Człowiek z orzecha( z cyklu Pauli pisarskie co nieco)

Kwi
27

 

Warkot silnika i morska bryza we włosach. Wiatr zaplata i rozplata mi warkocze. Rozglądam się dookoła i widzę tylko błękitne niebo zlewające się z lazurem wody. Nic ich nie rozdziela, poza ledwo dostrzegalną linią tęsknoty. Dwaj bracia, dwie siostry nie mogący się spotkać. Zamykam oczy i chłonę ten obraz. Głowę mam wolną od myśli, oddycham spokojnie. Nareszcie sami, nareszcie we dwoje – ja i morze, tylko gdzie niegdzie złote wysepki mijają nas pospiesznie. Czasu nie ma, opuścił to miejsce pozostawiając po sobie jedynie wesołe grymasy zapisane w twarzach złotych wydm.

Dobijamy do brzegu, złotego, połyskującego, rozgrzanego pocałunkami słońca. Nie zakładam sandałów, niech tonę w objęciach piasku. Drzewa szumią śpiewem wtórując uderzeniom fal. Chcę stać tu i stać, robić w pamięci zdjęcia. Przewodnik pogania mnie i idziemy już w stronę lasu. Witam wzrokiem każdy kwiat, każdy pień. Ptaki pozdrawiam uśmiechem. Jak tu pięknie.

Las przywitał mnie chłodnym uściskiem dłoni. Słońce gdzie niegdzie przedzierało się przez liście wielkich paproci. Panował zapach zieleni. Co i rusz drogę przebiegały mi małe płazy, nie zdające się zawracać na mnie uwagi. Pochłonięta nowym miejscem nie spostrzegłam zastawionej na niewielkie zwierzę pułapki. Gdyby nie szybka reakcja mojego przewodnika, miałabym stopę poranioną kamiennymi zębami. Postanawiam wrócić na ziemię i skupić się na przeszkodach przede mną. Lawirując pomiędzy kamieniami i paprociami dotarliśmy wreszcie do dużej wioski. Widok był bajkowy. Wszystko tętniło życiem. Małe dzieci bawiły się z małpkami, większe obrabiały skóry zwierząt, kobiety ucierały ziarna na mąkę, niektóre prały w pobliskiej rzece. Chaty z gliny i trawy ogrzane przez popołudniowe słońce mieniły się czerwienią i błękitem wymalowanych na nich wzorów. W powietrzu unosił się słodki zapach owoców suszonych się na drewnianych prętach ustawionych przy chatach, wybudowanych po pięć jedna przy drugiej. Usiadłam na placu czekając aż przewodnik poinstruuje mnie, co robić dalej. Nie siedziałam sama długo, odważniejsze dzieci podeszły do mnie blisko i z zaciekawieniem dotykały moich włosów i ubrania. Te mniej odważne stały onieśmielone z tyłu. Niektórzy z dorosłych ode razu zabrali swe pociechy ode mnie a inni krzątali się, każdy przy swoich zajęciach, obserwując mnie z daleka. Gdy nadeszła właściwa chwila poszliśmy pod chatę wodza. Solidnie zbudowana rzucała potężny cień na podążające za mną dzieci. Wtem młody, przystojny mężczyzna prężnym krokiem wyszedł nam na spotkanie. Większość młodych kobiet zwróciło głowy w naszą stronę. Niektóre z rumieńcem na twarzy, ukradkiem obserwowało każdy jego krok. Przeprowadził nas przez większą część wioski. Mężczyźni wydawali cichy okrzyk, gdy przechodził obok. Siedliśmy na plecionej macie, tuż obok suszących się owoców. Starsza kobieta podała nam sałatkę owocową, a przewodnik zainicjował rozmowę, której nie było końca. Zapowiadał się wspaniały dzień.

Moją uwagę przykuły oczy wodza. Ogromne, czarne, lśniące. Było w nich coś zagadkowego, jakaś tajemnica, która aż prosiła się o rozwiązanie. Wpatrzona w taniec kolorów na tęczówce zauważyłam w niej srebrne nici, tworzące skomplikowaną sieć połączeń. Wchodziły też na źrenicę. Spytałam wodza, czy ma problemy ze wzrokiem. Odparł, że wszyscy z jego plemienia mają takie oczy, z pokolenia w pokolenie. Bolą, gdy patrzy się pod słońce, a srebrne nici przeszkadzają w mroku zacierając obraz. Ale widocznie tak ma być, skoro tacy zostali stworzeni. Odparłam, że to nie jest normalne i że mogę im pomóc sprowadzając lekarza. Odmówił. On sam najlepiej zaopiekuje się swoim ludem, jak to stwierdził zezłoszczony wstając z maty. Dalsza rozmowa nie doprowadziła do porozumienia. Piękny ślepiec stał niewzruszenie dając do zrozumienia, że nadszedł czas naszego powrotu. Stojąc na środku wioski w silnym południowym słońcu dotarło do mnie, że pomóc im nie będzie łatwo. Nawet bardzo trudno. Zrezygnowana pożegnałam się, obiecując sobie w duchu, że jeszcze tu wrócę.

