twe życie. Bóg czyni z Ciebie wielką kobietę, zgodnie z jego planem.
Psalm 18:3 mówi – Twoja ręka podtrzymuje mnie a twoja łagodność czyni mnie wielką.

Andie

Comments: (0)

Czy jesteś stróżem drugiego człowieka? kat./ Myśli z Tory

Gru
05

Po tym jak Adam i Ewa upadają w ogrodzie Eden czytamy o smutnej opowieści o dwóch braciach Kainie i Ablu. Zazdrość wkrada się w relacje między nimi i wiemy, że Kain zabija Abla. Bóg zadaje Kainowi pytanie dając mu szanse pokuty: ” Gdzie jest twój brat?”, na co ten odpowiada „Nie wiem, CZY JESTEM STRÓŻEM BRATA MEGO?” Pytanie to pozostaje bez odpowiedzi, zawieszone jakby w próżni. Jeżeli w Torze zadawane jest pytanie i nie ma na nie od razu odpowiedzi to znaczy, iż będzie ono przedmiotem dyskusji, i z czasem tekst przyniesie Bożą odpowiedź.

Po upadku człowieka rozwija się historia ludzkości, historia rodzin i stosunków rodzinnych oraz relacji między rodzeństwami. Grzech odbija swe piętno w tym jak odnoszą się do siebie bliscy, po tym jak Kain zabija swego brata, kolejne rodzeństwa pojawiają się w historii w 1 Mojżeszowej, Ismael jest wygnany z powodu brata Izaaka, Jakub walczy z Ezawem, aż dochodzimy do opowieści o 12 synach Jakuba i w tym o Józefie, czyli historii życia kolejnego rodzeństwa.

Boże serce to odkupienie rodziny – ratunek i jej scalenie, zanim Bóg będzie mógł zbudować naród Izraela, ( co się wydarzy w Egipcie w 2 Mojżeszowej) chce mieć rodzinę, która dojdzie do miejsca miłości, przebaczenia i szacunku i odpowie pozytywnie na pytanie postawione przez Kaina – Czy jestem stróżem brata mego? Boży plan to odkupienie stosunków rodzinnych. Uczyni to używając Józefa.

Józef, ukochany syn swego ojca, który z powodu swej uprzywilejowanej pozycji w domu jak i dwóch snów, które mu się śnią, a które objawiają jego wybranie i szczególną rolę, jaką odegra (1 Moj 37, 5-10), zostaje znienawidzony przez swych braci. Scenariusz życia rodzinnego wydaje się znów powtarzać, jak jakiś zaklęty krąg, z którego nie można się wyrwać. Jednak Bóg ma w planie odkupienie rodziny! Zaczyna realizacje tego planu poprzez przekazanie Józefowi jego powołania, osobistego przeznaczenia. Jak do tego dochodzi? Po tym jak ojciec Jakub przywołuje swego syna Józefa do siebie, a ten odpowiada: Jestem gotów! ( 1 Mój 37, 13), z ust Jakuba słyszymy Bożą misje dla Józefa, klucz do zrozumienia jego historii. Plecenie: „Idź i zobacz jak się mają twoim bracia i jak się ma ich trzoda” z hebrajskiego zobacz: jak się ma szalom twoich braci szalom ich trzód, czyli bądź ich pasterzem, zainteresuj się nimi, doglądnij ich samych i ich życia, zobacz czy mają szalom – czyli pełnie! Całe dalsze życie Józefa staje się odpowiedzią na pytanie z początku Tory – Tak jestem stróżem życia mych braci, jestem tu, by dbać o ich szalom i pełnie! Wszystkie jego przeżycia i doświadczenia zmierzają ku temu, by móc okazać im praktyczną miłość i stać się ich zaopatrzycielem w czasie głodu, jak i dać im przebaczenie.

Pytanie to zadaje Ci też twój Bóg – musisz sobie na nie sama odpowiedzieć, po co tu jesteś, dlaczego żyjesz? Czy nie po to, by być STRÓŻEM DRUGIEGO CZŁOWIEKA, by kochać i zadbać o jego pełnie, by stać się dawcą życia dla tych, którzy są wokoło ciebie. Józefowi udało się wypełnić to przeznaczenie i historia jego rodziny została odkupiona, zapłacił za to sporą cenę, ale było warto, bo przecież zmienił bieg historii, stal się stróżem, pasterzem dla bliskich według Bożego serca!

Magda.B

Comments: (0)

Najmocniejsza modlitwa na świecie. kat./Modlitwa

Gru
05

 

 

Jest taka modlitwa, która do tej pory zawsze działała w moim życiu. Może każda z nas ma takie swój ulubiony rodzaj modlitwy i działający styl modlitwy. Moją ulubioną modlitwą jest rozmowa z Bogiem. Robię kawę, białą, siadam w fotelu, podkulam nogi i zaczynam rozmawiać z moim Bogiem o mojej miłości do Niego o tym, co mnie męczy, co mi dokucza. Wylewam przed nim swoje serce i proszę o łaskę i rozwiązania problemów. Zaliczam się do osób, które mają 100 pomysłów jak rozwiązać problem. Pewnie wiecie jak to jest. A chodzi przecież o to by mieć jeden i to nie swój, ale Boży. Dopiero wtedy mogę mieć pewność, że zadziała jego łaska a nie moja cielesna logika i rozwiązanie będzie od niego, czyli najlepsze. Przeważnie po pół godzinny jestem gotowa do życia. Inaczej rzecz ujmując, jeśli sobie nie radzę i czuję jakby wszystko szło pod górkę to od razu widzę, że zabrakło mi tej kawki i rozmowy z przyjacielem.

Kiedy przychodzi presja. Kiedy czuję jakby czarna chmura mnie otoczyła zaczynam śpiewać Bogu wszystko, co znam, po kolei. Aż poczuję, że jest, że mnie kocha i nic się nie zmieniło.

Czasami dochodzę do miejsca, kiedy już nic nie działa, pomimo moich szczerych chęci i usiłowań, nie widzę nie słyszę, wszystko wygląda jak ruina a ja czuję, że to koniec, moje życie się zawaliło. Wtedy zaczynam wołać: „Boże ty powiedziałeś, że nie dajesz nam więcej niż jesteśmy w stanie znieść i ja jestem już w tym miejscu, więcej nie wytrzymam. Mam dość”. Wiem, że lepiej powiedzieć to Jemu, powiedzieć to przed Bożym tronem, niż zaśmiecić czyjeś serce. I powiem tak u mnie to działa po modlitwie zalega cisza. A potem Bóg przychodzi z odsieczą, objawia się w swojej mocy, miłości, łasce i porusza góry, które wyglądały na nie do ruszenia. Czasami zmienia po prostu mnie, co jest największym cudem, czasami zmienia okoliczności. Powiem wam szczerze ta modlitwa działa jak kruszenie kajdan.

Może tobie właśnie ta modlitwa przyniesie nowe objawienie rozwiązania problemów, a może gdzieś w sercu masz swoją modlitwę kruszącą kajdany i poruszającą góry. Warto szukać jeszcze bardziej niż rozmawiać.

I.C

 

Comments: 2 komentarze

Modlitwa przed jedzeniem. kat/ciekawostki

Gru
03


Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu będąc w Izraelu na kolacji szabatowej odkryłam, że Żydzi nie błogosławią jedzenia przed spożywanym posiłkiem. Ich modlitwa skupia się na dziękczynieniu skierowanym do Boga za to, iż daje im pokarm z tej ziemi, na której żyją, za to, iż to On jest zaopatrzycielem wszystkich ich potrzeb. Każda kolacja szabatowa jest okazją do uznania Boga, jako źródła życia i do błogosławienia jego Imienia!