Siedząc w białej łódce, oparta brodą o kolana, przeglądałam w pamięci obrazy miejsca i ludzi, których właśnie spotkałam. Radość z przebywania w tak zachwycająco pięknym miejscu została przykryta grubym kocem przygnębienia. Morze zrobiło się niespokojne jakby chciało przepędzić nas jak najdalej od wyspy. Silnik pracując na najwyższych obrotach zostawiał za sobą ślad białej piany, która zaraz została rozmywana przez nacierające fale. Ostatni ślad po mojej przygodzie.

Paula

Posłowie, hmm.. ok. Oto ono:

„Każdy z nas jest wyspą. Zamieszkują ją z nami ci, którym na to pozwolimy. Niektóre z tych wysp zamieszkiwane są przez pięknych ludzi. Szlachetnych, pomocnych, chcących zmieniać świat w jakim żyją. Niestety w większości przypadków są to także ludzie ślepi, ulepieni z łupin orzecha, do których nie da się dotrzeć. Są to ludzie „uczuleni” na światło, prawdę, ewangelię. Czują, że są „chorzy”, a jednak boją się zmiany. Nazywam ich ślepcami, bo nie widzą rzeczy, które ja jako Boże dziecko widzę na co dzień. Są to ludzie z łupin orzecha, bo choć uderzasz nimi o zmiemię, oni nie pękają. Ale moja bohaterka nie odpuści!”

 

Comments: 9 komentarzy

Z cylku Pauli pisarskie co nieco

Gru
12

Znamy się

                Ja : nudno zrobiło się ostatnio, nic się nie dzieje. Dzień za dniem. Dzień za dniem mija.

Wszystko spowszedniało. Wszystko jest takie od tak, tak po prostu. On przygląda mi się lekko mrużąc oczy. Kąciki ust układają się w uśmiech. Chodzę w kółko, macham rękami z bezczynności. W dywanie wydeptuję ścieżkę. Zbieram myśli. Próbuję sama siebie przed sobą wytłumaczyć. Samą siebie zrozumieć. Czuję się winna, ale nie dopuszczam tej myśli do siebie.

                 Po chwili zbieram się w sobie i nie patrząc na niego, mówię : ciągle to samo. Ci sami ludzie, te same miejsca i te same twarze. Czy coś jeszcze mnie zaskoczy? Chcę czegoś nowego! Innego! Chcę przygody! Szukam odpowiednich słów. On przygląda mi się w ciszy, a we mnie wzbiera złość.

               Nie muszę mu nic tłumaczyć. A jednak to robię. Jest lekko pochylony do przodu, w oczach ma ogień. Wiem co chce mi powiedzieć, więc odwracam głowę. Rozglądam się wokoło. Łapię głęboki oddech. Dopada mnie zniechęcenie. Czy to codzienność otula mnie chłodem? Staję w miejscu i wzrokiem błądzę po pokoju. Zegar tyka głośno, akurat dziś zachciało mu się odliczać czas wolniej. Zauważam listy miłosne. Kiedyś chłonęłam je jak zeschła ziemia wodę. Dziś – przykrywa je szara mgła zapomnienia. Złota zasłona opada z hukiem.

                Szybko odwracam wzrok, by nie zauważył smutku malującego się na mojej twarzy. Zaciskam usta. Ze wstydu spuszczam głowę. Tęsknota owija mnie kocem. Chcę odwrócić się w jego stronę. Walczę ze sobą, dławię się niemym krzykiem. Za oknem ciemne chmury zataczają koło, deszcz tańczy na liściach. Drut kolczasty ściska mi serce, poczucie pustki wbija mi się głębiej i głębiej, niczym wielka szpila wbijana stalowym młotkiem. To miała być zwykła rozmowa, spotkanie po latach. Stary znajomy, dawne dzieje. Mogłoby się zdawać, niewinne.

                 Chcę mu wszystko opowiedzieć. Czuję, jak pocą mi się ręce. Waham się. Poczucie winy szyderczo uśmiecha się do mnie. Czuję się jak na karuzeli, łapię się za głowę. Gram na zwłokę. Czuję jego wzrok na sobie. Opadam bez sił na fotel. Cisza. Cisza. Słyszę tylko swój oddech. Cisza. Wstyd spływa łzami na podłogę. Kap. Kap. Przerwana tama. Słyszę tylko kap i kap, które odbija się echem w mojej głowie. A potem cisza. Cisza. Między nami.

Moja twarz w jego dłoniach. Moje łzy na jego ustach. Moja głowa w jego ramionach. Oddycham głośno. Łapię powietrze. Czuję się lekka. Zostałam uniewinniona.

Posłowie od autorki:

Walnę prosto z mostu że, relacja z Jezusem jest czymś jak relacja z
ukochanym mężczyzną i że zdrada nie koniecznie oznacza pójścia z kimś do
łóżka. Tego właśnie doświadczyłam. Oddałam serce czemuś innemu.
Zamknęłam drzwi przed Bogiem, a wpuściłam do serca stary, bezpieczny
świat sprzed nawrócenia. To chyba gorsze niż bałwochwalstwo, bo tam się
oddaje cześć, a tu zamknęłam serce – zresztą nie znam się. I jak w
każdym związku są chwile ogromnej radości, znudzenia i zmęczenia. Nie
chcę powiedzieć, że JAK ZWYKLE Jezus mi wybaczył i przyjął do siebie, bo
nie chcę by Jezus był odbierany jako osoba, która tylko wybacza i się
uśmiecha. Jezus jest kimś, kogo bolą nasze złe wybory, który tęskni i
może się wkurzyć na kogoś ktoś nas rani. Który jest wierny i oczekuje
wierności, tak jak mężczyzna oczekuje wierności od kobiety. Jezus jest
osobą, która pozwala mi odejść kiedy (aż boli kiedy to piszę) się znudzę
i wyczekuje mnie tak samo żarliwie, jak zakochani czekają na powrót
ukochanej osoby. Chcę powiedzieć, że obecność Jezusa w moim życiu była
czymś tak normalnym, że aż nie zauważalnym. Jak stare małżeństwo, które
wie o sobie już chyba wszystko i oddala się od siebie. Z tym wyjątkiem,
że On mną się nie znudził..i kiedy odsunęłam się od niego by wpuścić w
swe ramiona innego, on ze złamanym sercem patrzył na to kochając mnie
dalej. A kiedy trwałam w tym grzechu i nie zapowiadało się że wrócę, On
zawalczył o mnie. Poczułam motylki w brzuchu, tak jak mają zakochani.
Powiedział mi, ze nie ważne co zrobiłam, On chce mnie z powrotem, bo nie
może beze mnie żyć. Jezus powiedział do mnie „znamy się”. „Znasz mnie”.
„Nie mogę przestać Cię kochać”. „Nie zgadzam się na życie bez ciebie”.
Powinnam przepraszać Go na kolanach za to co Mu zrobiłam, a to On
przyszedł do mnie i powiedział, że chce byśmy byli razem. Taki jest
Jezus.

Paulina

Comments: 53 komentarze

Dlaczego odczuwamy taki egoizm, gdy poświęcamy czas samej sobie?

Sty
18

Kobieta poświęca wiele czasu pomagając innym ludziom, by stali się osobami, którymi mają być i dlatego czas dla niej samej zajmuje miejsce drugie, trzecie a z reguły dwudzieste trzecie! Problem by mieć czas dla samej siebie jest związany z tym, iż czujemy się winne, gdy go mamy. Dostrzegamy wówczas wszystkie rzeczy, które wymagają naszego wkładu pracy. Odczuwamy niewypowiedzianą presję od innych, by nieustannie uczestniczyć w jakichś czynnościach. Wiele z tego ma związek z oczekiwaniami: naszymi własnymi, jak i ludzi wokoło nas. Czasami oczekiwania te są wyimaginowane a czasami prawdziwe.

Jednak posiadanie czasu dla samej siebie jest nader konieczne. Tak jak paliwo dla auta i pokarm dla ciała – bez niego biegniemy, lecz na pustym baku. Męczymy się głęboko w naszym wnętrzu i stawiamy opór wszystkiemu i wszystkim.
Ale ta wina! Dlaczego odczuwamy taki egoizm, gdy poświęcamy czas samej sobie? Myślimy, że inni ludzie osądzą nas, jeśli zobaczą, iż mamy chwilkę dla siebie. Wydaje się nam, że musimy to usprawiedliwić.
Wiele z tej walki toczy się w naszym umyśle. Musimy zmienić nasze myślenie z: „Nie mam do tego prawa” na „Zasługuję na to”. Musimy przestać myśleć o wszystkich rzeczach, których jeszcze nie zrobiłyśmy, a zacząć myśleć o tych, które są już wykonane.
Spróbuj tego. Usiądź i napisz listę wszystkich osób, którym pomogłaś i za które czujesz się odpowiedzialna w ciągu trwania tego tygodnia. Podsumuj rzeczy, które już zrobiłaś lub jesteś w ich trakcie. Małe rzeczy, duże rzeczy, ale również projekty. Dla większości kobiet wszystko to nie ma końca. Dlatego, że rzeczy w jakie się angażujemy, jak również życie innych ludzi, to sytuacje, które są w trakcie rozwoju. Często odnosimy wrażenie, że one nie mają końca. I jest to prawda. Odczuwamy, że jest o wiele więcej do dania i uczynienia dla kogoś. Być może to nieegoistyczna i ofiarna miłość kobiecego serca jest dla niej więzieniem – wierzy, że jest egoistką, gdy poświęca czas samej sobie.
Kolejny problem to, co zrobić, gdy w końcu pokonało się poczucie winy i ma się czas dla samej siebie? Jest to tak wielki luksus, że nie chcemy go zmarnować. Niektóre z nas muszą się uczyć bycia dobrymi dla samych siebie i korzystania z tego błogosławieństwa.