Magda

Comments: (0)

Modlitwa 24______________________k./Ciekawostki

Gru
01

Herrnhut w Niemczech znane nam jest z modlitwy 24 godzinnej, która trwała nieprzerwanie przez 100 lat. To zawsze mnie inspirowało, ale też wydawało się takie nie osiągalne. Nie wiem jednak czy wiecie, a jest to informacja od naszej przyjaciółki, Andi, która wraz z mężem podjęła się kontynuowania tej wizji, że ludzie nie przychodzili modlić się do jednego miejsca a modlili się, gdy przychodziła ich kolej tam gdzie w danym czasie byli, w polu, w fabryce, w kuchni. Na wspólną modlitwę zbierali się w wybrane wieczory. Dalej mnie ta wizja inspiruje, ale wydaje się tak wiecie, bardziej osiągalna.

iza

Comments: (0)

Angielska herbatka_____________________ k./Ciekawostki

Gru
01

Znana nam smakoszkom herbaty tradycja parzenia angielskiej herbaty z mlekiem: mówi, że jest smaczniejsza, jeśli najpierw wlewamy mleko, a potem dolewamy herbaty, przynajmniej taka opinia dosyć długo była znana. Okazało się jednak, że przyczyną takiego parzenia herbaty nie był jej smak, a porcelana z której w dawnych czasach robiono filiżanki. Pękały one pod wpływem wrzątku, stąd zaczynano parzenie od wlewania mleka:)

IZa

Comments: (0)

Jakie jest twoje życie?_____________k./Myśli z Tory

Gru
01

Tylko Ty wiesz jakim jest. Pragniemy i tęsknimy za dobrym owocem naszego życia. Tora ( pięć ksiąg Mojżeszowych) mówi o cegłach, jako o produktach naszego życia. Cegły po raz pierwszy pojawiają się w Torze, gdy ludzie chcą wybudować wieże Babel, by pokazać swą niezależność i równość Bogu. Ich wspólny owoc pracy, choć czyniony w jedności, mówił nie potrzebujemy Ciebie Boże, sami wiele osiągniemy i w ogóle świetnie się mamy działając na tej ziemi bez Ciebie! Czy o czymś Ci to przypomina? O częstym owocu ludzkości.
Następnie cegły pojawiają się, jako owoc pracy uciśnionego Izraela w Egipcie. Izraelici są niewolnikami faraona budują mu miasta z cegieł. Stale zajęci, zabiegani wytwarzają brudne, ciężkie cegły, ale też budują potężne, podziwiane przez wszystkich królestwo. Mają udział w czymś wielkim, co nadaje sens ich dniom, przynosi im utrzymanie, jedzenie i spanie i jakąś miarę tożsamości. Nie jest to wymarzone życie, w końcu są tylko niewolnikami w Egipcie, lecz mają pracę i jakieś nadane im przeznaczenie. Ciekawym jest, iż Egipt w Torze –oznacza wąskie miejsce, w którym nie możesz uwielbić prawdziwego Boga. Czy takimi wydają Ci się nieraz twe dni, praca, czynności, jakie wykonujesz; jak mówi polskie przysłowie: lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Jeśli tym się kierujesz to przystaniesz w swym życiu jedynie na cegły Egiptu
A co Bóg ma dla ciebie, jaką jakość owocu? Tora opowiada dalej o cegłach z szafiru, które są usytuowane pod stopami Boga, pod jego tronem ( 2 Moj 24,10) Są jego dziełem! Czy z czymś się nam to kojarzy? Bóg w Jezusie przygotował dla swych dzieci dobre dzieła, w których mamy chodzić. Przeznaczył nas do dobrych uczynków! To są cegły z szafiru. Jakość życia, jaką w Nim mamy uczynki, jakie wykonujemy, bo, go kochamy i chodzimy w Jego woli dla naszego życia. Szafir to między innymi kolor wolności, to jakość życia przeznaczona dla każdego dziecka Bożego, jeżeli zdecydujemy się żyć w świadomej więzi z Nim, sięgając po to, co On przygotował. Moja droga, odwagi w sięganiu po cegły z szafiru, nie zadowalaj się cegłami Egiptu, omijaj z dala cegły Babel!

Magda. B

Comments: (1)