Spójrz ponownie na swoją listę i przekonaj się, że prawdziwie zasługujesz na czas dla siebie. A potem weź kolejną kartkę papieru i spisz rzeczy, które chciałabyś robić. Małe rzeczy, takie jak: kąpiel, pójście do fryzjera i duże rzeczy, jak: osobiste sny i marzenia, może chęć nauki na instrumencie, odwiedzenia kilku nowych miejsc. To wszystko są twoje cele, krótko – i długodystansowe, duże i małe. Prawdziwie wierzę, że posiadanie osobistych celów i czynienie kroków w kierunku ich urzeczywistnienia jest niezwykle ważne dla zdrowej stabilności i rozwoju kobiety. Nie zawsze jest to trudne do uczynienia. Czasami powinnyśmy zaplanować to w naszym życiu, a czasami prosić o pomoc. Ja biorę moją listę i przedstawiam ją Bogu. Ty także spróbuj. Ale jest jeszcze jedna rzecz, której potrzebujemy. Jest nią pokój wewnętrzny. Odpoczynek i czas dla samej siebie zadziała dopiero wtedy, kiedy jest w nas miejsce pokoju, w którym możemy oddzielić się od oczekiwań innych ludzi, odpocząć i czuć się bezpieczne. To jedyne miejsce, które spełnia powyższe warunki wynika z mojej relacji z Bogiem. Poznanie Jezusa ucisza wszelkie moje lęki. On daje mi bezpieczeństwo. On mnie podnosi. A jego spokojny głos mówi, że mnie kocha, gdy okazjonalnie poświęcam czas samej sobie. Widzisz, życie to nie tylko działanie, ale również samo bycie.

Izaj. 30:15 „W uciszeniu i zaufaniu do Boga będzie twoja moc i siła”

Andi

Comments: (0)

Odnośnie bycia kobietą

Gru
11

 

 

To, co kocham odnośnie bycia kobietą, to możliwość robienia wielu rzeczy. Kobiety mają tyle różnych etapów w życiu i tyle różnych relacji tak, iż wydaje się nam, że dopiero co poradziłyśmy sobie z jedną rzeczą i podążamy już w kierunku kolejnej. Myślę, że to właśnie po części czyni nas, kobiety tak dynamicznymi i mądrymi. Stale musimy się uczyć i przystosowywać. I stale przekazujemy to, czego się nauczyliśmy innym. Czasami wręcz odczuwamy, że nasze całe życie jest wylewane dla innych, tych wokoło nas. Jest to zarówno wyzwaniem jak i przywilejem i radością.

Towarzyszy temu też żonglowanie. Jako kobiety stawiamy czoło presjom z różnych kierunków. Przyjaciele, rodzina, praca a nawet oczekiwania społeczeństwa i mediów. Czasami dobrze jest wziąć sobie trochę wolnego. Nawet chwilkę, by na nowo odnaleźć siebie.
Im więcej jesteśmy zaangażowane tym bardziej zmieniamy się, jako jednostki. Czasami zatrzymuję mój świat, choć na chwilkę, by zapytać siebie i Boga „Kim jestem dziś?”. Wiem, kim byłam gdy byłam młodsza. Wiem, kim byłam wczoraj, ale dziś jest nowy dzień i gdy idę przez życie i wzrastam, rozwijam się i zmieniam, nie jestem tą samą kobietą, którą byłam 10 lat temu. Nadal jestem sobą, ale każdy nowy etap mego życia, na nowo mnie określa. Czasami muszę zatrzymać się, by za tym nadążyć.
Dlaczego by dziś nie mieć chwilki dla samej siebie? Zostałaś cudownie i twórczo stworzona przez Boga. Jesteś jego dziełem, nad którym On stale pracuje, jego delikatne dłonie prowadzą twe życie. Bóg czyni z Ciebie wielką kobietę, zgodnie z jego planem.
Psalm 18:3 mówi – Twoja ręka podtrzymuje mnie a twoja łagodność czyni mnie wielką.

Andie

Comments: (0)
|